poniedziałek, 11 stycznia 2016

Nie lubię być w ciąży


Najpierw się na nią czeka; miesiącami, latami. Z niecierpliwością zakreśla się dni, snuje marzenia, wypatruje najmniejszych oznak. Kiedy już jest, ma się jej serdecznie dosyć i liczy na szybkie zakończenie. Dla jednych – stan błogosławiony, dla innych – droga przez mękę. 


Nie lubię być w ciąży. A przecież nie powinnam narzekać! Większość typowo ciążowych objawów omija mnie szerokim łukiem. Nigdy nie zdarzyło mi się wymiotować ani nawet mieć mdłości, nie mam wzdęć ani zgagi. Nie puchną mi nogi ani dłonie, tyję niewiele, mojego brzucha i ud nie pokrywa siatka fioletowych rozstępów. W najmniejszym nawet stopniu nie dotyczą mnie tak nieprzyjemne problemy jak żylaki, hemoroidy albo nietrzymanie moczu. Ja nawet nie sikam zbyt często!  

Też trochę narzekam, bo mi się należy. W końcu noszenie przez kilka miesięcy dodatkowych kilogramów do najprzyjemniejszych zaliczyć nie można. Dokucza mi ból kręgosłupa, jest mi niewygodnie, miewam problemy ze spaniem i co z tym związane – słaniam się potem na nogach. O ile w pierwszej ciąży znosiłam to wszystko z leżącą godnością, tak teraz biegam, noszę i podaję przez nieprzerwanych dwanaście godzin dziennie. 

Albo taka choroba. Naprawdę trudno chorować w ciąży. Mogłoby się wydawać, że XXI-wieczna medycyna stoi na tak wysokim poziomie, że możliwe będzie leczenie bólu gardła u ciężarnej. Gdzie tam! Chorowałam dokładnie 7 tygodni; kaszlałam, kichałam, smarkałam i marzyłam o tabletkach na gardło. Nie istnieją leki dla ciężarnych. Zdesperowana przetestowałam nie najtańszą linię naturalnych medykamentów Prenalen. Pomogły? Gdzie 
tam! Równie dobrze mogłabym sobie ssać landrynki. 

To jednak, co dotyka mnie przede wszystkim i co nie daje ani chwili wytchnienia to emocje i huśtawka nastrojów. Jestem tego świadoma: trudno ze mną wytrzymać, kiedy jestem w ciąży. Na co dzień też nie jest łatwo; jestem osobą konfliktową, bezpośrednią, najczęściej w nastroju zaczepno-obronnym. Jestem marudna; nie podoba mi się całe mnóstwo rzeczy, nigdy nie wiem na co mam ochotę i trudno mi dogodzić. Jestem wreszcie osobą niezwykle płaczliwą, wybuchową, łatwo poddającą się niezadowoleniu. W ciąży jednak wszystko to się mnoży i kumuluje zamieniając mnie w potwora. Dramaty dnia codziennego, takie jak brak ulubionego jogurtu w lodówce albo pęknięte w czasie gotowania jajko potrafią doprowadzić mnie do histerii. Zalewam się łzami, obrażona nie jem śniadania, a świat wydaje się nie mieć sensu. Po kilkunastu minutach wraca rozsądek, a wraz z nim oprzytomnienie i wstyd, że zachowałam się aż tak głupio. Jeszcze gorsze są napady złości. Nie! Furii! Wściekam się o najmniejszą drobnostkę, zachowuje się jak opętana i bardzo długo nie potrafię się uspokoić. Dostaje się mężowi, który przecież jest winny całemu złu na świecie. Irytuje mnie wszystko; źle odstawiony talerz, to, że nie mogę spokojnie poleżeć i brak reakcji na wydawane polecenia. Bywam wtedy naprawdę beznadziejną mamą. Potrafię się śmiać, za chwilę płakać, a potem wkurzać na samą siebie, na swoją niekonsekwencję, niezdecydowanie i brak opanowania. 

Cieszę się, że termin porodu coraz bliżej. Wiem, że będzie trudno; dalej będę niewyspana, czasu będzie jeszcze mniej, do noszenia będzie dwójka, a depresja poporodowa nie pozwoli mi zapomnieć czym są napady czarnej rozpaczy. Ale przynajmniej nie będę już w ciąży, przynajmniej to.

10 komentarzy :

  1. Rozumiem Twoje emocje, ciąża jest czasem trudną drogą. Ja leżałam prawie całą ciąże - krawienia, otwarcie szyjki, szew, szpital - I tak sobie myślałam, ile trzeba przejść, by się dziecko urodziło, ile wymęczyć. Mąż mi zawsze powtarzał, że najważniejsze, że dzidzia zdrowa, a ja jakoś dam radę :) Mimo, że pragnęłam dziecka jak niczego na świecie, bo wcześniej 3 razy poroniłam, czasem miałam dość tego stanu i leżenia i potem się wstydziłam, że jestem taka niewdzięczna. Że będę miała dziecko upragnione a marudzę i nie daje rady. Ale ile można leżeć, nie tak sobie to wyobrażałam. Ciąża ciąży nie równa, różnie bywa - masz racje, to nie sielanka, jakby nie było, czy są komplikacje czy nie, zawsze się coś znajdzie co doskwiera.
    A dla mnie najgorszy i tak jest moment jak się dzidziuś urodzi:) te wiecznie nie przespane noce - u mnie trwało to bardzo długo, u Ciebie zresztą też z Różą i mnie to wprawiało w stan depresji lekkiej, bo nie miałam sił być tak niewyspana ciągle :(

    Powodzenia, dasz radę jeszcze tylko kilka tygodni!!!! Trzymam kciuki za dobre samopoczucie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas właśnie początek był taki łatwy! Żadnych kolek, płaczów po nocach; złote dziecko! Jak wakacje po ciąży, studiach. Dopiero potem zaczęły się schody. Może dlatego właśnie tak bardzo liczę teraz na to samo. Oby! :)
      Bardzo współczuję leżącej ciąży, martwienia się o dziecko i o siebie. Cieszę się, że u mnie przynajmniej tego nie ma.

      Usuń
  2. Niestety te ciążowe hormony dają znać...pamiętam siebie - ze skrajności w skrajność. Uradowana a za chwile rozpłakana bądź wkurzona. Na szczęście już jesteś blisko mety! Dasz radę! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem kto nazwał ciążę stanem błogosławionym, ale albo był to facet, albo dziwna kobieta... Jednak wszystko to kwestia przejściowa - niewiele zostało, więc trzeba wytrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem takim typem sportowym więc dla mnie to było jak prawie dziewięciomiesięczna "kontuzja". Ostatni miesiąc to mordęga. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem na tym etapie życia, że wiem, że kiedyś chcę być w ciąży :) nawet jakbym miała wymiotować przez pół roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tia... Też tak mówiłam. I wymiotowałam pół roku (pierwszy i ostatni trymestr). Potem było W ŻYCIU NIGDY NEVER EVER EVER EVER.... A potem JAK JA TĘSKNIĘ ZA BRZUSZKIEM I W SUMIE TE DZIECIAKI TAKIE FAJNE... A teraz, przerzygawszy kolejne trzy miesiące, doskonale sobie przypomniałam czemu W ŻYCIU NIGDY NEVER EVER EVER EVER... Dziwne te hormony. Ale wymiotować nie chciej. Powiem tak - mając do wybor ciążę i poród bez mrugnięcia okiem biorę poród :)

      Usuń
  6. Hahaha... Jajko i jogurt <3 Ja emocjonalnie ogarniam w miarę, fizycznie kiepsko (póki co), ale zdecydowanie preggo high five! Też nie lubię być w ciąży (choć ciągle się łudzę że jeszcze polubię). Trzymam się wersji że koncowy efekt jest tego wart :) Buzia Zuzu, trzymaj się, już naprawdę niedługo!

    OdpowiedzUsuń
  7. No to witaj w klubie, moje wyczekiwane, wymarzone najwspanialsze maleństwo musi znosi moje płacze, nerwy, histerie i stawianie cegieł tak jak ja sobie tego życzę. To jest tragedia i te wyrzuty sumienia, wymarzony syn, a mam wciąż jakieś takie myśli, że sobie nie poradzę, że będę złą matką, że to może nie czas ? o mój Boże to jest najgorsze, kiedy w głowie pojawia się tekst typu ,,to może jeszcze nie teraz", nawet jak napisałam o tym to strząchnęło mnie porządnie. Emocje są najgorsze, nie przejmuj się mój mąż słyszał już chyba wszystko o mnie o sobie o ciąży o rodzinach naszych no nawet o papierze toaletowym, że to nie taki. Życie jest wspaniałe, mówi to kobieta w ciąży i tak jak ty wcale nie mam spuchniętych nóg, rozstępy to sprawa malutka i niezauważalna, kilogramów przybrałam tylko 4, a czepiam się świata jakby to był koniec. Strach przed porodem mnie dobija, wpadam w nerwy jak słucham doradców obok i najlepiej strzeliłabym ich wszystkich po gębie, bo to przecież mój brzuch, moja ciąża, moja decyzja i nic nikomu do tego.
    Och..... nerwy mną szargają jak sapera, czeka na odpowiedni strzał. Chciałabym być spokojniejsza, ale nie mogę i nic z tym nie zrobię. I podzielam Twoje zdanie ,,nie lubię być w ciąży".
    Mam nadzieje, że to wytrzymamy.
    Pozdrawiam ciepło
    matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...