środa, 3 lutego 2016

Dziewiąty miesiąc ciąży



Umownie przyjęłam, że każdy początek nowego miesiąca będzie odmierzał też moje miesiące ciążowe. Tymczasem luty jest krótki, pierwszy tydzień już niemal minął, a do mojego terminu porodu pozostało niewiele ponad trzy tygodnie! Oto dziewiąty miesiąc. 


Dane techniczne:

Waga: 71 kg (+11 kg)

Obwód brzucha: 103 cm (+39 cm) – tylko jeden dodatkowy centymetr!

Rozstępy i zmiany skórne: Brak nowych rozstępów, ciągle tylko ten jeden nad pępkiem. Linea negra bardzo blada, biegnąca tylko od pępka w dół (w pierwszej ciąży była gruba i ciemna, a kończyła się prawie pod szyją).

Apetyt: wilczy; pochłaniam ogromne ilości jedzenia, co odbija się na wadze. Pojawiły się też zachcianki. Od kilku tygodniu na każde śniadanie i kolację jem bułki ze śmietaną i z cukrem, a wieloowocowe, pitne jogurty Danone i czerwone barszcze z Knorra piję litrami. Zdarza mi się wpaść w czarną rozpacz (taką z płaczem, tupaniem i wyzywaniem męża), kiedy któregoś z tych specyfików zabraknie.

Dwa dni temu badanie USG wykazało, że dziecior waży już 3200 gramów, a jego głowa mieści się w normie 39-tego tygodnia (9,5 mm). Martwię się, ponieważ Róża też miała taką wielką głowę i właśnie przez to nie wstawiła się ona prawidłowo w kanał rodny, zatrzymując tym samym postęp porodu i powodując cesarskie cięcie. Liczę jednak, że tym razem będzie dobrze. 

Brzuch

To, co stało się w ostatnim miesiącu moją największą zmorą to skurcze. W pierwszej ciąży też się pojawiały; od czasu do czasu twardniał mi brzuch, nie dało się tego nie zauważyć, ale nigdy nie przyszłoby mi nawet do głowy nazwać skurczy tych bolesnymi. Tym razem twardniejący brzuch naprawdę mocno boli, skurcze są tak silne jak te, które czułam.... kiedy zaczął mi się poród. Bywają nawet regularne. Łykam zapobiegawczo dwie Nospy dziennie, a Aspargin jem już prawie jak cukierki, ale niewiele to daje. Jeśli skurcze są wyjątkowo silne, mijają dopiero po zażyciu trzeciej Nospy.

Wszystko to odbija się na moim stanie ginekologicznym. Szyjka macicy jest miękka i bardzo skrócona ("niemal jej nie ma"; stanu takiego nie doczekałam się poprzednio nawet w terminie porodu!). Rozwarcie jednak jeszcze się nie pojawiło. I choć skurcze są upierdliwe, to pozwalają mi mieć nadzieję, że tym razem: 1) urodzę w terminie lub nawet wcześniej, 2) mój poród będzie trwał krócej niż 19 godzin i zakończy się sukcesem. Słowem: za tydzień, kiedy to rozpocznę 38 tydzień, olewam te wszystkie rozkurczowe medykamenty i z niecierpliwością czekam, aż skurcze zamienią się w coś konkretnego.

Brzuch urósł niewiele, zaledwie jeden centymetr. Jeden! Czy to w ogóle możliwe?! Przecież dziecko urosło i przytyło. Brzuch zaokrąglił się (na zdjęciach wyraźnie widać, że urósł od góry), ale obwodem na wysokości pępka (gdzie zawsze go mierzę) nie przeraża. Rozstępy się nie pojawiły i raczej się już nie pojawią, bo skóra wciąż nie jest mocno napięta. Poprzednio dobiłam do 106 cm, sądząc po obecnych przyrostach tym razem aż tyle nie będzie.  

Pomimo tego jest mi już bardzo niewygodnie. Boli mnie wszystko. Oprócz brzucha także pachwiny. No i kręgosłup wykańczany dodatkowo przez rwę kulszową, przez którą to przy okazji często nie mogę wykonać najmniejszego nawet ruchu. Przewracanie się z boku na bok mnie męczy. Tak samo jak w pierwszej ciąży, dużo lepiej czuję się na prawym boku niż na osławionym lewym.  

Ruchy Szymka sprawiają mi ból. Ma on w zwyczaju opierać obie stopy na moich żebrach i bardzo mocno się od nich odpychać. Jak kopnie albo się przekręci to też już konkretnie. Poza tym jednak nie jest bardzo ruchliwy. Zdarza się, że nie przypomina o swoim istnieniu przez wiele godzin. Budzi to niewielką nadzieję, że okaże się nieco spokojniejszym dzieckiem niż jego siostra, która do samego końca kręciła się, wierzgała kończynami i spanikowaną skierowała mnie do szpitala, kiedy w 39 tygodniu przestała się ruszać na całe 4 godziny. 

Śniadanko! Oprócz Nospy i magnezu: żelazo, suplement z DHA i wiesiołek, który ma podobno działać cuda przy porodzie. A podobno ciąża to nie choroba... :)  

Zmęczenie

Jestem cały czas zmęczona. Wyczerpanie jest ogromne, niedające się porównać z niczym, co znałam dotychczas. Nawet w najgorszych czasach, kiedy Róża budziła się co pół godziny na karmienie, nie czułam się taka zmęczona. W ciągu dnia mogłam ją oddać mężowi i zaznać regenerującej, trzygodzinnej drzemki, po której czułam się jak nowo narodzona. Teraz do Róży wstaje tata, ja przesypiam całą noc i nikt nie zakłóca mi wypoczynku. Prawie, ponieważ ciągle mam problemy ze snem. Po pobudce na toaletę najczęściej nie mogę zasnąć przez godzinę lub dwie, ale i tak nie mogę narzekać. Często drzemię w ciągu dnia, ale nawet po wielu godzinach odpoczynku czuję się tak, jakbym nie spała od tygodnia.

Oprócz senności jest też fizyczne zmęczenie. Męczy mnie podnoszenie się, trudno mi się oddycha. Z Różą wybieramy spokojne zajęcia. Na leżąco układamy klocki albo puzzle. Przez wiele godzin leżę na kanapie, a ona donosi mi książki, które razem czytamy. W czasie kiedy ona idzie wymienić wolumin, ja na kilkadziesiąt sekund zasypiam. Czasami, kiedy poproszę ją o konkretny tytuł, a ona nie może go znaleźć, mam nawet kilka minut. :) To naprawdę regenerujące drzemki! Codziennie zmuszam się do spaceru, po którym to wracam ledwie żywa, bo spacer u nas baaaardzo długi, wyłącznie chodzony a w zasadzie biegany i ganiany (nie chcąc mieć dwójki wózkowych dzieci, pojazd nie jest już w użytku od pewnego czasu).

Przyznać muszę, że moja córka jest bardzo wyrozumiała i jeszcze kilka miesięcy temu nie spodziewałabym się tego po mojej małej, zaborczej i absorbującej dziewczynce. Teraz pozawala mi poleżeć, sporo bawi się sama. Myślę, że to dla niej dobre przygotowanie do sytuacji, która nastąpi już wkrótce, kiedy to nie będę mogła być na każde jej zawołanie. Znosi to bardzo dzielnie!  

Róża nie może się doczekać aż jej „bejbi” pojawi się już na świecie. Bez przerwy dopytuje o brata, przytula się do brzucha, całuje go, w kierunku pępka wykrzykuje wszystkie wyrazy, które umie powiedzieć. Na widok małych dzieci w przestrzeni publicznej rzuca się do ich wózków, głaszcze po policzkach, chce przytulać i brać na ręce. Nie wiem jak nasza sytuacja się rozwinie na późniejszym etapie, ale jestem pewna, że początek przygody we czwórkę będzie bardzo udany i rozczulający.

Inne

Ciągle nie dokuczają mi inne dolegliwości. Nie miewam zgagi, podobno dlatego, że dziecko ułożone jest w pozycji drugiej i opiera się o wątrobę, a nie o żołądek. Nie nękają mnie też inne, nieprzyjemne sprawy.

Odczuwam delikatne objawy instynktu wicia gniazda. Uczucie to jest mi zupełnie obce, ponieważ nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się odczuć potrzeby posprzątania czegoś. Nawet w pierwszej ciąży, niestety, ominęło mnie sprzątanie łazienek. Ostatnio jednak odgruzowałam pewne przestrzenie w kuchni. Może i niewiele, ale zawsze coś!

Jestem gotowa do porodu. Zapakowałam walizkę do szpitala, przygotowałam też torbę dla Róży, z którą odstawimy ją do prababci, kiedy poród się zacznie. Nadludzką siłą woli zmobilizowałam się do tego, żeby zamówić przez internet podkłady, butelkę, witaminy i inne niezbędne akcesoria, których nie można wykorzystać po pierwszym dziecku. Wyciągnęłam też małe ubranka i przygotowałam komodę dla Szymka, chociaż wszystko to jakoś bez większego entuzjazmu. Łóżeczko, bujaczek i fotelik wciąż schowane są na strychu, zniesione zostaną w ostatniej chwili, ponieważ boimy się, że poprzednia ich właścicielka mogłaby mieć problem z przekazaniem ich młodszemu rodzeństwu. Trzymajcie kciuki! 

Poprzednie miesiące: 

Koniecznie przeczytaj też: 

6 komentarzy :

  1. A czy TY będziesz próbowała rodzić naturalnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Niczego się tak nie boję jak kolejnego cc. Nie ma żadnych przeciwwskazań, wielki łeb nie jest wyrokiem. :) Post jeszcze osobny o porodzie będzie. I drugi o sn po cc. O ile zdążę. ;) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Powodzenia w takim razie !!! :) Czekam z niecierpliwością na post :) Mam nadzieję, że zdążysz :)

      Usuń
  2. Wszystkie Szymki lubią kopać w żebra - moja szwagierka zwijała się z bólu od 7. miesiąca, bo mały w nocy (zawsze między 2 a 4) uwielbiał sobie pobić od środka mamę w żebra :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany, już 9? Jak ten czas leci! :) Trzymam kciuki, żeby maleństwo przyszło na świat bez komplikacji i zdrowe :D
    Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...