poniedziałek, 8 lutego 2016

Wyprawkowe hity i kity: gadżety



Kolejna garść wyprawkowych hitów i kitów. Pisałam już o tym co warto mieć w kategorii zdrowie i higiena (KLIK) oraz ubrania i tekstylia (KLIK). Tym razem pora na gadżety, czyli drogie i najczęściej niepotrzebne urządzenia, którymi młodzi rodzice uwielbiają przystrajać swoje mieszkania. Przeczytajcie w co warto zainwestować, a bez czego można się swobodnie obejść.

Hity

Laktator 

Czy laktator jest niezbędnym elementem wyprawki? Chyba nie. My potrzebowaliśmy go na początku, ponieważ kończyłam studia i w dwa tygodnie po porodzie musiałam już być na uczelni. Zajęcia miałam raz w tygodniu, ale przecież nawet wtedy dziecko musiało coś jeść. W niektórych sytuacjach (obrona pracy magisterskiej) karmić po prostu nie chciałam i wtedy też wygodnie było mieć odciągnięte mleko. Zawsze w pogotowiu mieliśmy też zamrożone pojemniczki z pokarmem; na wypadek kryzysów, nagłych wyjść i innych tego typu spraw. Nigdy ich nie zużyliśmy, ale przezorny... wiecie jak to jest. Przydał mi się też laktator po kilkunastu miesiącach, kiedy to ograniczałam Róży dostęp do piersi (KLIK!) i poradzić musiałam sobie z szalonymi ilościami niewyssanego mleka. Korzystają też kobiety z laktatora w czasie nawału (mnie ominął) i gdy chcą wyjść gdzieś ku uciesze własnej, bez dziecka (też mnie ominęło, bo ku uciesze własnej wolałam się wyspać albo zamknąć sama w pokoju i poczytać, a nie tłuc się gdzieś bez sensu). Myślę jednak, że można by się bez tego urządzenia obejść.

Jeśli jednak odciągać pokarm się planuje, to warto zainwestować w dobry i skuteczny sprzęt. Ja wybrałam laktator Medela Swing. Czemu? Kierowałam się zapewne chwytami marketingowymi. Podoba mi się filozofia Medeli, ich akcje wspierające karmienie piersią i ulotki dołączone do butelek, że butelki te są przeznaczone wyłącznie do mleka matki (a nie jakiegoś tam mm). Czemu Swing? Bo co chwilę spotykałam się z zarzutem, że w o połowę tańszej Medeli Mini bardzo częstą przyczyną awarii jest zalanie silniczka mlekiem. Z laktatora byłam bardzo zadowolona; działał bez zarzutu i nawet z moich odpornych raczej na działanie tego typu urządzenia piersi potrafił odciągnąć pokarm.

Warto też wspomnieć o pomysłowym smoczku Calma, który Medela dodaje do swoich laktatorów i butelek. Smoczek ten nie ma dziury, przez którą leci mleko; pokarm należy porządnie zassać. Producent przekonuje, że dzięki temu butelka nie będzie dla dziecka łatwiejszą opcją i nie zniechęci się ono do piersi. To prawda! Picie przez Calmę jest trudne, u nas w pewnym momencie pojawiła się nawet niechęć do butelki i dobrowolna głodówka jako bunt przeciwko niej.

Poza tym.... lubicie „Breaking Bad”? Ten najlepszy na świcie serial oglądałam właśnie po porodzie. Jak wielkie było moje wzruszenie, kiedy na jednym z ujęć zobaczyłam TO! No, i kto ma najlepszy laktator na świecie? :)

Odcinek 4x10
Swoją drogą przypominam (KLIK!), że żaden, nawet najlepszy laktator nie rozkręci laktacji tak jak dziecko, nie warto też sugerować się ilością odciągniętego pokarmu szacując ilość mleka, którą ma się rzekomo w piersiach. Konsekwentne i wyłączne stosowanie laktatora doprowadzić może wręcz do zaniku laktacji.

Nawilżacz powietrza

Nie mieliśmy go od początku, bo nie wiedzieliśmy nawet, że jest to sprzęt przyjazny dziecku. Przełomem stał się moment, kiedy na skórze Róży pojawiły się dziwne, suche plamy. Pediatra uparcie diagnozowała je jako skazę białkową, a ja i dr Google byliśmy przekonani, że to zwykłe przesuszenia. Dwie noce przy włączonym nawilżaczu załatwiły problem. Świetnie się też nawilżacz sprawdza w przypadku choroby, kiedy zapchany nos nie daje spać. Z nawilżaczem oddycha się zdecydowanie łatwiej. Można też do niego wlać kropelkę olejku eukaliptusowego, a wtedy to już w ogóle bajka! W ogóle przy nawilżaczu dziecko śpi lepiej, choć u nas nie była to niestety reguła.

Nasz model pożyczyliśmy (a w zasadzie chyba już przejęliśmy na własność) od babci, u której od dłuższego czasu leżał nieużywany, nie wiem nawet co to za firma, nie polecam więc żadnej konkretnej marki.

Kity

Bujaczek - leżaczek Tiny Love

Bujaczek ten ma jedną, dużą zaletę. Jako chyba jedyny na rynku rozkłada się do poziomu leżącego i można w nim bezpiecznie trzymać niemowlę od pierwszych dni życia. Używaliśmy więc bujaczka jako dodatkowego łóżeczka w kuchni, w ogrodzie i kilku innych miejscach. Jeśli dziecko nie lubi bujania (nasze nie lubiło) można bujanie to zablokować.

Na tym jednak jego zalety się kończą. Chciałoby się w pewnym momencie podwyższyć nieco oparcie i zrobić z niego klasyczny, półleżący leżaczek, a tu klapa. Dziecko ląduje w bardzo nienaturalnej dla siebie pozycji, leci na bok, przez co wykrzywia kręgosłup. Pozycja siedząca prezentuje się niewiele lepiej. Na dodatek fotelik jest dużo droższy niż te oferowane przez konkurencję.

Róża nigdy nie była wielką zwolenniczką leżaczka, jeśli jednak Szymon polubi w nim leżenie, na pewno kupię zwyczajny, wyprofilowany leżaczek innej firmy.


Kosz na pieluchy / torebki perfumowane na pieluchy

Nie chodzi oczywiście o zwykły śmietnik, ale o drogi, specjalistyczny, zasysający wrzucane pieluchy kosz, który ma podobno pochłaniać nieprzyjemny zapach i inne tego typu bajery. Otóż zdradzę Wam teraz sekret, który mnie samą bardzo zaskoczył: kupy niemowlęcia nie śmierdzą! Tak, to prawda. Z czasem zaczynają wydawać kwaskowy odór, ale minie dobrych kilka miesięcy zanim zaczniemy mówić o smrodzie. Żadne więc perfumy i inne formy maskujące nie są konieczne. Z drugiej strony, kiedy pieluchy naprawdę stają się śmierdzące, zwykły metalowy śmietnik z pokrywką także zapachy pochłonie, a wszak nie zasysa i jaki jest tani w użytkowaniu.

Monitor oddechu

Wiem jak jest na początku. Naczytamy się o śmierci łóżeczkowej i znajdziemy w internecie mrożące krew w żyłach historie o tym jak to noworodki nagle przestają oddychać, po czym co pięć minut zaglądamy do własnego dziecka, aby przekonać się, że jednak żyje i że ma się dobrze. Uspokajam jednak spanikowanych – ta paranoja po kilku dniach się kończy. Poza tym, czy mając monitor oddechu nie będziemy co chwilę zaglądać, aby sprawdzić, czy wszystko działa jak należy, czy nie padło zasilanie albo czy głośniczek nie został zalany mlekiem?

To, co ja polecam, to łóżeczko dziecka postawione w sypialni rodziców. Bezpośredni kontakt z dzieckiem i możliwość szybkiego reagowania powinny uspokoić nawet najbardziej nerwowych. Ja sama umarłabym chyba z niepokoju mając niemowlę w oddzielnym pokoju.

Niania elektroniczna

Być może ktoś ma bardzo duży dom. Być może ten ktoś zostawia śpiące dziecko na trzecim piętrze, a sam udaje się do ogrodu kosić trawę. Wtedy niania mu się przyda. W mniej ekstremalnych sytuacjach, z zachowaniem przynajmniej odrobiny należytej uwagi, nie da się nie usłyszeć, że oto dziecko się obudziło i że nas potrzebuje. U nas, chociaż odległości bywały spore, komunikacja zawsze działała bez zarzutów. 

A jakie gadżety sprawdziły się u Was? Może jest jeszcze coś, bez czego nie wyobrażacie sobie życia? 

Koniecznie przeczytaj też: 

8 komentarzy :

  1. Wyparzacz (sterylizator) do butelek z Aventu u nas pełnił ważną funkcję. Wyparzaliśmy w nim również aspirator do noska i smoczki :) Nawilżacz mamy z racji katarków ale nie znam firmy bo podobnie jak Wy dostałam od cioci (prawie ze strychu :)) i mimo, że Marcel ma prawie 5 lat to nadal nawilżacz jest w użyciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też się bardzo sprawdził wyparzacz do butelek i smoczkó Aventu, nawilżacz powietrza i w początkowych tygodniach bujaczek - nasza Mała bardzo lubiła się bujać.

      Usuń
  2. Oj skąd ja to znam :) Szczególnie przy pierwszym dziecku kupuje się mnóstwo niepotrzebnych gadżetów, które później tylko przewracają się w mieszkaniu z kąta w kąt i nie wiadomo co z nimi zrobić. Najczęściej trafiają do najciemniejszego miejsca w szafie, ale do piwnicy. Dobrze jest kupować z głową i rozsądnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przy drugim? Coraz więcej kitów. Łóżeczko niemowlęce kit. Pozbyliśmy się ustrojstwa gdy byłam w 3 miesiącu ciąży :D Wózek kit. Leło nie dostąpił jeszcze zaszczytu jechania wózkiem. Ach, przewijak też kit. Przez pierwsze tygodnie jeszcze się w to bawiłam, ale bez łóżeczka, które było komodą i stojakiem na przewijak właśnie - to nie to samo. Mam ten iekowski dmuchany. Posłużył nam jako "nie-bujaczek" - perfidnie odkładaliśmy do niego Lełona jak marzyliśmy o wspólnym śniadaniu w kuchni. W sensie leżał sobie na nim z nami w kuchni. No bo bujaczka to ani razu nie miałam. ;)
    PS laktator nie dał rady. Butelki nie dały rady. Ani calma, ani aktywne ssanie, ani leniwe wlewanie do gardła, ani mały kubeczek do pojenia, ani większy kubeczek do karmienia.
    Także u nas kit za kitem. Z hitów to chusta i... rożek. Rożek jest osobistym prześcieradłem Leona na naszym łóżku. Że się od dawna nie mieści i wystaje, to inna sprawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdybyś miała czerwone Tiny Love, służyłoby Ci zapewne lepiej. Nam służyło nieprzerwanie do 9 miesiąca jako łóżeczko(!). W poprzednim mieszkaniu niemowlę spało pod naszymi drzwiami a po pierwszej nocnej pobudce wyjeżdżało do kuchni, bo trochę przeszkadzało nam gaworzenie pod tymi drzwiami. W dzień montowałam ten kwiat i starszak włączał bratu te okropne melodie (wybierał te okropne...) i paskudne światełka, ale czuł, że się opiekuje.

    Z kolei nianię uważam za kito-hit, przy pierwszym dziecku sami sobie montowaliśmy nianię z dwóch komórek mających darmowe połączenie, drugiemu kupiliśmy już taką prawdziwą żeby usłyszeć je podczas oglądania filmu zanim rozedrze się na dobre. Dalej stosujemy na wsi gdzie są piętra albo gdy podczas drzemki młodszego starszy pozostaje w domu- wtenczas zamykam drzwi sypialni na klamkę i ryzyko przedwczesnego obudzenia maleje o jakiś 1%. Ale zasięg tego jest słabiutki.

    Chciałabym się jeszcze pochwalić jakimś szałowym gadżetem, ale nic nie mieliśmy:(

    OdpowiedzUsuń
  5. Kosz na pieluchy okazał się u nas hitem. Kupiliśmy, bo mój szanowny małżonek ma bardzo wrażliwe powonienie. Jak się okazuje, tak bardzo, że czuje kupę w pieluszce, kiedy wchodzi do domu - podczas gdy ja siedzę z dzieckiem na rękach i nie czuję nic.

    Twierdzi też (małżonek), że kupy owszem, śmierdzą. Według niego... jogurtem, co stanowi z niewiasomych powodów jedną z obrzydliwszych woni. No więc kupiliśmy kosz Sangenic, który każdą pieluchę pakuje do osobnego worka. Dla nadwrażliwców zapachowych to genialne rozwiązanie :-)

    Z hitów wymieniłabym jeszcze szumisia (w idealnej ciszy źle się śpi). Z kitów - komplety pościeli dla noworodków, podgrzewacze do chusteczek, leżaczek kąpielowy i wózki 3w1 z adapterem do fotelika samochodowego. Na szczęście się na to wszystko nie nacięłam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas potrzebny był uzdatniacz wody kranowej: zamontowaliśmy w minutę filtr prysznicowy z KDF i nie musimy już eksperymentować z nawilżającymi kremami do skóry.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...