poniedziałek, 1 lutego 2016

Wyprawkowe hity i kity: ubrania i tekstylia



W poprzednim wpisie (KLIK!) mogliście przeczytać jakie kosmetyczno-higieniczne akcesoria okazały się hitami, a jakie kitami mojej poprzedniej wyprawki. Dziś czas na drugą część cyklu: ubrania i tekstylia. Sama nie dokupuję niemal żadnych ubrań, drugie dziecko wszystko dziedziczy po pierwszym; ciuszków było aż nadto.


Hity

Body, pajace, inne ubrania niemowlęce

Czyli oczywista oczywistość. Każdy, kto miał choćby ograniczony dostęp do opieki nad niemowlęciem wie jak wygodne jest zapinane w kroku body, które się nie podwija i zasłania dziecku plecy i brzuszek oraz pajacyk, który zasłania całe ciało dając dziecku duży komfort. Ja szczególnie ukochałam ciepłe, polarowe pajacyki (koniecznie bez kaptura!), które świetnie sprawdzają się w chłodniejsze dni albo w nocy dla dzieci notorycznie się rozkopujących (czyli dużej większości) lub nietolerujących śpiworków i otulaczy. Modeli tych wszystkich cudowności jest wiele, mi pasowały w zasadzie wszystkie. W bodziakach niektórzy krytykują zakładki przy szyi, ale u nas nigdy się one nie rozchodziły, zdecydowanie wolę to, niż zatrzaski. Pajace lepsze będą rozpinane na całej długości ciała niż te wkładane przez głowę (zwłaszcza na początku było to dużo łatwiejsze).

Ulubione marki? Zdecydowanie Tesco! Nie dość, że najlepsza jakość, to jeszcze bajeczna cena. Poza tym w bodziaki i pajace zaopatrywałam się w hipermarketach (z takich koszy, gdzie trzeba wygrzebywać), gdzie cena tych pierwszych nie przekracza zazwyczaj pięciu złotych, a drugich – dziesięciu. Lubię też żywe kolory i różnorodne wzory tam sprzedawane. W sieciówkach znajdziemy niestety najczęściej jedynie blade róże i błękity (cena też już nie ta). Jakość również bez zarzutu. Róża, która ma w zwyczaju nie wyrastać ze swoich ubranek, wciąż nosi bodziaki, które nosiła także rok temu i są one jak nowe.

Śpiochy, półśpiochy

Choć są to ubrania typowo niemowlęce, to chciałam je szczególnie wyróżnić jako moją ulubioną część dziecięcej garderoby. Zestaw body+półśpiochy, a w chłodniejsze dni body+śpiochy uważam za najwygodniejszy i najwspanialszy. Jeden kawałek materiału bardzo łatwo zdjąć z nóg dziecka, aby je przewinąć. Zakładając je unikamy także skarpet, które są prawdziwa zmorą, gdyż każdy ich model i rodzaj dziecko skopuje sobie ze stóp w ciągu kilku minut.

Podobnym elementem garderoby wydawać mogą się rajstopy, jednak ich ubranie malutkiemu dziecku wymaga już nieco większego nakładu sił i kreatywności. Półśpiochy natomiast zakładają się same. Różę urodziłam późną wiosną i rajstopy nie były nam juz potrzebne. Tym razem rodzę zimą i być może będę musiała się z rajtuzami, jako cieplejszym odpowiednikiem półśpiochów, zaprzyjaźnić.

Chusta

Podobno każdy, kto zacznie nosić dziecko w chuście zostaje chustomaniakiem. Ja nosiłam dużo, nigdy jednak tak naprawdę chustowania nie polubiłam. Zawsze było mi trochę niewygodnie, nie odnalazłam też w chuście dobrej alternatywy dla wózka (jak będzie już drugie dziecko i sobie co nieco przypomnę, to na pewno tekst o chustach powstanie); po kilku miesiącach z ulgą powitałam Tulę (nosidło ergonomiczne). Jeśli jednak nosi się dziecko od początku (my nosiliśmy dokładnie od 6 doby życia Róży), to tylko chusta wchodzi w grę. To rozwiązanie najzdrowsze dla dziecka, niosące bardzo wiele korzyści dla jego rozwoju (od kształtowania prawidłowej pozycji bioder i kręgosłupa zaczynając, poprzez stymulację ruchem, aż na poczuciu bliskości i bezpieczeństwa kończąc).

Chusta ratowała nam życie, dosłownie. Jeśli ma się hajnida (KLIK!), który jest nieodkładalny i który nie chce sobie czuwać spokojnie w swoim łóżeczku, tylko ciągle wyje, można wtedy hajnida tego włożyć w chustę i mieć święty spokój. Dziecko nam się w chuście uspokajało i jak było bardzo malutkie to natychmiast zasypiało, a po kilku miesiącach z zainteresowaniem obserwowało świat. Jest też chusta podobno lekiem na całe zło w przypadku dzieci z kolkami.

Ale nie tylko na problemy chusta jest dobra. Świetnie sprawdza się w terenie, gdzie wózek nie zawsze daje radę oraz w domu, gdy z niemowlęciem obserwującym nasze ruchy można w spokoju przygotować obiad. Myślę, że świetnie sprawdzi się także teraz, z dwójką dzieci. Malucha będzie można zamotać, a pełną uwagę poświęcić starszakowi.

Dla mnie to obowiązkowy element wyprawki, nawet jeśli nie chce się nosić regularnie, a jedynie od czasu do czasu. Jednego, prostego wiązania nauczyć się można z internetu albo na spotkaniu chustowym (w większych miastach są one często organizowane), w ostateczności szarpnąć się można na konsultację z doradcą, który jak wołu wytłumaczy nam o co chodzi (my się szarpnęliśmy i było super!).

Poza tym, kto powiedział, że to my – matki mamy nosić dziecko w chuście? Różę najczęściej nosił tata, który nie dość, że bardzo to lubił, to jeszcze chcąc mieć spokojne dziecko znajdować się musiał w nieustannym ruchu, nadrabiał więc z tą chustą wszelkie prace domowe. :) Tak, tak, mój mąż to skarb!


My, po konsultacji z doradcą, zdecydowaliśmy się na tkaną chustę marki Little Frog. Polecić ją mogę każdemu; to znakomity stosunek jakości do ceny. Pamiętajcie, że nie warto kupować czegoś, co na Allegro podpisane jest jako chusta i kosztuje 30 złotych. Chusta to nie jest zwykły kawałek materiału. Tkanina musi być w specjalny, skośno-krzyżowy splot.

Kity

Sukienki, jeansy, bluzy z kapturem, buty; słowem: wszystkie „dorosłe” ubrania

Nie bardzo rozumiem co kieruje ludźmi, którzy w ten sposób ubierają małe dzieci. Ani to wygodne dla rodzica ani ładne (niektórzy lubią styl na „małego-dorosłego”, ja go nie znoszę). Przede wszystkim jednak nie jest to wygodne dla dziecka. Podobałoby się Wam leżenie w dżinsach? Poza tym sztywne to, trudno w tym fikać nogami i swobodnie się poruszać. Bluzy z kapturem to prawdziwa zmora. W sklepach większość bluz niemowlęcych zaopatrzonych jest w ten nieprzydatny element. Po co? Dla leżącego na plecach noworodka to przecież niewygodne. Mieliśmy jedna taką i bardzo utrudniała nam ona życie. Buty? Nie dość, że niepotrzebne, to jeszcze mogą się przyczynić do złego rozwoju stopy. Sukienkę, mając dziewczynkę, oczywiście jedną albo dwie mieć trzeba, żeby zrobić w niej ładne zdjęcia. Okrutnie to jednak niewygodne, kiedy w wózku podwija się pod pachy.

Często spotykam się z twierdzeniem, że pajacyki i śpioszki są super, ale w domu, ewentualnie na wózkowy spacer oraz że  „nie wypada” ubierać dziecka w ten sposób na „wyjścia”. Ubiera się więc te wszystkie niewygodne ubranka, wciska miniaturowe adidasy, a na pampersy wkłada bawełniane gacie (bo przecież nikt nie wie, że to dziecko nosi pieluchę...). Komu nie wypada? Dziecku? No litości...

Kaftaniki, bluzeczki

Okropnie niewygodne dziadostwo. Podwija się, roluje, pozostawia gołe plecy. Zamiast kaftaników zdecydowanie polecam body.

Rękawiczki-niedrapki

Spadają po jakichś piętnastu sekundach. Lepsze będą skarpetki, bo na dłoniach, w przeciwieństwie do stóp, nawet się przez chwilę trzymają. Najlepsze jednak będą gołe dłonie i obcięte paznokcie, ot co.

Rożek / becik

Doprawdy, nie wiem kto wymyślił to urządzenie i czemu ma ono służyć. Kupiłam dwa rożki, oba cienkie i delikatne, bez żadnych stelaży, i nie używałam żadnego. Niektórzy uważają, że w rożku łatwiej trzymać noworodka. Bzdura! W rożku nie czuć dziecka. Mnie bardzo utrudniało to zadanie, kiedy musiałam się nauczyć, gdzie jest głowa, gdzie kręgosłup; po prostu wszystko było sztywnym kawałkiem fizeliny. Znacznie też trudniej w beciku karmić dziecko, które jest od nas oddzielone warstwami materiału. Nie sprawdza się też becik jako otulacz (za grube, za sztywne) ani kołderka (za sztywne i za małe), w ogóle do niczego się nie nadaje.

Wiem, że na świecie istnieje też druga grupa ludzi, taka która bez rożka nie mogłaby się obyć. Jeśli są oni wśród czytelników, niech się ujawnią i zdradzą jak to możliwe. Jestem szczerze ciekawa!

Ochraniacz na szczebelki

Ochraniacz jest rzeczą dobrą, kiedy dziecko skończy kilka miesięcy, nauczy się przewracać na brzuszek i plecki, a tym samym zacznie się miotać po łóżeczku i doznawać urazów fizycznych obijając się o twarde szczebelki. Nie jest jednak potrzebny noworodkowi, który położony na środku materaca – tam właśnie zostanie. Łóżeczko często służy dziecku nie tylko do spania, ale także do spokojnego czuwania, a ochraniacz całkowicie zasłania mu widok na świat i eksplorowanie naturalnych kontrastów tak bardzo potrzebnych dla jego rozwoju właśnie w trzech pierwszych miesiącach życia (wspominałam o tym TUTAJ). Żadne wzory na materiale ani plansze z obrazkami tego doświadczenia mu nie zastąpią!

Baldachim / moskitiera

W dawnych czasach stosowano je po to, aby uchronić śpiących przed pluskwami spadającymi im z sufitu bezpośrednio na twarze. Dziś nie pełnią już żadnej sensownej funkcji (no chyba, że ten...). Znakomicie gromadzą za to na sobie kurz i doszczętnie już zasłaniają cały widok na świat leżącemu w łóżeczku dziecku.

Poduszka

Rzecz dla dziecka niezdrowa i szkodliwa, nawet taka najcieńsza. Znajduje się jednak w każdym komplecie z pościelą, zazwyczaj nazywana jest „podusią”. Rany, czy Wy też nienawidzicie takich idiotycznych zdrobnień?!

Z czym nie przesadzać?

Czapeczki

Zwłaszcza jeśli dziecko rodzi się wiosną lub latem. Może jestem dziwna, ale nie widzę sensu trzymania niemowlęcej głowy w czapce, kiedy na dworze jest ciepło i bezwietrznie. Przygotować musimy się na to, że każda napotkana na spacerze osoba, sama przyodziana w zwiewną sukienkę i ledwie zipiąca z upalnego wyczerpania, zerknie nam do wózka i zapyta „A gdzie czapeczka? Nie za zimno mu tak...?”, opracować musimy więc sobie życzliwy, acz nieustępliwy uśmiech i puszczać te uwagi mimo uszu (postawa przyda się jeszcze wielokrotnie w starciach ze wszystkowiedzącymi przechodniami).

Pieluszki tetrowe

Nakupowałam tego całą stertę, używałam zaledwie kilku. Tak naprawdę nie wiedziałam co z nimi robić. Dziecko kładłam zawsze bezpośrednio na łóżku/kanapie/podłodze i jakoś nie widziałam sensu pakować tam jeszcze pieluchy. Dodać muszę tu, kierowana sumieniem, że trafiło mi się dziecko niemal w ogóle nieulewające. Może gdybym miała mieć na ramieniu rzygi po każdym karmieniu inaczej podeszłabym do kwestii pieluch.

Kocyki

Nieustannie spotykam się ze stwierdzeniem, że kocyków nigdy dość. Nam, typowo dziecięcy (to znaczy nieduży i w kolorowy wzorek), starczył jeden. Na dodatek, jako od dawien dawna nieużywany, niedługo zmieni właściciela. Mieliśmy poza tym kilka kolorowych kocyków polarowych z Ikei (tych najtańszych, za dyszkę, czy jakoś tak), które są tak samo polarowe jak te dla dzieci, a ich większy rozmiar stanowi tylko dodatkową zaletę. Nigdy jakoś nie zrozumiałam też fascynacji materiałem minky i zachowałam odporność na wszelkie z niego wyroby.


A jak wyglądają Wasze ubraniowe hity i kity? Dajcie znać! 


Koniecznie przeczytaj też:

5 komentarzy :

  1. Ja tam jestem zagorzałą fanką kocyków - żadne kołderki, rożki czy otulacze na rzepy. Najlepsze kocyki są bawełniane, niezbyt grube. Starszy będąc przy piersi strasznie lubił trzymać coś w rączkach, wtedy zaczęłam dawać mu kocyk. Śpi z nim do dziś. On z niego wyrośnie, a ja ten jeden sobie zostawię na pamiątkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zawsze praktycznie! Ze Wszystkim się zgadzam, zwłaszcza w kwestii dorosłych ubranek. Dostałam ich całą masę, niektóre naprawdę urocze... Ale równocześnie nie mam serca wciskać noworodka w usztywniane buty, sukienki (zima!), czy niewygodne jeansy... Cały czas jedziemy na pajacykach i bodziakach. A na noc wciskamy ją w śpiworek z długimi rękawami - i tak zrzuca z siebie kocyk, więc przynajmniej nie marznie w ramiona, a długie rękawy kryją rączki :-) A co do tetrówek- używam ich tylko jako podkład, ale nie dlatego, że Mała ulewa, a dlatego, że boję się pleśniawek- Tosia ssie wszystko do czego się przytuli (prócz smoczka, nie wiedzieć czemu). Podkładka z pieluchy ma zminimalizować ryzyko np. złapania czegoś z ubrania. To na tyle ;-) / Olga

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje doświadczenie bardzo krótkie, bo córeczka nie skończyła jeszcze trzech tygodni;) Ale z becika póki co jesteśmy zadowoleni - nie do noszenia, bo nie wiem jak można w tym dobrze chwycić dziecko;) Ale do spania w łóżeczku lubi być w niego zawinięta i na to jeszcze przykryta kocykiem:) Skarpetki póki co dają u nas radę, bo mała jest chyba jeszcze za malutka, żeby je skopywać ze stópek;) Dlatego u nas na dzień królują body+legginsy+skarpetki, a na noc body bez rękawów+pajacyk.

    I chusta to zdecydowany hit! Mała na razie włożona do wózka tylko płacze, więc spacery uskuteczniamy w chuście i pięknie je przesypia:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem pod wielkim wrażeniem męża! Nie dość że z dzieckiem w chuście to jeszcze sprząta! Wow! Muszę pokazać to mojemu, chociaż wątpię czy zmieni to jego nastawienie do żelazka i odkurzacza. :(
    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim hitem też są body, zwłaszcza te zapinane kopertowo. Kaftaniki zakładam na wierzch, do tego półśpiochy i dziecko ubrane. Dostaliśmy w prezencie jedne dżinsowe ogrodniczki na 56 cm, ale obawiam się, że próba ubrania w nie mojego dziecka skończy się wrzaskiem ;-) Na razie są za duże ;-)

    Rożek kazali mieć w szpitalu, więc kupiliśmy taki najtańszy, bez usztywnienia. Okazał się bardzo wygodny przy wyciąganiu dziecka z tej szpitalnej wanienki-łóżeczka ;-) Po cesarce ciężko mi było wstawać, więc siadałam i wyjmowałam cały majdan, nie przejmując się trzymaniem główki. W domu rożek służy jako podkładka na łóżko do spania - łatwiej go wyprać niż zmieniać całą pościel.

    Co do kocyków, to kompletując wyprawkę, starałam się zachować umiar. Pamiętam, że ciągle powtarzałam, że przecież rodzę w kwietniu, więc na pewno nie będę potrzebować miliona ciepłych koców. Jest kwiecień, jest siedem stopni, a ja błogosławię te trzy ciepłe kocyki, które dostaliśmy w prezencie.

    A minky nie jest takie złe, jeśli ma podszewkę z bawełny :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...