wtorek, 22 marca 2016

Jak odpieluchować dziecko? Post nocnikowy




Każdy ma coś. Niektórzy nie mogą patrzeć na trzyletnie dziecko przy piersi, nazywając sytuację taką zboczeniem, inni nie rozumieją jak dwuletnie dzieci wciąż mogą używać smoczka. Mnie natomiast razi duże, samodzielne dziecko, które wciąż korzysta z pieluchy. Kiedy widzę wystrojoną w haendemy i inne zary dwulatkę, która pełnym zdaniem mówi o tym, że chce jej się kupę, po czym kupę tą robi w pampersa, to nie potrafię zakwalifikować tego inaczej niż sytuację patologiczną. Wczesne odpieluchowanie własnej córki postawiłam sobie więc jako główny cel mojej macierzyńskiej misji.

Tendencja idzie w złym kierunku. W jedynym z Liverpoolskich przedszkoli, w którym sprzątałam (kible, notabene) podczas wakacji przed klasą maturalną, normą były dzieciaki w pieluchach (niektóre z nich miały po cztery lata!). Córka mojej kuzynki z Niemiec przed drugimi urodzinami nie wiedziała nawet czym jest nocnik. Mając trzy lata biegała jeszcze odziana w pieluchę. Takie są tam zwyczaje. Uważa się, że „zmuszanie” dzieci do korzystania z nocnika stanowi dla niego (dziecka) olbrzymi stres, a „nieświadome” sadzanie nie może przynieść pożądanych rezultatów. Pytałam więc kiedy jest odpowiedni czas na to, żeby zacząć dziecko zaznajamiać z pojęciem korzystania z toalety. Dowiedziałam się, że wtedy, gdy ono samo nam powie, że tego chce.

Nie, nie, nie! Kompletnie nie przemawia do mnie taki schemat! Czy mając w domu niemowlę czekamy aż ono powie nam że jest głodne? Czy zauważywszy lodowate ręce i gile pod nosem czekamy aż da nam znać, że mu zimno? Wypróżnianie to jedna z podstawowych potrzeb każdego człowieka. Dlaczego mamy ją systematycznie ignorować i traktować inaczej niż pozostałe?

U nas, w Polsce, do „zachodniego” modelu nie brakuje już wiele. Granica dwóch lat, która jeszcze jakiś czas temu była dla rodziców momentem, w którym wymagali oni od dziecka pewnych zachowań, dziś jest najczęściej dopiero początkiem przygody z nocnikowaniem, czasem kiedy wszystko się zaczyna. Na pełnych specjalistów forach i blogach czyta się, że należy „dać dziecku czas” i poczekać „aż będzie gotowe”. Ale co to znaczy „gotowe”? Obawiam się, że niedługo zacznie znaczyć to, co u sąsiadów za granicą.

Skąd biorą się te złe zwyczaje? Od wspomnianych już specjalistów. Promocje marketingowe, duże dzieciaki w reklamach telewizyjnych i coraz większe rozmiary produkowanych pieluch to tylko wierzchołek góry lodowej. Większa część promocji nie została nazwana wprost. Pieluchowe lobby to coś, o czego istnieniu jestem przekonana. Przecież pieluchy jednorazowe to żyła złota i producentom zależy, aby dzieciaki nosiły je jak najdłużej. Przeglądając internet i czytając teksty specjalistów i ekspertów, którzy zapewniają, że przed ukończeniem drugiego roku życia dziecięce zwieracze nie potrafią prawidłowo funkcjonować, zauważyć można, że wspierane są one podprogowo reklamami znanych marek pieluch. Opłacani przez koncerny pediatrzy i inni znawcy rozsiewają coraz bardziej zakorzenione w społeczeństwie przekonanie, że nocnik to stres, że dziecku dzieje się krzywda, jeśli odbierze mu się jego bezpieczną i suchą przystań oraz że dajcie czas i że samo będzie gotowe.

Tymczasem naprawdę nie potrafię dopatrzyć się niczego złego w nauce samodzielnego i świadomego załatwiania potrzeb. To dla dziecka źródło ogromnej radości i dumy. To nauka samodzielności, a także możliwość naśladowania rodzica. Ja też, podobnie jak zatroskani rodzice w reklamie pieluch, chcę dla swojego dziecka jak najlepiej, ale dwudziestoczterogodzinne parzenie dupska w sztucznej pieluszce przez pierwsze trzy lata życia za najlepsze nie uważam.

Cofnijmy się o kilkadziesiąt, a może nawet kilkanaście lat wstecz. Dziwnym zrządzeniem losu zwieracze poprzednich pokoleń działały bez zarzutu, a roczne dziecko bez pieluchy nie było niczym nadzwyczajnym. Moja babcia, widząc chodzące (a więc mniej więcej roczne) dziecko, które woła „kupa!” i kupę robi, ale w pieluchę – śmieje się tylko pod nosem. Za jej czasów takie rzeczy się nie zdarzały. Dzisiejsze pampersy są wygodne i komfortowe zarówno dla dziecka, jak i rodzica. Niewątpliwy trud związany z odpieluchowaniem malucha jest nieproporcjonalnie większy. Babcia, każdego dnia, w wielkim garze gotowała niezliczoną ilość brudnych i śmierdzących pieluch tetrowych. Jej determinacja, aby wreszcie zakończyć ten niemiły epizod, była więc ogromna. A jak jest determinacja, to są i efekty.



Pokolenia przetrwały, nawet jeśli jakiś super sławny behawiorysta-celebryta podczas swojej pogadanki w „Dzień Dobry TVN” w tym właśnie zbyt wczesnym sadzaniu na nocnik dopatrzy się wszelkich współczesnych nerwic i zaburzeń psychicznych. Ja myślę, że kilkukrotne nasikanie sobie w gacie obywa się bez większych traum i kryzysów osobowościowych.

Chociaż od kilku już miesięcy ilość zużywanych pieluch stale malała, to tak naprawdę całkowity sukces odnieśliśmy niedawno, kiedy Róża skończyła 21 miesięcy. Gratulowaliście, pisaliście, że to bardzo szybko. Nie dla mnie. Dwa lata to ostateczna granica, jaką wyznaczyłam sobie w walce o nocnik. Najbliżej sukcesu byłyśmy w zeszłe wakacje, kiedy Róża skończyła rok. Biegała wtedy po ogrodzie bez pieluchy, nabierała świadomości własnych potrzeb, a każda wpadka była dla niej cennym doświadczeniem. Potem jednak przyszła jesień, a w wraz z nią epizod żłobkowy. Nikt nie trzymał ręki na pulsie i po kilku miesiącach zaczynać trzeba było wszystko od nowa. Tym razem jednak, przy drugim dziecku, doświadczona i zdeterminowana, stawiam sobie ostateczną granicę osiemnastu miesięcy i wiem, że się uda!

Wczesna nauka

Kluczem do sukcesu jest według mnie jak najwcześniejsze zaznajomienie dziecka z nocnikiem. Trudno oczekiwać, że zaakceptuje ono zupełnie nowy sposób załatwiania swoich potrzeb, jeśli po raz pierwszy zetknie się z nocnikiem mając dwa lata. Wtedy faktycznie oczekiwać można stresów i traum.

My zaczęliśmy, kiedy tylko Róża zaczęła sama siadać, miała wówczas niecałe siedem miesięcy. Na początku w żaden sposób nie dawała znać, że oto skorzystać musi z toalety. Widząc jednak co nadchodzi sadzaliśmy ją szybko w ubraniu. Bardzo szybko zauważyliśmy, że młoda na kilka – kilkanaście sekund przed „dwójką” zaczyna pokazywać nam, co się święci. Od tej pory trzeba było być czujnym i reagować szybko – od mniej więcej dziewiątego miesiąca życia kupy w pieluchach odeszły w zapomnienie. Doszło do tego, że jeśli byliśmy akurat poza domem i z nocnika skorzystać nie mogliśmy, kupa w pampersie wprawiała naszą córkę w płacz i niezadowolenie.

Ważne jest także budowanie świadomości własnych potrzeb. Często widywałam rodziców, którzy z premedytacją wręcz ignorowali potrzeby swoich dzieci. Temat wypróżniania traktują oni jak tabu i zdają się nie zauważać, kiedy pociechy dają im wyraźne sygnały. Ja od pierwszych dni życia moich dzieci (bo teraz robię tak samo) uparcie powtarzam „kupa, kupa”, kiedy moje dziecko się załatwia (a u noworodka jest to stan niedający się nie zauważyć). Maluchy bardzo szybko zaczynają rozpoznawać często powtarzane w ich obecności słowa. Podejrzewam, że u nas „kupa” zrozumiana została dużo szybciej niż „mama”. :)

Krok po kroku

Nie od razu Kraków zbudowano i nie od razu dziecko zrezygnuje z pieluchy. Warto stawiać sobie małe cele i tym samym budować pewność siebie dziecka. My zaczęliśmy od sadzania dziecka w pewnych określonych momentach dnia. Rano, po spaniu i w ciągu dnia, po drzemce. Wtedy z automatu oczekiwać mogliśmy sików. Pamiętam początki, jak bardzo nie miałam ochoty na zrywanie się z łóżka natychmiast po przebudzeniu. Bardzo lubiłam tę porę dnia, Róża była wtedy w najlepszym humorze, przytulałyśmy się, przepychałyśmy. Teraz trzeba było biec do łazienki, na łeb, na szyję. Wkrótce jednak zobaczyliśmy efekty. Roczna Róża potrafiła po przebudzeniu poczekać już kilka minut. Teraz oczekiwanie w ogóle nie stanowi problemu.

Sadzaliśmy też córkę na nocnik podczas każdej zmiany pieluchy. I znowu – rezultaty było widać już po kilku dniach. Widziałam, że Młoda posadzona na nocnik zawsze stara się zrobić siusiu, zazwyczaj w rezultatem. Jak w wielu innych sferach postępowania z dzieckiem także i tu bardzo ważna jest konsekwencja. Sadzamy nawet wtedy gdy nam się nie chce, a nie chce się często.

Łatwo było nam zrezygnować z pieluchy w nocy. Wiem, że dla wielu rodziców to właśnie nocne moczenie stanowi największe utrapienie. My mieliśmy to szczęście, że nasze dziecko, mimo wielu nocnych pobudek, rozpoczynało dzień z zupełnie suchym pampersem. Wykorzystaliśmy tę umiejętność, aby wzmocnić jej pewność siebie.

Teraz pielucha nie jest potrzebna nawet na spacerach ani podczas wyjść (choć w czasie całodniowych wizyt w mieście albo długiej podróży zakładamy pampersa asekuracyjnie – zawsze jednak pozostaje suchy). Od momentu zasygnalizowania swojej potrzeby do jej realizacji potrafi nasza dzielna córka wytrzymać nawet kilkanaście minut. W stałym wyposażeniu samochodu mamy nocnik, a w torebce nakładki na brudne, publiczne sedesy.

Bardzo cenne wpadki

Tak naprawdę przełomem był moment, kiedy zabraliśmy dziecku pieluchę. Dziecko, które całe życie spędza w chłonnej pieluszce nie może wiedzieć czym są siki, jak działa mechanizm opróżniania pęcherza. Wystarczy kilka wpadek, których nie należy demonizować, ale podejść do nich ze zrozumieniem; wytłumaczyć co się stało, wspólnie wytrzeć kałużę z podłogi. Efekty będą niemal natychmiastowe!

Długo odwlekałam ten moment. Bałam się obsikanych dywanów, kanapy albo nowego łóżka. Któregoś jednak dnia Róża stanowczo odmówiła założenia pampersa, a ja stwierdziłam, że to świetna okazja, żeby wreszcie zrobić decydujący krok. Ten dzień był przełomowy. Co chwilę przypominałam: „pamiętaj, że nie masz pieluchy, jak będziesz chciała siku – idź na nocnik”. Przypominać musiałam jeszcze przez dwa kolejne dni. W tym czasie zdarzyło się kilka wpadek, jednak każda z nich była bardzo cenną nauką. Po dwóch dniach (tylko dwóch!) Róża sama zaczęła podchodzić do nocnika i z niego korzystać. Po kolejnych dwóch sama nauczyła się rozbierać i ubierać, a nawet korzystać z papieru toaletowego. Wszystko to sprawia jej niebywałą frajdę.

Przykład idzie z góry

Pokażmy się swoim dzieciom! W naszym domu nagość i korzystanie z toalety to coś całkowicie naturalnego i prawdę powiedziawszy dziwią mnie zawsze rodzice, którzy panicznie wręcz zasłaniają przed dziećmi swoje ciało. Możemy prosić, tłumaczyć i namawiać, ale nic nie przyniesie lepszego rezultatu niż obserwacja rodziców w toalecie. Dzieci naśladują nasze zachowania, chcą robić to, co my. Nie chodzi oczywiście o to, żeby ciągać dziecko do toalety ot tak, dla zasady. Większość dzieci jednak bardzo chętnie wszędzie chodzi za swoimi rodzicami. Ja nie pamiętam nawet tych odległych czasów, gdy do łazienki chodziłam sama. Córka towarzyszy mi na każdym kroku, a widząc, że ktoś idzie do łazienki – jest tam natychmiast.

Nocnik to nie zabawka

Kiedy widzę nocniki w kształcie samochodów (z możliwością przemieszczania się!) albo inne tego typu rzeczy to mam ochotę złapać się za głowę. Nocnik to nie zabawka. Nauce z niego korzystania towarzyszyć powinna świadomość tego, co się dzieje. Inne funkcje nocnika sprawią jedynie, że samo siusianie odbędzie się zupełnie niezauważone. Co ważne – miejsce nocnika to łazienka, tak jak „dorosła” ubikacja. Dzięki temu dziecko ma stały punkt, do którego musi się udać, kiedy czuje taką potrzebę.

Nie zawsze jednak najtańsze i najprostsze okazuje się także najlepsze. My zdecydowaliśmy się na nocnik grający fanfary z Fisher Price. Fanfary uważam za zbędne, dlatego w panelu nie ma baterii. Sam nocnik jest jednak dużo bardziej wygodny dla dziecka. Ma szeroki sedes, oparcie, uchwyty. Jest bardzo stabilny, nie odsuwa się podczas siadania. Ma też wyciągany wkład, co znacznie ułatwia jego mycie.

Jako nocnikowe „atrakcje” dopuściliśmy czytanie książek. W pewnym okresie swojego życia dziecko nie będzie miało ochoty siedzieć spokojnie na nocniku, będzie wolało biegać i zwiedzać świat. Interesująca lektura utrzyma je w pozycji siedzącej nieco dłużej.

Magiczna siła pochwał

Pochwały nie są ostatnio w modzie. Wiele czyta się i słyszy o wychowaniu bez kar i nagród, o tym jakie to ważne, aby dziecko osiągało sukcesy samodzielnie, dla siebie, a nie ze względu na zadowolonych rodziców. Ja jestem wielką zwolenniczką pochwał i nie wyobrażam sobie, że miałabym z nich zrezygnować w stosunku do moich dzieci, zwłaszcza że przy odpieluchowaniu to cel ma dla mnie kluczowe znaczenie, a nie to, czy dziecko zrozumie wyższość nocnika nad pieluchą (kiedyś przecież zrozumie). Chwalimy więc, bijemy brawo i robimy „hurra, hurra!”. Niewiele jest zresztą bardziej uroczych widoków niż dziecko, które na nocniku bije sobie brawo. :)

Nocnik czy nakładka?

Czasami nie mamy wyboru – dziecko akceptuje jedną tylko opcję, niechęcią wręcz reagując na inne. U nas problemów nie było i, prawdopodobnie ze względu na wczesną obecność każdej z nich, obie formy zostały polubione.

Nacisk położyliśmy jednak przede wszystkim na nocnik i dziś wiem, że był to bardzo dobry wybór. Przy nakładce konieczna jest bowiem obecność rodzica, przy nocniku – dziecko jest samodzielne. Teraz, gdy sytuacja opanowana jest już do perfekcji, Róża nie informuje już nawet o tym, że chcę skorzystać z toalety. Nie trzeba jej towarzyszyć, skorzystać z nocnika może nawet wtedy, gdy jestem zajęta. Bardzo to duże ułatwienie, zwłaszcza teraz, przy drugim dziecku, gdy często nie można wszystkiego rzucić, żeby pomóc przy toalecie. Jedynym mankamentem tej samodzielności jest to, że córka czasami sama pragnie opróżnić swój nocnik, a to kończy się już różnie. :)

Z drugiej strony nakładka jest jeszcze wygodniejsza, bo nawet czyszczenie nocnika odchodzi w niepamięć. Róża nauczyła się już sama instalować nakładkę na ubikacji i przy pomocy podestu na którym zawsze staje, aby umyć ręce, sama na niej siada, a potem nawet spuszcza wodę. Wszystko to jednak jest raczej niebezpieczne i na podobne akrobacje sedesowe pozwalamy na razie wyłącznie w obecności któregoś z rodziców.

Naturalna Higiena Niemowląt?

Co to takiego? W bardzo dużym skrócie i uproszczeniu: reagowanie na potrzeby związane z wypróżnianiem już od chwili narodzin dziecka. O szczegółach poczytać możecie TUTAJ.

Będąc w pierwszej ciąży planowałam wprowadzić tę metodę, ale szybko okazało się to niewykonalne. Zbyt wielkiego nakładu sił wymagałoby czuwanie nad nieustannie przecież wypróżniającym się niemowlęciem. Wiem jednak, że są osoby, które Naturalną Higienę Niemowląt bardzo sobie cenią, dlatego warto zapoznać się z koncepcją.


A jak u Was? Co sądzicie o trzylatkach w pampersach? Może macie jakieś swoje sprawdzone metody na szybkie pozbycie się pieluch?


Koniecznie przeczytaj też:

5 komentarzy :

  1. Ja widzę, że powszechnie uważa się, że jakakolwiek nauka dzieci czegokolwiek jest dla niego stresem. Nie zdziwię się, gdy maluchy zaczną przychodzić do zerówek w pieluchach, bo dziecko nie zgłosiło chęci nauki korzystania z toalety. Super że zauważyłaś ten problem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W zasadzie się zgadzam, nawet bardzo jestem na tak dla wczesnego odpieluchowywania. Uważam, że dziecko powinno poznać swoją fizjologię. Z pochwałami się nie zgadzam, ale to inny temat. Ale do czego zmierzam. Że nauczyłam się pokory, to jest Natka mnie nauczyła. Nocnikowana od też jakiegoś 8-9 miesiąca (jak zaczęła siadać). Przez 10 miesięcy nauczyła się pokazywać potrzeby, zwłaszcza numer dwa. Co było dla mnie rewelacyjne, bo my na wielorazówkach, więc wiadomo: każda kupa w nocniku to jedno spieranie mniej. I nagle BUM. Nic, zero, totalny regres. Nawet mowy o nocniku nie ma. Z dnia na dzień, bez przyczyny, którą potrafiłabym zlokalizować. Nie i koniec. Wszelkie próby powrotu do dobrych zwyczajów kończyły się totalną paniką. Musiałam się wycofać i jej zaufać. I teraz powoli wychodzimy z tego dołka, ale jest wciąż dalej niż bliżej (mimo że potrafi się domagać chodzenia w majtkach przez pół dnia i wszystko jest spoko). Takżeten. To nie zawsze jest tak, że dwulatek w pielusze to patologia. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się w pełni! Ja też nie mogę patrzeć na wielkie dzieciaki w pieluchach. Zupełnie tego nie rozumiem. Nie miałam aż takiego dużego ciśnienia, ale Miśka odpieluchowałam skutecznie też przed drugimi urodzinami. Koło roku chyba nie dałabym rady, ale 2 latka to już górna granica. Na spotkaniu do przedszkola pamiętam byli rodzice, którzy się tak martwili, bo ich dzieciaki ciągle w pampkach i co zrobić. Trzylatki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki wspaniały tekst! Tak bardzo się zgadzam! Nie mogę patrzeć na duże dzieciaki w pieluchach! I tak bardzo wkurza mnie to głupie gadanie, że trzeba dać czas, że musi być gotowe, blebleble. Nauka korzystania z nocnika to normalna rzecz, której trzeba dziecka po prostu nauczyć, tak jak wielu innych rzeczy. Pewnie, że w końcu przyjdzie samo, ale po co? Tak to jest z dziećmi, że uczy się ich pewnych rzeczy, a nie czeka i czeka. Ignorowanie tego faktu przez dwa albo trzy lata to po prostu głupota. Podejrzewam, że zdarzają się oporne przypadki, ale na pewno nieumiejętność korzystania z nocnika nie jest epidemią, a zwykłym zaniedbaniem.
    Pozdrawiam i dobrze, że o tym piszesz, bo faktycznie, wszystko idzie w złym kierunku, rzadko można się już spotkać z taką opinią jak Twoja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobry tekst! Pozwolił mi spojrzeć na nocnikowe sprawy z zupełnie innej perspektywy niż dotychczas. Hania ma skończony już rok i cały czas myślałam, że to jeszcze wcześnie by zaczęła naukę siusiania na nocnik, ale z drugiej strony nie chciałabym by miała właśnie 3 lata i nadal nosiła pieluchę. Na spokojnie w najbliższy weekend zacznę od kupna nocnika i na spokojnie z nią zacznę. Zobaczymy jak zareaguje na początek i dokąd to będzie zmierzać :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...