piątek, 4 marca 2016

Ostatnio przeczytane #5


Ostatni miesiąc to wojna w moich lekturach, potraktowana jednak w najróżniejszy sposób. Od przerażających wspomnień dzieci, poprzez powieść o zabarwieniu romansowym, aż po groteskę będącą manifestem pacyfizmu.  


Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy Swietłana Aleksijewicz 



Noblistka, znowu noblistka. O tym, że noblistów znać wypada i że co roku ich czytam pisałam już przy okazji wzmianki o Modiano (KLIK!). Z Aleksijewicz było mi nieco nie po drodze; nie lubię reportaży i fakt, że muszę się za jakiś zabrać sprawiał, że lekturę tę odkładałam w nieskończoność. Długo wybierałam tytuł, z którym przyjdzie mi się zmierzyć.

„Ostatni świadkowie” to zbiór opowieści, wspomnień ludzi, którzy pamiętają II wojnę światową ze swojego dzieciństwa. Autorka nie udziela własnego komentarza, jednak wybór relacji stanowi wystarczająco dosadny głos w sprawie wojny. To całkowite obdarcie wojny z jej bohaterstwa, świecących mundurów i chwalebnych pieśni. Wojna rzutuje na całe życie, zwłaszcza jeśli odbiera ona człowiekowi dzieciństwo. 

Uchwyciła Aleksijewicz charakter wspomnień, często niepełnych, składających się wyłącznie z drobnego wrażenia; dotyk matki, zapach, niedający się wytłumaczyć obraz. Nie znaczy to jednak, że książka jest subtelna, o nie! Jej lektura pozostawia czytelnika w stanie emocjonalnego rozbicia. Jest okrutna, dosadna i bezpośrednia. Dobrze, bo takie właśnie jest kopanie grobu dla własnej matki, głód tak wielki, że zjada się własnego kota, eksperymenty medyczne na dzieciach, oblewanie wrzątkiem niemowląt tylko dlatego, że te płaczą albo obserwowanie przez kilkulatki jak Niemcy rozstrzeliwują całą wioskę. Kilka fragmentów mnie wzruszyło, przede wszystkim jednak lektura „Ostatnich świadków” była przytłaczającym doświadczeniem, które wywierało ogromny nacisk na moje samopoczucie i nastrój. Książkę czytałam długo, nie potrafiłam nie zmusić do większej ilości rozdziałów, przez cały ten czas czułam się przygnębiona, wręcz smutna, a uczucia te wzmacniała dodatkowo świadomość, że oto za kilka tygodni kolejne dziecko wydam na ten zły, okrutny świat.

Książka pełna jest relacji krótszych i dłuższych, uważam, że jest ich stanowczo za dużo. Są do siebie zbyt podobne. Mniej więcej w połowie pragnęłam, aby książka skończyła się jak najszybciej. Nie tylko dlatego, że nadmiar okrucieństw mnie przytłaczał, ale też dlatego, że lektura tak bardzo podobnych wspomnień stawała się monotonna.

Nie potrafię się też pozbyć uczucia, że „Ostatni świadkowie” to bardzo stronnicza relacja. To oczywiście wspomnienia dzieci, które w pewnym stopniu pozostają czarno-białe. Raziła mnie jednak ta dysproporcja pomiędzy zwierzęcymi niemal Niemcami i wrażliwą, pełną oddania Armią Czerwoną, której żołnierze wybawiali z opresji i niczym ojcowie brali płaczące dzieci na ręce. Myślę, że inne narody miałyby do opowiedzenia zupełnie inne historie. Równie mocno jak okrucieństwa hitleryzmu raziła mnie komunistyczna ideologia zakorzeniona w głowach małych dzieci.

Czy przeczytam inne książki autorki? Chyba nie. Nie chcę znowu przeżywać tych wszystkich negatywnych emocji. Dlatego też trudno mi polecać „Ostatnich świadków”. To książka ważna i znakomicie napisana (choć raziło mnie nieustanne ucinanie końcówek osobowych w złączeniach typu „staliśmy i czekali”, „położyliśmy i patrzyli”; rozpaczliwie potrzebowałam drugiego „śmy”, aby moje poczucie ładu zostało zaspokojone; to może być jednak sprawka tłumacza), ale nie mogę z czystym sumieniem zaserwować tak potężnej dawki przygnębienia innym.

5/6

Paragraf 22 Joseph Heller 


Nie napiszę o „Paragrafie 22” nic odkrywczego, nie błysnę oryginalną interpretacją, nie wyłuskam z niej nowego znaczenia. Powiem jedynie tyle, że ten dwudziestowieczny, amerykański klasyk był jedną z najważniejszych i najwspanialszych powieści, jakie zdarzyło mi się przeczytać i że lektura tak inteligentnego tekstu to czysta przyjemność.

„Paragraf 22” to wypełniona czarnym humorem, pełna absurdalnych sytuacji i groteskowych postaci opowieść o jednostce amerykańskich bombardierów stacjonujących na terenie Włoch podczas drugiej wojny światowej. Wojna przedstawiona jest tu jako suma kompletnie przypadkowych i bezsensownych czynności będących wynikiem pomysłów raczej niezbyt inteligentnych jednostek. Wątków jest tu bez liku, a mnogość podobnych, za każdym razem tak samo absurdalnych sytuacji może przytłaczać. Podobnie z bohaterami, z których każdy poprzedni jest jeszcze dziwaczniejszy od poprzedniego. Spośród tego chaosu w każdym rozdziale wyłaniają się kolejne jednostki, tak bardzo oryginale, na czele których stoi Yossarian – jak się zdaje jeden z niewielu „normalnych” żołnierzy, który boi się wojny i rozpaczliwie próbuje wrócić do swego kraju.

Powieść jest zabójczo zabawna, to dokładnie ten typ humoru, który uwielbiam i który najbardziej do mnie trafia. Jej struktura przypomina nieco skecz, swym charakterem przypomina Monthy Pythona. Jak to w przypadku tematyki wojennej – uśmiech nie był do końca pełny, jednak ani na moment nie chodził z moich ust. Z tej pozornej głupkowatości wyłania się bardzo ważny, pacyfistyczny przekaz.

Chciałam zaserwować Wam kilka szczególnie ciekawych fragmentów, kilka dialogów, od których od razu nabralibyście ochoty na lekturę Hellera, ale jest ich zbyt dużo. To dzieło niemal doskonałe.


6/6, a nawet więcej. Dla mnie – arcydzieło.

Niebieski rower Régine Deforges


Słyszałam wcześniej, że „Niebieski rower” to „francuskie Przeminęło z wiatrem” i właśnie dlatego sięgnęłam po tę powieść. „Indyjskie Przeminęło z wiatrem”, czyli „Tygrysie wzgórza” zrobiły na mnie oszałamiające wrażenie, podobnie „rosyjskie Przeminęło z wiatrem” w postaci „Jeźdźca miedzianego” bardzo polubiłam. Spodziewałam się ciekawego romansu na tle politycznym i w zasadzie to dostałam. Tyle tylko, że z genialnej powieści Margaret Mitchell zaczerpnięto tu nie tylko pomysł na główną oś fabularną albo charakter bohaterki. To dokładna kopia tej powieści. Tacy sami są tu bohaterowie, ich poczynania i uczucia, identyczna sekwencja wydarzeń. Wszystko jednak gorsze, bledsze, niedoskonałe, pozbawione czaru, klasy i stylu oryginału.

Gdybym „Przeminęło z wiatrem” nie znała, gdybym swego czasu nie wałkowała go każdego roku, za każdym razem wylewając morze łez i zachwycając się opisanymi tam wydarzeniami, to „Niebieski rower” pewnie by mi się spodobał. Ale dzieło Mitchell znam. Podziwiam Scarlett i od samego początku skrytym uczuciem darzę Rhetta Butlera. Nie mogę więc znieść, że ktoś z tych postaci stworzył ich gorsze, niedoskonałe kopie, drażnią mnie bardzo wyraźne podobieństwa i to, że doskonale wiem, co się za chwile wydarzy. Nie rozumiem istnienia tej powieści. Po co zmieniać postaciom imiona, zamieniać Stany na Francję i wydawać to pod nowym tytułem?

W cyklu ukazały się jeszcze trzy kolejne książki, ale nie mam zamiaru ich czytać. Wiem czego się spodziewać, wiem jak potoczy się fabuła, nie spodziewam się zaskoczeń, szkoda mi na to czasu. 

3/6

***

Koniecznie pochwalcie się, co dobrego czytaliście ostatnio, a także przeczytajcie inne wpisy z tego cyklu - KLIK! oraz inne recenzje książek


8 komentarzy :

  1. "Położyliśmy i patrzyli" - ale tak właśnie powinno być :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obie wersje są poprawne, jednak dla mnie podwójne "śmy" brzmi dużo bardziej naturalnie.

      Usuń
  2. Najbardziej kusi mnie pierwsza książka. W ostatnim czasie Co dobrego czytałam w ostatnim czasie? "We dnie, w nocy" Kołakowskiej, a teraz "Amber" - dobry erotyk.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z powyższych książek jestem pewna, że poznam Paragraf 22, bo jeśli ktoś piszę, to to niemal doskonałość, a do tego zabarwiona czarnym humorem, to nie sposób przejść obojętnie. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkie książki są mi obce :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Patrzę na ten Twój ułamek biblioteczki... i nie mogę się napatrzeć. Szczególnie, że widzę wiele książek z serii "Arcydzieła...", ale to tak na marginesie :)

    "Paragraf 22" i książka Swietłany przede mną :) Paragraf już nawet czeka na półce...

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę się ogarnąć !! muszę zacząć czytać! jestem leniem, strasznym, śmierdzącym leniem, w ogóle nie mogę się zmobilizować.
    Jak tam dalej w dwupaku ??? daj znać jak u Ciebie sytuacja !!:)
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń
  7. Pamiętam jak czytałam "Paragraf 22" kilka lat temu w Tatrach z przyjaciółmi. Czytaliśmy na głos w schronisku "na dobranoc", albo na górskich łączkach - ale ubaw! Do tej pory wspominam z uśmiechem na twarzy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...