środa, 6 kwietnia 2016

Miesiąc po


Do tej pory mój dzień w nowej, wielodzietnej rzeczywistości wyglądał tak: wstawałam z łóżka, rozsiadałam się w wygodnym fotelu w dużym pokoju i zaczynałam wydawać polecenia: podaj mi krzesło pod nogi, podaj mi dziecko, podaj książkę, zrób herbatę, podaj śniadanie, zmień Szymkowi pieluchę, podaj komputer, włącz światło, mam paprocha – wyrzuć, przesuń mi fotel! Piękne to były trzy tygodnie; trudne, ale i regenerujące. Ja byłam tą od karmienia, a że początki nie były łatwe, to zalecone miałam odpoczywać i relaksować się. Tak też robiłam. Dni spędzałam w pozycji półleżącej, czytałam szalone ilości książek, kiedy mąż zabierał dzieciaki na spacer – miałam czas na drzemkę. A potem mąż wrócił do pracy i zostałam sama.

Fakt, że będę musiała zostać z dziećmi sama od początku napawał mnie przerażeniem. Nie chodziło bowiem o kilka godzin ani nawet o standardowe osiem. Mój zapracowany współmałżonek pracuje po dwanaście godzin, co z dojazdami daje nam całodniową nieobecność. Ma za to trzy lub cztery dni w tygodniu całkowicie wolne, ale o 19:00, po całym dniu tulenia, noszenia i karmienia marne to pocieszenie. Z ukłuciem zazdrości pomyślałam o rodzinach wielopokoleniowych, w których każdego dnia można podrzucić dzieciaka babci choćby po to, żeby się w spokoju wykąpać. Na szczęście szybko mi przeszło, przecież bym dostała pierdolca. To już wolę chodzić brudna i niewyspana. 


Bycie mamą dwójki małych dzieci to nie bułka z masłem, wyraźnie odczułam różnicę, kiedy do opieki nad jedną, samodzielną już dwulatką dołączył niemowlak. Obyło się jednak bez rewolucji. Jakoś nam się ułożyła ta codzienność, choć na początku wydawało mi się, że to niemożliwe. Nasz plan dnia jest w miarę stabilny. Większość rzeczy robimy wspólnie. Na leżąco karmię Szymka (swoją drogą kwestia laktacji w pełni opanowana; to teraz cud, miód, orzeszki i fontanna mleka) jednocześnie bawiąc się z Różą. Nie różni się to zbyt mocno od sytuacji sprzed miesiąca, kiedy niczym wyrzucony na plażę wieloryb z trudem przerzucałam swój wielki brzuch z jednej strony na drugą. Jeśli młodsze dziecko akurat śpi, a drugie ma ochotę na bajki mam nawet trochę czasu dla siebie. Nie marnuję go na sprzątanie, staram się wtedy odpocząć i zebrać siły. O dziwo nie słaniam się ze zmęczenia. Szymek sypia całkiem dobrze (choć zdarzają się gorsze noce) i od dłuższego już czasu odnajduję w sobie siłę, aby wstawać do karmienia, a potem odkładać go do łóżeczka. Sporą motywacją jest dla mnie ciekawy audiobook. Obudzona w środku nocy wstaję też po to, aby podczas karmienia wysłuchać kolejnego rozdziału (bardzo polecam taką metodę!). W dni, kiedy mąż jest w domu urządzam sobie regenerujące drzemki. Mam czas na czytanie, pisanie, a nawet gotowanie wspólnie z Różą. Seriale leżą odłogiem, ale coś za coś. 



Wiosna jest naszym sprzymierzeńcem. Mnie poprawia nastrój i przywraca zszargane morale. Wspominałam już na fejsie (KLIK!), że to prawdziwe szczęście urodzić o tej właśnie porze roku. Od kilku dni pogoda nas rozpieszcza. Nie muszę się martwić o kurtki i czapki. Otwieram drzwi tarasowe i rozpoczynam najpiękniejszy etap dnia. Szymek zalicza kilkugodzinną drzemkę na świeżym powietrzu, a Róża zajmuje się swoimi ważnymi sprawami; zbiera szyszki i patyczki, tworzy błotne mikstury, karmi kury (bo od kilku dni mamy cztery kury; folwark pełną gębą!), biega za psem albo za motylami. Ja wtedy odpoczywam. Dziękować niebiosom powinnam za ten nasz ogród i leśny krajobraz. Nie miałabym odwagi wyjść z dwójką dzieci na spacer w mieście. Podziwiam wszystkie mamy, które się na to decydują. Ja wyjdę sama z dziećmi może za rok. Albo za dwa. 



Choć do wspólnych zabaw daleka jeszcze droga, to już widzę wyraźne interakcje. Reakcja Róży na pojawienie się brata była idealna. Często podchodzi do niego, przytula, całuje, podaje własne zabawki, pokazuje książeczki. Wszystko to za mocno, za intensywnie, za blisko i za głośno, ale nie mogę przecież zabronić. Zainteresowanie nowym członkiem rodziny ani trochę nie słabnie. Czasami sprzedaje bratu dwa płaskie po pysku. Nie ma w tym agresji, raczej chęć wywołania reakcji, jaką jest płacz. Przedrzeźnia go wtedy, pokazuje, że płacze, że marudzi. Mówię, że nie wolno, ale nie robię awantury, bo rzecz jest raczej nieszkodliwa. Najczęściej jednak Róża ignoruje jego obecność i wydaje mi się, że to najlepsze, co mogło się stać. Od pierwszych chwil wszystko było tak, jakby ten mały osobnik był z nami od zawsze; Róża nie była zdziwiona jego obecnością, nie widziałam u niej oznak stresu czy zdenerwowania. Nie przeszkadza jej, że karmię Szymka, że go noszę. Nie domaga się tego samego.

Dla Szymona obecność siostry to niesamowite doświadczenie. Przecież taka biegająca i krzycząca dziewczynka jest jak grająco-świecąca zabawka z Fisher Price. Od mniej więcej tygodnia nieustannie wodzi za nią wzrokiem, odwraca się w jej stronę i przygląda się temu, co robi. Staje się pogodny i spokojny, gdy siostra zaszczyci go swoją obecnością i położy się obok, aby mu „poczytać”.  



Przyznam szczerze, że dla mnie to też spore urozmaicenie. Zajmowanie się noworodkiem jest raczej nudne. Powtarzalność pewnych czynności doprowadzić może do popadnięcia w marazm i zniechęcenie. Z dwójką małych dzieci na nudę raczej nie można narzekać. Bez przerwy coś się dzieje, a fazy bycia w ciągłym ruchu podczas zabawy ze starszakiem przeplatane są momentami wytchnienia z niemowlęciem przy piersi. Czas płynie w zawrotnym tempie, dni mijają jeden za drugim, ostatni miesiąc przemknął nie wiem nawet kiedy. I dobrze! Niech płynie, bo ten okres niemowlęcy nie jest tym, co wspominać będę z rozrzewnieniem. Nie będę za nim tęsknić. 



Najtrudniejsze są wieczory. Nie umiem pogodzić próby wprowadzania rytuałów w życiu niemowlęcia z potrzebami mojej córki.

Róża jest cudowna. Nie wiem skąd bierze w sobie tę cierpliwość i zrozumienie, jest przecież jeszcze taka malutka! Grzecznie bawi się sama w pokoju albo do łóżka, gdzie karmię Szymka, przynosi książeczki i prosi o ich przeczytanie. Kładzie się obok, przytula, głaszcze brata po główce. Czasami jednak, kiedy usypianie trwa wyjątkowo długo widzę, że potrzebuje więcej mojej uwagi. Przychodzi i prosi: „mama, choć”; łapie moją dłoń i zachęca, abym poszła się z nią bawić. W jej oczach widzę smutek. A może tylko to sobie wmawiam? Tłumaczę, że nie mogę, że za chwilę, że teraz leżę z Szymkiem, a potem będę leżeć z nią, a ona nie robi awantur, tylko odchodzi albo zostaje z nami. Mam wtedy ochotę płakać. Z jednej strony żal mi tego czasu, który jej zabrałam, z drugiej – rozczula mnie ta jej dojrzałość i wyrozumiałość.

Przychodzi jednak moment, że Róża zaczyna ziewać i trzeć oczy, nadeszła jej pora na spanie. Czas położyć się do łóżka, przeczytać wieczorną porcję bajek, przytulić, pośpiewać. Najciszej jak mogę wysuwam się spod syna. W te dni, kiedy jesteśmy sami porzucam próby odkładania i trening samodzielnego spania, chcę po prostu pół godziny ciszy i spokoju. Idę z Różą do łazienki. Kąpieli nie ma, no bo jak? Jest piżama, mycie zębów. Przy zębach słyszę jednak dochodzące z sypialni pierwsze kwilenie, które szybko zamieniają się w płacz. Wtedy serce rozrywa mi się po raz kolejny. Nie reaguję. Nie chcę brać Szymona do Róży, bo to czas dla niej. Wiem jak ważna jest dla niej moja obecność, jak bardzo jej potrzebuje. To jej łóżko, jej czas, jej mama. Zamykam więc dwie pary drzwi i czytam nieco głośniej niż zazwyczaj. Potem śpiewam kołysanki pozbawione rytmu, aby zbyt długie pauzy nie zostały zagłuszone przez dobiegające zza korytarza wrzaski.

Kiedy Róża zaśnie – biegnę do Szymka. Jest spocony, od płaczu drży. Przytulam go, noszę, uspokajam, karmię; staram się wynagrodzić ten czas, kiedy mnie nie było, a on leżał tutaj sam. Na pewno się bał, na pewno był przerażony, że mama nie reaguje na jego wołanie. Czy jeszcze wróci?

Wykańczają mnie wieczory. Nie fizycznie, ale psychicznie. Choć wiem, że daję z siebie wszystko, że nie da się w stu procentach zadowolić każdego, to mam poczucie, że każdemu z moich dzieci dzieje się krzywda, a to boli, tak bardzo boli. 



Mimo wszystko jestem pełna optymizmu. Tym razem depresja poporodowa ominęła mnie szeroki łukiem. Choć zdarzają się gorsze chwile – jest dobrze. A będzie przecież jeszcze lepiej! Lubię, naprawdę lubię być mamą! 


Koniecznie przeczytaj też:

14 komentarzy :

  1. Uwielbiam ten wpis za to jedno zdanie o tym, czego Ty byś dostała, a co mi dane było dostać swego czasu kiedyś przy pierwszym dziecku:) Końcówka oczywiście straszna, u nas potoczyło się tak, że z niemowlęciem uwieszonym siedziałam przy starszaku i starszak zasypiał, a niemowlę współpracowało. Do dziś jest tak, że niemowlę nie zaśnie pierwsze. Bywało tak, że niemowlę nie zawspółpracowało, a starszak leżał i pociągał nosem aż zasnął. Do czasu aż się wyjaśniło, że to alergia z migdałem, to myślałam, że on płacze i też było mi przykro.

    Ale zarzucę Ci tu absurdalną poradą mojej mamy, która wychowała jedno dziecko i się zna: powinnaś nauczyć ich zasypiać i spać razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam, że to całkiem fajne takie usypianie symultaniczne i do tego, przez wspólną sypialnię, będę zmierzać. Ale to za jakieś półtora roku.
      Alergia, hahahahaha. :D Cytrynno, jak zawsze rozbawiłaś mnie do łez! :)

      Usuń
    2. Ależ naprawdę mamy alergię na roztocza między innymi. Świeżo dzisiaj potwierdzoną. Kładł się nieborak i pociągał tym nosem a mnie ten brat unieruchamiał. Potem się wydostawałam spod brata i szłam, a on spał i myślałam, że zasnął z zapłakania. Straszne to było.

      Usuń
  2. Dziękuję Ci za każdy wpis dot. Twojej nowej sytuacji rodzinnej. Każdy wpis utwierdza mnie że ja też dam sobie radę z dwójką maluchów. Anna D.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzielna jesteś i trzymam za Was kciuki!:) Ana

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój mąż też pracuje po 12 godzin, nie licząc dojazdów, a w dni wolne dorabia jeszcze, więc najczęściej jesteśmy z Jasiem sami, co mnie smuci bardzo... Jednak jest to zdecydowanie łatwiejsze z jednym dzieckiem - nie wyobrażam sobie na razie takich sytuacji, jak piszesz - jedno dziecko płacze wniebogłosy, bo muszę zająć się drugim. Chcę co najmniej 2 dzieci, ale jednak pogodzenie ich potrzeb naprawdę może nie być proste...

    OdpowiedzUsuń
  5. A może problem tkwi w tym że kładziesz Szymka za późno? Może przerwa między jednym a drugim dzieckiem jest za krótka i on nie zdąży jeszcze zasnąć?
    Proszę nie traktuj tego jako krytyki, ale jako życzliwą radę. :)
    Pozdrawia wierna czytelniczka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, to bardzo dobra rada, sama już wpadłam na taki pomysł! :) Kładziemy go bardzo szybko, bo ok. 18:15 (o 18 jest kąpiel), wydaje mi się, że wcześniej to już przesada. Róża dopiero ok. 20:30. On jest wieczorem spokojny, zasypia niestety tylko przy piersi. Przysypia, ja wstaję, mija 5 minut i zaczyna płakać, wtedy znowu muszę się z nim kłaść, bo będzie dzika awantura. Jak jest mąż to go bierze na ręce i nawet udaje mu się tak czasami go uśpić. Twardo zasypia dopiero około 21-22. A w dzień śpi mało! Przed południem krótkie drzemki, potem jedna długa, do około 14 i od tego czasu już nic! Czasami tuż przez 18 jest już zmęczony, mam wrażenie, że ta kąpiel go rozbudza, ale trzymam się mądrych porad, że rytuał musi być. Być może teraz jest kiepsko, ale może za kilka miesięcy skojarzy, że po kąpieli trzeba iść spać. Nie wiem. U Róży rytuałów nie było i było sto razy gorzej, ciągle jest! Tylko, że ona nie płakała, bo całymi godzinami była u kogoś na rękach, a noc przesypiała u taty na ramieniu.

      Usuń
  6. Szymki to chyba z natury są takie dość grzeczne - szwagierka ma Szymka i od razu przesypiał całe noce. O 3 tylko je i znowu w sen do 7 rano :)
    Gratuluję i - nie wiem czy ktoś Ci to mówił - jesteś wspaniałą mamą :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super mi się czytało ten post, aż się wzruszyłam. :) Marzy mi się drugi szkrab, może nawet już niedługo, u Ciebie naprawdę wygląda to pięknie! Śliczne szkraby! I pewnie, że będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Woem, ze to moralizowanie, ale dowiedziono, ze takie zostawianie dziecka w placzu moze doprowadzic do uszkodzen mozgu. Ja jestem w drugiej ciazy, roznica wieku wyniesie ok. 1,5 roku i juz teraz kombinuje, jak ustawic usypianie, bo wiem, ze chocby sie walilo, nie pozwole dziecku na placz w samotnosci. Czytalam o mechanizmach placzu i to, ze dziecko przestaje wowczas plakac znaczy np. ze nie chce przywabic drapieznikow (to pozostalosc ewolucyjna) lub ze nie ma sily, ze wie, ze zostalo opuszczone i placz jyz i tak nic nie da. Pracoealam w zlobku - idzie uspic kilkoro dzieci za jednym razem :) ale pozostawianie za dwiema parami drzwi - dziecko moze sie zaniesc, zapowietrzyc, co moze doprowadzic do smierci. Pisze to w dobrej wierze, jak mama mamie, nie oceniam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę Ci tego czasu dla siebie i regeneracji po porodzie. Ja zostałam z tym wszystkim sama po porodzie, mega obolała, słaba, wykończona. Mąż w pracy całymi dniami, a ja z noworodkiem. Owszem pomagał mi jak był, ale i tak większość czasu musiałam ogarnąć wszystko sama. Nie miałam czasu dla siebie, zero snu bo mała nie chciała mi spać ani w dzien ani w nocy i inaczej niż bujana na rekach nie zasypiała, płakała nocami. 2 pierwsze miesiące to był koszmar:(
    Dopiero koło 3 msca zaczęła mi lepiej spać w nocy, załapała że noc to noc, więc miałam lżej bo w nocy były tylko przerwy na cyca. Karmię piersią bez żadnego dokarmiania.

    Mama nie mogła mi za wiele pomóc, bo sama byla po powaznej operacji i nie dawała rady, zresztą mieszka daleko, tak samo jak teściowa.
    Poród naturalny córki (waga 4100 gram) bez żadnego znieczulenia, skutecznie zraziły mnie do posiadania kolejnego dziecka. Pisałaś o swoim marzeniu żeby naturalnie urodzić, a ja uważam teraz że cesarka jest łatwiejsza, mniej sie boisz o życie dziecka i mniej boli. Ale to moje zdanie. Mój poród to był koszmar, starciłam mnóstwo krwi, ostatkiem sił urodzilam córkę, pocięli mnie strasznie, szwy goily się 2 miesiące, 1,5 msca wogóle nie mogłam siadać na tyłek.

    Macierzyństwo jest piękne, ale też wymaga wielu wyrzeczeń, bólu, nieprzespanych nocy. Podziwiam kobiety które rodzą i wychowują po kilkoro dzieci, naprawdę podziwiam.

    Super blog. Pozdrawiam Cię ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwszym dziecku też dosyć szybko zostałam sama. Mąż pracował wtedy na śmieciówce i niewiele mógł. Teraz był ze mną 3 tygodnie (tydzień L4 opieki nad żoną + 2 tygodnie urlopu ojcowskiego) i w ogóle nie wyobrażam sobie tego czasu bez niego. To już nawet nie chodzi o mnie, ale o starsze dziecko, które dużo gorzej zniosłoby pojawienie się rodzeństwa, gdyby zostało bez stałej opieki jednego z rodziców. W ogóle nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
      Nie wiem czy czytałaś relację z drugiego porodu, ale po porównaniu obu wersji też doszłam do wniosku, że cesarka jest jednak łatwiejsza (jeśli nie planuje się oczywiście większej ilości dzieci; ja planowałam, ale już nie planuję ;) ). Doskonale Cię rozumiem w kwestii szwów. Szymek – 4600 g! Minął ponad miesiąc, a ja (wybacz dosłowność) ciągle najchętniej sikam na stojąco, pod prysznicem. Po cesarce w tym czasie już dawno biegałam i skakałam nie pamiętając nawet o ranie na brzuchu.
      Macierzyństwo jest łatwiejsze i piękniejsze z każdym kolejnym miesiącem, ja tak naprawdę odetchnęłam dopiero po roku. Teraz jest trochę łatwiej, bo i dziecko łatwiejsze. I tak naprawdę to co pisałam – paradoksalnie, z dwójką jest mi jakoś lepiej; ciekawiej, weselej, łatwiej. Początki są bardzo trudne, ale i tak uważam, że warto. :)
      Pozdrawiam też! :)

      Usuń
  10. My wkroczyliśmy w 3 miesiąc i jestem szczęśliwa, że dni tak szybko lecą. Podziwiam Cię bardzo za wychowywaniu dwójki, bo to niezły wyczyn. I wiesz nie miej poczucia smutku, że dzieciom dzieje się krzywda, bo z tego co czytam jesteś wspaniałą matką, dającą z siebie wszystko - a przecież więcej już nie można.
    Kobieta to osobnik, który rezygnuje z własnego życia, poświęca się bezgranicznie, by wychować nowe pokolenie. To już jest zasługa na medal.
    Wprowadzam rytuał wieczorny, nie jest źle, u mnie jest trochę lepiej bo w ruch idzie butelka i pokarm sztuczny, także mniej więcej zawsze wiem na co stać mojego malucha, w nocy wstaje 1-2 razy i to wszystko. Ale przecież dzieci szybko dorastają. Kiedyś one dojrzeją, a my nadal będziemy matkami.
    Trzymajcie się cieplutko.
    Pozdrawiam
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...