wtorek, 12 kwietnia 2016

Nelly Rapp, czyli horrory dla dzieci



Kiedy miałam dziewięć lat napisałam powieść. „Krwawe dziąsła” – brzmiał jej tytuł. Byłam świeżo po zakazanym przez rodziców seansie „Wywiadu z wampirem” i inaczej być nie mogło. Opowieść o przebiegłym wampirze, który podszywa się pod szkolnego higienistę i podczas rutynowej fluoryzacji wkrapla dzieciom w szczoteczki swoją krew, tworząc tym samym prywatną armię krwiopijców, napawała mnie dumą. To nie były jakieś tam misie i różowe jednorożce, ale krwiopijcy z prawdziwego zdarzenia. Tego właśnie oczekują dzieci: horroru, kontrolowanego strachu i potworów.

Czy Martina Widmarka trzeba przedstawiać? To autor znakomitego cyklu kryminałów dla dzieci „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai”. O serii, którą osobiście uwielbiam, mogliście czytać już u mnie (o, tutaj). Tym razem postawił autor na powieści z dreszczykiem. W Szwecji ukazało się już kilkanaście tomów o przygodach Nelly, u nas właśnie pojawiły się dwa pierwsze, czekamy na więcej. Tym razem to nie Zakamarki serwują nam Widmarkowską ucztę, ale Mamania, która do tej pory kojarzyła mi się wyłącznie z poradnikami dotyczącymi rodzicielstwa. Niesłusznie, ale wiecie jak to jest w pierwszymi wrażeniami.

Pierwszy tom cyklu – „Nelly Rapp i Upiorna Akademia” to tak naprawdę obszerny wstęp do tego, o czym będziemy czytać w kolejnych częściach przygód dziewczynki. Nelly wraz z rodzicami zostaje zaproszona do swojego wujka Hannibala (sic!), w którego przerażającym domostwie zwerbowana zostaje do szeregów Upiornej Akademii. Ma odbyć szkolenie, po którym, jako upiorna agentka, gotowa będzie zwalczać żyjące na świecie potwory, upiory i istoty nadnaturalne (bo, tak, one wszystkie istnieją naprawdę). „Nelly Rapp i frankensteiniak” to już opis pierwszej misji, którą dostaje Nelly. W jej okolicy grasuje paskudny frankensteiniak – postać, która nie ma połączenia między sercem a mózgiem, przez co cechuje się okrucieństwem i bezdusznością. Nelly musi ustalić tożsamość potwora, a następnie opracować plan, który przywróci mu ludzkie uczucia.

Zachwyca Widmark, znowu zachwyca. W zwięzłej formie uchwycił wszystko to, co w dobrej powieści szpiegowskiej być musi. Szpiegowskiej? Ano tak, bo choć zadbano o dreszczyk grozy, to charakter kryminalny ciągle da się tu odczuć. Wywiad terenowy, śledzenie podejrzanego i sprytny fortel, dzięki któremu można pokonać przeciwnika to główne metody działania agenta. Tyle, że tym razem nie o złodziei i oszustów się rozchodzi, ale o potwory. Jest strasznie... strasznie zabawnie. Sama Nelly to dziewczynka inteligentna, odważna, dociekliwa i energiczna. Taka być musi upiorna agentka. To dobry wzór do naśladowania. A że po lekturze będzie się na podwórku tropiło potwory – to pewne.

A jak to jest z tym horrorem? Czy seria rzeczywiście straszy? Czy możemy dać książki dzieciom bez obawy, że te będą się potem przerażone budziły w nocy przez następny miesiąc? Spokojnie! Elementy grozy są idealnie zrównoważone. „Straszne” i niepokojące bywają tu okoliczności (a to opuszczone domostwo, a to ciemne schody), a nie same potwory. Te nie straszą, a bawią. Nie tracą przy tym cech znanych z tradycji i kultury. Wampir więc śpi w trumnie (koło której stoją kapcie), a w nocy udaje się na polowanie, podczas którego wysysa krew ze swych ofiar. Oprócz tego jednak pedantycznie dba o swe uzębienie, bez którego niechybnie zmarłby z głodu. Aby potwora pokonać nie trzeba też go wcale zabijać. Można na przykład sprawić, aby się zakochał. Nie ma więc w książkach Widmarka okrucieństwa, przerażających scen walki ani rozlewu krwi.  

Złożoność fabuły jest tu zbliżona do tej, którą znamy z serii o Lassem i Mai, podobnie jak stosunek tekstu do ilustracji. Lecz choć „Biuro...” polecałam już czterolatkom, to tu trzymałabym się raczej kategorii 6+, ze względu na nieco poważniejszą tematykę. Tekst podzielony na krótkie rozdziały i duża, czytelna czcionka sprawią, że świetnie sprawdzi się też „Nelly Rapp” jako lektura dla tych, którzy zaczynają dopiero swoją przygodę z samodzielnym czytaniem.

Widmark po raz kolejny pokazał klasę. Autor nie traktuje swych młodych czytelników „jak dzieci”, a więc podmioty głupsze i inteligentnych rozwiązań niepotrzebujące. Z należytym szacunkiem tworzy literaturę najwyższych lotów; mądrą, zabawną, ciekawą gatunkowo. Udowadnia, że kryminał czy horror nie potrzebują uproszczeń, aby stać się dziecięcą lekturą. Podobają mi się te eksperymenty z konwencją, adaptowanie gatunków na potrzeby młodszych czytelników. Okazuje się, że można to zrobić bez popadania w tandetę. To chyba niełatwe, stworzyć coś, co spodoba się osobom w każdym wieku. Widmarkowi, po raz kolejny, to się udało.

***

O ilustracjach Christiny Alvner można powiedzieć wiele, tylko nie to, że są ładne. Lasse i Maja też jednak ładni nie byli. Może to właśnie cecha charakterystyczna ilustratorów, z którymi współpracuje Widmark. Wizerunki postaci są karykaturalne i zabawne. Ja bardzo lubię taki styl, zwłaszcza że ten idealnie pasuje do treści. Zobaczcie!


















I trailer!





Nelly Rapp i Upiorna Akademia
Nelly Rapp i frankensteiniak

Tekst: Martin Widmark
Ilustracje: Christina Alvner

Wydawnictwo Mamania
Oprawa: twarda

Stron: 96 (każda)
Wiek: 6+

Koniecznie przeczytaj też inne recenzje książek dla dzieci (KLIK!).


5 komentarzy :

  1. jeśli to jest poziom Sooby Doo to Julka się nie przestraszy :) ale to dobrze

    OdpowiedzUsuń
  2. Cooo??? To już jest??? Ale seria! Zupełnie ją przegapiłam, nigdzie nie widziałam żadnych recenzji ani zapowiedzi. My jesteśmy wielkimi fanami Lassego i Mai, mamy już w domu WSZYSTKIE tomy i czytamy je na okrągło, więc ta nowa seria to coś dla nas. Ale super! Mój syn padnie trupem z wrażenia jak to zobaczy. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdarzają się książki dla dzieci, które i mnie intrygują. Mogłabym się cofnąć do czasów, kiedy podobne historie mnie przerażały. Połączenie horroru i kryminału musi być niezwykle intrygujące. ;) Widzę, że zbierasz książeczki dla swoich dzieci :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Krwawe dziąsła"! Serio? Hahahaha! Powinnaś to wydać! :-)
    A książki wydają się super, ja mam zawsze ochotę kupować wszystko, co pokażesz. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Aż zachciewa się mieć dzieci! Ten blog to moja kopalnia lektur dla przyszłego potencjalnego potomstwa :).

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...