czwartek, 14 kwietnia 2016

Pierwsze zabawy logiczne. Kolory, kształty, wzory, sekwencje (Sowa Mądra Głowa)



Ni to gry, ni to zabawki edukacyjne, lecz choć trudno nadać im jedną, adekwatną nazwę, to te dwa pudełka skrywają w sobie niesamowitą moc edukacyjną i rozrywkową. Mogę śmiało powiedzieć, że to jedne z najlepszych materiałów, jakie miałam okazję widzieć i używać. Idealne już dla dwulatków, a nawet nieco młodszych dzieci.

Mowa o dwóch grach (pojęcie „gry” stosowane bardzo ostrożnie) polskiego wydawnictwa Alexander. Samo wydawnictwo znam od dawna, oferuje ono najróżniejsze gry i puzzle. Ich oprawa graficzna zawsze, ale to zawsze kojarzy mi się z tandetą. Nie są to dizajnerskie perełki ani starannie wystrugane drewniane pionki. To paskudny plastik-fantastik zamknięty w kiepskim pudełku. Mimo jednak tej marnej powierzchowności sama zawartość opakowań wykonana jest zaskakująco starannie. Bardzo różnorodna jest też oferta wydawnictwa. Można u nich znaleźć podróby wielu światowych przebojów (mają m.in. swoją wersję Monopoly, Rummikuba i Twistera), można jednak też natknąć się na naprawdę rewelacyjne pomysły na mądre, edukacyjne zabawy dla dzieci, których nie znajdziemy nigdzie indziej (warto mieć na uwadze serię Sowa Mądra Głowa, to właśnie pudełka z Sową zazwyczaj skrywają najciekawsze propozycje zabaw). Mają też produkty Alexandra jedną bardzo dużą zaletę – są tanie! Opakowanie skrywające w sobie całą masę edukacyjnych skarbów kosztuje zazwyczaj niewiele. Tak jest i tym razem. Gry, które dzisiaj zobaczycie, w tanich księgarniach (o tym gdzie kupować tanio – TUTAJ) znajdziecie za około 17 złotych.

Mam na swojej półce bardzo dużo gier spod znaku Mądrej Sowy. Będę je stopniowo dozować dzieciom w miarę, jak dorastać będą do proponowanych tam zadań. Na pierwszy ogień poszły ćwiczenia dotyczące kolorów i kształtów. Ponieważ oba zagadnienia nie stanowią już dla nas większego wyzwania, wzbogacone zostały o zupełnie nowe aktywności – nawlekanie, czyli znakomite ćwiczenia motoryki małej oraz odwzorowywanie wzorów i sekwencji.

Z „Nawlekaj nie czekaj” (fatalny tytuł!) zaczęłyśmy się bawić mniej więcej dwa miesiące temu. Róża (21 miesięcy) bardzo dobrze opanowane miała już kolory i w ten sposób chciałam je utrwalić. W pudełku znajdziemy 18 kolorowych kul z dziurkami (po 3 kule w sześciu kolorach; są ciężkie i przyjemne dotyku, wykonane z bardzo trwałego plastiku), trzy sznureczki do nawlekania tych kul, 55 kart ze wzorami do odwzorowania oraz klepsydrę i żetony, których my na razie nie używamy.  




Wydawca w instrukcji proponuje bardzo ciekawą grę pamięciową dla dzieci 3+, jednak „Nawlekaj nie czekaj” można wykorzystać już dużo wcześniej, jako układankę albo prostą zabawkę.

Po pierwsze więc nawlekanie. Kule można nawlekać bez żadnych zasad. Róży bardzo spodobało się to zajęcie i trenowała tak długo, aż opanowała je do perfekcji. Bardzo często ściąga z półki pudełko i po prostu nawleka te wszystkie korale, potrafi się w ten sposób sama bawić bardzo długo.

Można też wprowadzić dziecku pewne zadania do wykonania, np. „nawlecz wszystkie czerwone kule” albo „nawlecz dwie kule niebieskie i dwie kule zielone”. To znakomite ćwiczenie na rozpoznawanie niedużych ilości i analizę poleceń.

Nieco wyższym stopniem wtajemniczenia, nad którym ciągle pracujemy, jest tworzenie rytmów. Na kartach jeden kolor pojawia się zawsze tylko raz. Ja tworzę na sznureczku tzw. rytmy. Czyli nawlekam na przykład kule w kolejności: żółta, czarna, żółta, czarna i pytam co będzie następne. Rytmy, w zależności od wieku i umiejętności dziecka, można oczywiście komplikować. 


Wreszcie, kiedy samo nawlekanie przestanie wystarczać przejść można do zabaw z kartami. Podzielone są one na pięć poziomów trudności, od sekwencji dwóch kul, aż po sześć. Zadanie dla dziecka jest oczywiste: na sznurek należy nawlec kule w takich kolorach i w takiej kolejności jak pokazane to jest na obrazku. Zacząć można od najprostszych, dwuelementowych wzorów, aby później przechodzić do coraz trudniejszych. 



U nas na początku problemem było zrozumienie samego sensu tego zadania. Róża nie bardzo rozumiała co to znaczy, że wzory mają być identyczne. Nawlekałyśmy je więc razem, po jednej kuli, za każdym razem pytałam o kolor następnej. Kiedy już istota problemu została załapana, nie miało znaczenia, czy wzór do ułożenia składa się z dwóch czy sześciu elementów.







„Wzory, kolory, memory” to nieco trudniejsza sprawa. Tutaj także granica wiekowa ustalona została przez wydawcę wyżej (absurdalne 5+; po raz kolejny zaproponowana jest gra pamięciowa), jednak dużo młodsze dzieci korzystać mogą z jej dobrodziejstw układając swoja pierwszą układankę logiczną.

W pudełku znajdziemy 36 grubych figur geometrycznych z pierwszorzędnej jakości plastiku; wśród nich koła, kwadraty i trójkąty w trzech podstawowych kolorach, 4 sznurki (w figurach znajdują się dziurki, można je więc znowu nawlekać), 4 plansze, na których będziemy układać oraz 55 kart ze wzorami. Tym razem poziom trudności nie jest w żaden sposób oznaczony na rewersach, ale znajdują się tu także wzory dwu, trzy, cztero, pięcio i sześcioelementowe. 





Tym razem zadanie jest trudniejsze. Dobrać należy nie tylko odpowiedni kolor, ale także kształt oraz zdecydować jak rozmieścić elementy na planszy. Ćwiczone są więc nie tylko zdolności geometryczne, ale także proste pojęcia przestrzenne i opozycja prawo-lewo; koło może leżeć pod trójkątem, kwadrat na prawo od koła. Chociaż nie jest to konieczne do wykonania zadania, zawsze staram się dodawać taki krótki opis, który na pewno zapisuje się gdzieś w dziecięcej pamięci. 



Ze wszystkich zestawów proponujących tego tupu aktywność – odwzorowywanie wzoru pokazanego na obrazku (a znam ich i mam na półce naprawdę dużo), ten jest zdecydowanie najłatwiejszy i najlepszy na początek. Sporym ułatwieniem jest tu bowiem podział dostępnej przestrzeni na pola, w których uporządkować musimy nasze elementy. To znacznie łatwiejsze niż dowolne ich układanie. Poza tym poziom trudności jest bardzo zróżnicowany, można więc dostosować zadania do stale rosnących umiejętności dziecka. 






„Wzory, kolory, memory” układamy od trzech tygodni. Choć widzę wyraźny postęp, a ułatwienia (o których poniżej) nie są już konieczne, to dla Róży jest to zadanie nadal bardzo wymagające. Może właśnie dlatego tak bardzo ją ono interesuje? Niemal widać jak jej zwoje mózgowe czerwienieją z wysiłku i zaangażowania. Uważam jednak, że o to właśnie chodzi, żeby stawiać przed dzieckiem coraz nowe wyzwania i mobilizować je do zdobywania osiągnięć, a nie wałkować tylko to co łatwe i znane. Jeśli na początku napotkamy na opór – nie rezygnujmy z zabawy uznając, że dziecko jest „za małe”, ale zastosujmy pewne ułatwienia.

Aby nieco uprościć pierwsze spotkania z „Wzory, kolory, memory” można:
- ograniczyć się na początku do wzorów z dwoma i trzema elementami;
- przed układaniem figur na swojej planszy wybrać elementy, które będą do tego potrzebne (my na początku wybierałyśmy każdą figurę po kolei, potem wystarczyło, że poprosiłam o wybór figur widocznych na obrazku, teraz nic już wybierać wcześniej nie musimy)
- pobawić się w kontrolę błędu (u nas zawsze, przy każdej nowej zabawie, świetnie się to sprawdza! układam jakiś prosty wzór na swojej planszy, ale jeden z elementów kładę na złym polu, a potem udaję głupią i proszę córkę „ułożyłam, ale chyba coś się tu nie zgadza, możesz zerknąć, czy zrobiłam to poprawnie?”, a ona, postawiona w roli eksperta, angażuje się w zadanie dużo bardziej niż w swoje własne); w ten sposób Róża załapała o co w ogóle chodzi w mechanice zadania.

Dodatkową zaletą gry są same figury, które można wykorzystać do innych zabaw i ćwiczeń. Można je segregować (z podziałem na kolory i kształty), można z nich tworzyć znakomite rytmy (dużo bardziej skomplikowane niż przy kulach, więc dla starszaków), można z nich budować obrazki, młodszym dzieciom można je po prostu pokazywać i nazywać; nawet niemowlę może je wziąć do buzi bez obawy o zniszczenie. Można je wreszcie nawlekać na dołączone sznurki, ale to już jednak nie to co kule, bo przy nawleczonych figurach widać tylko ich brzegi, a to przecież bez sensu.  

Genialne wynalazki, te zestawy od Mądrej Sowy. Ciekawsze tym bardziej, że powstałe przypadkiem, wszak wydawca nie przewidział w instrukcji, że posłużyć mogą jako układanki. Szkoda, że ciągle tak niewiele jest dobrych materiałów edukacyjnych dla małych dzieci. Jakby to wydać w drewnie i strzelić „Djeco” oraz „2+” na okładce, poszłoby za stówkę. A tak mamy za grosze. Można obdarowywać znajome dzieciaki, bo to nawet tańsze niż gówniany pluszak, a dajemy mądrą zabawkę na lata.


Koniecznie przeczytaj też: 


19 komentarzy :

  1. W przedszkolu uwielbiałam gry takiego rodzaju :D chociaż to było 18 lat temu, więc gry były mniej barwne i zróżnicowane :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Uważam, że Twoje pomysły są genialne! Przecież to takie proste wziąć jakąś grę dla starszaków i zrobić z niej układankę. Tylko dlaczego ja na to nigdy nie wpadłam i dlaczego ja nie wyszukałam dla mojego dziecka takich fajnych rzeczy? Dziękuję za wszystkie pomysły!
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jak miło. :) Ja zawsze podziwiam ludzi którzy sami wymyślają te wszystkie gry i zabawy. Rysują, drukują, laminują. Ja nie mogę się do tego zmusić, wolę gotowce.

      Usuń
  3. Też mamy kule, też stosujemy w wersji bez żetonów i klepsydry i codziennie kule turlają się po domu (niestety mało ambitnie), ale coraz częściej są mi przynoszone po jednej żebym nawlekła. Ponieważ gra należy do starszaka, to próbowałam młodszemu zaaplikować taki drewniany zestaw w kolorach tęczy Melissy i Douga (za 40zł), ale on uparcie woli kule.

    PS. Tęsknię za Twoimi komentarzami pod moimi wpisami (których nie ma- w sensie tych wpisów).
    PS2. A propos zabawek "w starym stylu" to zobacz klocki typu snowflake na aliexpressie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, te kule są super, takie ciężkie i miłe w dotyku.
      Ja za wpisami tęsknię okrutnie! Z komentarzami jestem do tyłu, ale to przez to, że najnowsze wpisy przypadły na mój połóg i nie że nie miałam czasu, bo miałam, ale siedziałam w domu i nie było internetu. :(

      Usuń
  4. Mamy. Hicior od dawna. Nadal nam dziecko, które nie umie złożyć choćby dwóch standardowych puzzli razem, muszą być drewniane " Ładowane od góry".Na szczęście te 2gry w pełni zaakceptowane i widzę że potrafi i logicznie myśli.
    (nawiązuję do dawnego komentarza, w którym się martwię, że Ala nie umie układać puzzli. Nic się nie zmieniło. Jestem tylko teraz ekspertką w wyszukiwaniu 16 elementowych puzzli z uchwytami, albo warstwowych i ciągle płaczę że nie mogę znaleźć 20 el.i więcej z uchwytami. Jakby ktoś znał takie puzzle to polećcie)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przez Ciebie kurier wciąż puka do moich drzwi☺ ps. Mozesz napisać o ulubionych zabawkach Róży? Moje dziecko nienawidzi wszystkiego co gra, tańczy i świeci (jednak nie przeszkadza mu gdy przykrywam na instrumentach lub puszczam muzykę, uwielbia tańczyć). Szukam inspiracji bo prócz książek, klockow i 5 drewnianych zabawek pokoj swieci postkami. Pozdrawiam. Anna D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę, nawet planuję. :) Teraz tak na szybko: Róża bardzo lubi małe figurki  zwierząt i ludzi. Zaczęło się od tych z Duplo, potem jej dokupiłam inne. Ma zestaw z farmą. Układa płotki i drzewa, stawia te wszystkie zwierzęta, porusza ludzikami. Bawi się w ten sposób zupełnie sama bardzo, bardzo długo. Ciągle bardzo lubi samochody, jeździ nimi po całym domu, na przyczepki pakuje różne rzeczy. Lalek ma kilka i nawet się nimi bawiła, ale odkąd ma żywą lala - brata, te sztuczne straciły znaczenie. Lubi instrumenty, obecnie wielkim hitem są cymbałki i harmonijka ustna. Poza tym zabawy w gotowanie. Pisałam już kiedyś że nie kupujemy żadnych dziecięcych zestawów garnków, żadnych sztucznych warzyw do krojenia. Kroi prawdziwe, z szafki kuchennej wyciąga sobie też prawdziwe garnki, daję jej w kubeczku trochę wody, którą godzinami przelewa i "gotuje". Z typowych zabawek to tyle. Poza tym puzzle, klocki Duplo, układanki, książki, kolorowanki i kredki. Dużo czasu spędzamy na dworze a tam najlepsze są szyszki, patyczki i piasek. :)

      Usuń
  6. Witam,
    ciekawy wpis. Muszę przyznać, że od dłuższego czasu myślę o zakupie tych gier oraz trzeciej ,,tych kostek 3d. To byłby już full w tym temacie.
    Co myślicie o trzeciej pozycji Alexander ,,pamięć 3d"? Jak szaleć, to szaleć ;).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy wszystkie 3 komplety i wszystkie są świetne. Polecamy

      Usuń
  7. Mam pytanie odnośnie ,,wzory, kolory, memory", czy w instrukcji sa propozycje zabaw/gier z nawlekaniem figur? A moze i karty zawieraja i takie zadania? Prosze o wiecej informacji.
    Dziekuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamięć 3D też mam, ale na razie schowane. To super gra, którą też można wykorzystać jako układankę, równie tania, więc jak najbardziej polecam. Ale jej poziom jest jednak dużo wyższy, zadania przestrzenne są trudniejsze. U nas jeszcze do nich daleka droga, myślę że musimy na nią poczekać pół roku, może dłużej. Okaże się. :)

      Co do drugiego pytania, to tak, instrukcja proponuje alternatywną wersję podstawowej gry pamięciowej. Na stół wykłada się kartę z zadaniem, po kilku sekundach zasłania i gracze muszą takie figury jakie widzieli na karcie nawlec na swoje sznureczki. Kto pierwszy - wygrywa. Marny pomysł, według mnie, i na siłę, ale jest.

      Usuń
    2. Co do odp. Na moje drugie pytanie. To znaczy ze za odpowiednich kart z zadaniami do nawlekania nie ma? Gdyby takie byly, to bylaby to dodatkowa aktywnosc motoryki małej (moim skromnym zdaniem nawlekanie takich plaskich elementow, to dodatkowe utrudnienie. Mysle, ze i bez kart mozna sie obejsc. Np. Uczestnicy rysuja zadanie na zmiane itd itp.

      Usuń
    3. Nie, osobnych kart nie ma. Co do trudności nawlekania to Róża radzi sobie z płaskimi figurami dużo lepiej niż z kulami, w ogóle nie miała z tym problemu. Kule są do nawlekania dużo trudniejsze.

      Usuń
  8. Kocham takie zabawy :) Są bardzo pouczające i rozwijające.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dodam jeszcze, że może nie słusznie, ale upieram sie przy zakupie kompletów xxl. W przywzoitej cenie wszystkie 6 znalazlam na czytaj.pl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czym się różnią wersje XXL? Przyznam, że nie mam pojęcia. Jest tam czegoś więcej?

      Usuń
    2. Sprawdziłam. Wychodzi na to, że Nawlekaj mam w wersji XXL, a Wzory, kolory nie. Jest o kilka więcej kul i figur, ale kart ze wzorami tyle samo. Jest też więcej... sznurków. :P Cena niewiele wyższa, więc dla mnie w sumie bez znaczenia która wersja, no chyba, że ma się bardzo dużo dzieci albo gra ma się pojawić w żłobku/przedszkolu.

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...