piątek, 6 maja 2016

Samo dzielny



Zofię Stanecką wszyscy oczywiście znają, to autorka Basi (KLIK!), którą uwielbiałam już w czasach bezdzietnych, a którą, mając córkę w wieku wkraczającym w możliwość czytania przygód rezolutnej Barbary – lubię jeszcze bardziej. Kiedy więc zapowiedzi wydawnictwa Egmont wyjawiły mi, że ta właśnie Zofia Stanecka stała się autorką nowej serii dla dzieci, tym razem o chłopcu, pląsałam aż ze zniecierpliwienia oczekując możliwości poznania przygód tytułowego Samo. I stało się – dwa pierwsze tomy serii: „Samo dzielny wstaje sam” oraz „Samo dzielny lepiej wie” trafiły w nasze ręce. 

Spodziewałam się geniuszu i fajerwerków; słowem: nowej Basi. I rozczarowałam się, bo seria o Samo nową „Basią” niestety nie jest. Czym zatem jest? To krótkie historyjki o trzyletnim Samuelu – chłopcu rezolutnym i, niespodzianka, samodzielnym, którego autonomię wspiera dodatkowo najbliższe otoczenie. Wszystko dobrze, poprawne i bez brzydkiego dydaktyzmu, ale i bez zachwytu. Może powoli się starzeję, może staje się zrzędliwa, ale w chłopcu-demolce widzę jedynie kandydata do rozmowy na temat dobrego zachowania, a i żarty o bąkach nie śmieszą już tak jak kiedyś.

Książka kierowana jest przede wszystkim do trzylatków, ale już młodsze dzieci świetnie sobie z nią poradzą. Tekstu jest tu niewiele, a opisane sytuacje bardzo realistyczne, znane każdemu dziecku. Z humorem sytuacyjnym może być problem. Moja dwulatka nie śmiała się jeszcze z plastra na piżamie ani nawet wtedy, gdy Samo pryskał wodą, ani te bąki na szczęście też jeszcze nie. Historie jej się podobały. Może dlatego, że ona też wszystko robi sama. I sama sok nalewa, i sama majtki wkłada. Ciągle tylko nie chce sama spać, ani sama wstawać, tym bardziej. Przez kilka pierwszych dni czytałyśmy o Samo na okrągło, wkrótce jednak zapał związany z nowymi lekturami przycichł i teraz, po kilku tygodniach, rzadko zostają przynoszone jako te, które trzeba przeczytać raz i drugi, i dziesiąty.

Ma też nowa seria Egmontu misję. Na końcu każdej książki znajdziemy komentarz psychologa na temat kompetencji trzyletniego dziecka, a także wskazówki jak dziecięcą samodzielność i wyobraźnię wspierać. Jest też na końcu kolorowanka z Samo, a nawet kilka, ale pokolorować się jej nie da, bo po pierwsze matka w książce rysować nie pozwoli, a po drugie papier jest śliski i nie ma jak.


Coś jeszcze mi się nie podoba, i to bardzo. Co? Zerknijcie:


Samo sepleni. To znaczy mówi jak klasyczny trzylatek, nie wymawiając pewnych głosek. „Sonie”, „pseckole”, „tląba” zapełniają jego kwestie. Nie znoszę, gdy ktoś mówi w ten sposób do dziecka, a wprowadzenie maniery tej do literatury, która przecież świecić powinna przykładem i być drogowskazem w tej naszej trudnej polszczyźnie, uważam wręcz za katastrofę. Mowa to u nas ciągle umiejętność mocno kulejąca, a seplenienie podczas lektury książki przyczynić mogłoby się jedynie do utrwalenia złych nawyków. Być może znów miało być zabawnie, a ja jestem jakaś dziwna, że mnie to nie śmieszy. Może starsze dzieci będą chichotać, młodsze – nie. Ja w każdym razie nie seplenię czytając te dziwne zdania na głos, a wiedzieć musicie, że okropnie trudno czyta się tak zapisane wyrazy.

Pozostaje u mnie początek serii o Samo gdzieś na granicy lubienia i nielubienia. To przyjemne historyjki, do których jednak nie będę wracać zbyt często. Jeśli się gdzieś trafi – można przeczytać, najpewniej nawet z pewną dozą przyjemności, ale żeby koniecznie dokładać do swego przepełnionego regału kolejne tomy serii, to już raczej niekoniecznie.

Swoją drogą ciekawą rzecz odnotowałam, związaną z obserwacją norm społecznych. Kiedy jeszcze wówczas niespełna dwuletnia Róża po raz pierwszy wzięła do swych rąk „Samo dzielny wstaje sam” (patrz: okładka na pierwszym zdjęciu), bez wahania zauważyła, że po stronie prawej jest mama, po lewej zaś – tata. Rzecz mnie mocno zaskoczyła, bo wszak nogi mamy od września do późnego maja do złudzenia przypominają raczej te u osobnika z lewej, a i spodnie od piżamy przez cały dzień niezdejmowanej – mocno znajome. Skąd więc takie, a nie inne przyporządkowanie płci? Musiała mnie, skubana, po szlafroku poznać, bo też mam różowy. (#dżęder)








Samo dzielny wstaje sam
Samo dzielny lepiej wie
Tekst: Zofia Stanecka
Ilustracje: Tomasz Samojlik
Wydawnictwo Egmont
Oprawa: twarda
Stron: 32 (każda)
Wiek: 2+

Koniecznie przeczytaj też inne recenzje książek dla dzieci

10 komentarzy :

  1. Moja 1,5 letnia córka uwielbia Basie i Franka niestety w którejś historyjce Franek też sepleni, ale na szczęście mniej niż w tej którą opisałaś. Już nie mogę się doczekać czytania Basi, czeka już na półce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak: „Nanek siam”. :) Tam mi to zupełnie nie przeszkadza, ot jedna kwestia. A tu, niestety, Samo nawija tym swoim seplenieniem bez ustanku i pełnymi zdaniami. Dobrze, że jest Basia! :)

      Usuń
  2. Anonimowy06 maja, 2016

    Czytam Twojego bloga dość regularnie, najbardziej lubię recenzje książek dla dzieci, bo sama mam na tym punkcie hopla, ale nie o tym miało być. Chciałam napisać, że bardzo podoba mi się, że jeśli jakaś książka Ci się nie podoba to potrafisz o tym napisać. Czytam różne blogi z recenzjami, na których wszystko jest świetne, fantastyczne i godne polecenia, bo przecież przekazane za darmo przez wydawcę. Czasami w ogóle nie ma opinii tylko jakieś idiotyczne streszczenie książki albo opis zasad gry. Coraz trudniej mi zaufać takim opiniom, bo to przecież niemożliwe, żeby wszytko było dobre. A u Ciebie wiem, że zawsze wytkniesz błędy, które widzisz. Oby tak dalej! =) Brakuje mi tylko Twoich zjadliwych recenzji, które tak lubiłam kiedyś czytać. dawno nic nie było. =)
    Pozdrawiam, Martyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martyno, dzięki za komentarz. Doskonale Cię rozumiem. Ja też czytam blogi i też bardzo nie lubię tego, o czym piszesz, niestety to bardzo nagminna maniera. Nawet na znanych blogach (nazwy z grzeczności nie wymienię), gdzie recenzje lecą codziennie, nie znajdzie się wśród tych setek opinii ani jednej negatywnej. Też im nie ufam, raczej traktuję jako przegląd tego, co nowe wśród produktów dla dzieci i dalej już sama oceniam.
      Ja też czasem dostaje coś od wydawców (na przykład te książki o Samo są z wydawnictwa), ale nie przyszłoby mi nawet do głowy, aby pisać pochwalne laurki o czymś, co mi się nie podoba. Mimo wszystko i u mnie ostatnio bardzo różowo, ale po prostu nie mam czasu, żeby opisywać wszystko, co czytamy i wybieram tylko to, co najlepsze.
      Co do zjadliwych recenzji to też mi ich brakuje, bo uwielbiam takie pisać, ale jak wyżej - czytam teraz znacznie mniej niż kiedyś, starannie dobieram lektury i taki tego efekt. :(
      Pozdrawiam też! :)

      Usuń
  3. O! Czekałam na parę krytycznych uwag dotyczących tej serii, bo z podglądu niektórych stron na blogach wynikało, że coś jest nie tak. Zofię Stanecką uwielbiam (wiadomo - Basia, Basia i Franek) i mam wrażenie, że autorka została odgórnie nakierowana na takie a nie inne rozwiązania. A co do Franka, to on chyba nie seplenił, tylko mówił po swojemu, na przykład "Nanek am am" albo wesoło gaworzył "Bła bła". Jest różnica między "wypowiedziami" Franka a Samo Dzielnego.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było, było! "Nanek siam", ale cóż to w porównaniu z Samo?! :) Wrażenie słuszne, jest wyszczególniona "koncepcja serii" w spisie twórców, na końcu książki.

      Usuń
  4. Ubawił mnie fragment o nogach. Piona! U mnie tak samo! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo życie. ;) Gra słów przypadkowa. :P

      Usuń
  5. Ja też nie cierpię seplenienia u dzieci i zbytniej tolerancji na takie seplenienie. Wiadomo, że małe dziecko ma tendencję do takiej wymowy, ale trzeba do niego mówić wyraźnie i poprawnie, żeby się tych nawyków pozbyło...Mam ochotę udusić rodziców, którzy tak mówią do swoich dzieci i nie reagują na ich błędy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje pierwsze wrażenie, czyli jak zawsze - jak książka jest wydana, przepiękna okładka, która no nie oszukujmy się w moim przypadku wpadła w oko, jednak czytając Twoją recenzję i wpatrując się w tekst na zdjęciach, szczerze przyznam, że po książkę bym nie sięgnęła, bo cóż moje dziecko z niej może wynieść?
    Widzę w niej więcej minusów niż plusów, a szkoda, bo książeczki dla dzieci powinny edukować, rozweselać i być na poziomie ?
    Dla mnie niestety tekst jest daleki do rozwijania inteligencji dziecka, daleko w niej również do kulturalnych żarcików i tekstów.
    Może to moja opinia na podstawie kilku kartek, może zmieniłabym zdanie gdybym wnikliwie przeczytała wszystkie części i wszystkie kartki. Jednak pierwsze wrażenie jest negatywne.
    Pozdrawiam ciepło
    matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...