czwartek, 9 czerwca 2016

Bozie, czyli jak wygląda Bóg?



Wielokrotnie już na blogu wspominałam, że jako wojująca ateistka uwielbiam poznawać różne religie. Dowiaduję się, analizuję, wewnętrznie sprzeciwiam i czerpię z tego niebywałą satysfakcję. Książki dla dzieci poruszające tematy religijne, które nie byłyby związane ze środowiskiem chrześcijańskim są dużą rzadkością. Wiem, że za kilka lat będę z moimi dziećmi rozmawiała o religii i światopoglądzie, bo to najlepszy sposób na naukę samodzielnego i krytycznego myślenia. Na książki, które pomogą mi wytłumaczyć istniejącą na świecie różnorodność rzucam się już teraz.


„Bozie, czyli jak wygląda Bóg” to obszerny zbiór pytań na tematy związane z religiami. A wyznań mamy tu aż sześć. Odpowiadać będą pani diakon Małgorzata, ojciec Maksymilian – benedyktyn, imam Janusz, rabin Stas, prawosławny ksiądz Artur i lama Rinczen. Opowiedzą oni o tym jak ich religie postrzegają Boga, człowieka i wiarę oraz grzech. Opowiedzą o zasadach w religiach panujących, o świętach, świętych księgach i świątyniach. O modlitwie, o tym, co się stanie z nami po śmierci i o wielu jeszcze innych sprawach, które wymieniać mogłabym długo. Mnóstwo treści i informacji w bardzo zwięzłej i przystępnej formie.

Czytałam, czytałam i coś było nie tak, coś uwierało. Co? Pytają na przykład takiego rabina Stasa dlaczego żyd nie je wieprzowiny i krewetek (s. 64). Ten wylicza czego jeszcze zjeść nie może, tłumaczy co to koszerność i płynnie przechodzi do alkoholu. Dalej, pytają go o obrzezanie (rzecz dla mnie bardzo niezwykła i zupełnie niezrozumiała). I znowu opowiada jak jest, jakie panują zasady. Dlaczego? „Na znak przymierza Boga z narodem Izraela” (s. 141). Albo taki szabat. Moja koleżanka ze studiów swego czasu przedstawiła przekomiczny zbiór czynności, których żyd w szabat zrobić nie może (bardzo polecam jej wpis – KLIK!). No bo, że pracować – w porządku. Ale żeby papieru toaletowego nie można było sobie urwać...? Głodna wiedzy i informacji zagłębiłam się więc w rozdział dotyczący żydowskiego święta, ale znowu nic. Diakon Małgorzata zapytana o powstanie Boga przekonuje, że „Nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć rozumem i już” (s. 27). Podobnie odpowiada też imam Janusz; muzułmanie nie muszą wiedzieć dlaczego obowiązują ich pewne reguły, „po prostu są posłuszni Bogu” (s. 91).

Czytałam więc te pokrętne wypowiedzi i denerwowałam się, że niejasno, że znowu bez konkretów. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że tak być przecież musi, że taka jest religia i te wypowiedzi świadczą o tym najlepiej. Że większość tych absurdalnych zasad to wymysł „proroka”, który doznawał objawień jadąc na koniu albo grupy facetów, którzy wymyślili sobie tak, a nie inaczej w czasie swoich orgiastycznych synodów. I choćby człowiek stanął na głowie, medytował całymi dniami albo nawet doznał objawienia, to jedyną logiczną odpowiedzią na pytanie dlaczego w szabat nie można spuścić wody w kiblu będzie: „bo Bóg tak chciał”. Autorka we wstępie opowiada, że kiedy jako dziecko pytała dorosłych o sprawy związane z religią słyszała jedynie „Tak to już jest”. W „Boziach” otrzymujemy w zasadzie niewiele więcej poza opisem jak jest. To lektura raczej pouczająca niż rozwiewająca wątpliwości.

Czy to źle? Nie! O ile od początku się na to nastawimy. Książkę czytało mi się fantastycznie i nadal, mimo kilku rozczarowań, uważam ją za niesamowitą i absolutnie wyjątkową lekturę. Kolejne pytania chłonie się błyskawicznie, ciągle ma się ochotę na więcej. Gdybym czytała z dzieckiem, pewnie podzielilibyśmy sobie tę przyjemność na części, ale sama połknęłam całość w ciągu jednego dnia. Duchowni odpowiadają w mądry i interesujący sposób, a lektura sprawia wrażenie rozmowy. Dowiedziałam się naprawdę dużo. „Bozie...” to taki prosty, zrozumiały dla każdego wykład, obejmujący podstawową wiedzę na temat każdej opisanej tu religii. Treść naszpikowana jest religijną terminologią. Dowiemy się między innymi, że batiuszka to ksiądz prawosławny, kipa – okrągła czapeczka żyda, muhiry – wersety z Koranu, a mala – buddyjski różaniec. To tylko kropla w morzu pojęć i przykładów. Do tego ciekawostki, związane także z wyznaniami najbardziej nam znanymi. Czy wiedzieliście, że pisanie nad drzwiami liter K+M+B to błąd? Trzej królowie nie mają z tym nic wspólnego... ;)

Czego zabrakło mi w „Boziach”? Trochę głębszego wejścia w temat, drążenia, ciągnięcia za języki. Wydawca na okładce nęci czytelników kilkoma „zaskakującymi” pytaniami, ale to by było na tyle. Pytania są całkiem zwyczajne, „grzeczne”, dotykające spraw podstawowych. Być może ujawnia się tu moja agresywna natura w stosunku do kleru, ale ja bym chciała zapędzić ich nieco bardziej w kozi róg, sprawić, aby pot zrosił ich pogrążone w modlitwie głowy. Chciałabym dopytać o istotę grzechu, o kilka kwestii światopoglądowych. Tego tu nie ma. Czego, a w zasadzie kogo jeszcze nie ma? Nie ma przedstawiciela hinduizmu, a szkoda, bo to dla mnie najbardziej tajemnicza ze wszystkich religii. Życzyłabym sobie też jakiegoś postępowego protestanta, jednego z tych, którzy jak w ekstazie wołają „amen, amen!” gdzieś na południu Stanów Zjednoczonych. Fajnie, jakby pojawił się ateista, prezentując tym samym brak wiary jako jedną z możliwych dróg, które obrać może człowiek.

Nie jest idealnie (tu prawdopodobnie winne są moje zbyt duże wymagania wobec książki), ale jest bardzo dobrze. Pytania o religie, zwłaszcza te „dziwne” i „nie nasze”, traktowane są często jako niepotrzebne, kłopotliwe, a nawet grzeszne, bo przecież jeśli pytasz o inne wyznanie, to być może kwestionujesz własne. „Bozie...” w bardzo prosty i przyjazny sposób opisują podstawowe zagadnienia związane z religią. Pokazują też różnorodność świata i ludzi. Czynią to w sposób całkowicie bezstronny, a to naprawdę piękna nauka dla młodego człowieka. To jedna z tych książek, które mieć trzeba. Książka bardzo ważna, wyjątkowa. Lektura obowiązkowa nie tylko dla dzieci.

Na koniec zerknijcie do wnętrza książki. Ilustracje w stylu niedbałym to coś, co bardzo lubię. Tu jednak każda kreska została narysowana jakby podwójnie (wrażenie „rozpikselowania” przy dużym powiększeniu obrazu), co przy zbyt długiej lekturze bardzo, ale to bardzo męczy wzrok. 































I na koniec podwójna kreska, o której wspominałam, z bliska. 

Bozie, czyli jak wygląda Bóg? 
Tekst: Karolina Oponowicz
Ilustracje: Joanna Rzezak
Wydawnictwo Agora
Oprawa: twarda
Stron: 175
Wiek: 7+ 


A o innej, świetnej książce dla dzieci dotyczącej kwestii wiary mogliście już na blogu czytać TUTAJ




1 komentarz :

  1. Świetna pozycja! Pamiętam, że jako dziecko uwielbiałam "Opowieści biblijne" animowane. dodam, że w moim domu było słabo z religijnością, ochrzczona zostałam tuż przed komunią. Ale te wszystkie etosy, historie i religijne dyskursy zawsze mnie interesowały.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...