czwartek, 23 czerwca 2016

Co robi mama, a co tata


Mój mąż nie czyta tego bloga. Twierdzi, że nie ma czasu, a w rzeczywistości po prostu mu się nie chce. Nie ma w tym nic dziwnego. Ja też nie czytam jego artykułów, które pisze do magazynów wędkarskich i żyje mi się z tym dobrze. Nie czyta też dlatego, że twierdzi, że i tak nic tu o nim nie ma i uważa, że to niesprawiedliwe. Więc dziś będzie, poniekąd. Bo tata Róży i Szymona to najlepszy tata na świecie!

„Tak, tak...” – myślicie sobie. Duża większość kobiet myśli tak o ojcu własnych dzieci. Tyle tylko, że „nasz” tata jest naprawdę idealny. Mój mąż gotuje, sprząta, robi zakupy i wstaje w nocy do dzieci. Po wyjątkowo kiepskiej nocy bierze rano całe to towarzystwo, karmi, przebiera, zabawia i daje mi pospać. Jest mistrzem pakowania zmywarki i prasowania swoich koszul. Zajmuje się ogrodem, psem i kurami. Potrafi naprawić zepsuty bojler i cieknący kran. Zajmuje się dziećmi; wymyśla im kreatywne zabawy, angażuje w swoje własne obowiązki. Nie lubi piłki nożnej, nie chodzi z kolegami na piwo i nie gra w gry komputerowe. Zadziwia mnie każdego dnia! Podczas gdy ja ze łzami w oczach zastanawiam się jak wyciągnąć garnek z lodówki trzymając na rękach niemowlę, on bierze na spacer psa i dwójkę dzieci i nie lamentuje, gdy wraca z młodszym na rękach i ze starszym na barana. Ja po całym dniu bez niego użalam się jak to ciężko było, jak nie zdążyłam zjeść obiadu i nakarmić kota, on po moim powrocie prezentuje mi wypucowany dom, ciepłą kolację i dzieci smacznie śpiące w swoich łóżeczkach. Nie wiem jak on to robi, chyba jakieś czary! 


Robert twierdzi, że go nie doceniam, że nie zdaję sobie sprawy jak jest w innych domach. Miewa do mnie żal, że kiedy wróci do domu po pracy, ugotuje mi obiad na następny dzień i posprząta zalegający wokół bałagan, którego ja przez cały dzień nie tknęłam nawet palcem, to nigdy nie okazuję swojej wdzięczności. I chyba rzeczywiście tak jest. Ja po prostu nie uważam, że jak facet zakasa rękawy i zrobi całkowicie zwyczajne prace domowe to należą mu się jakieś szczególne pochwały. Myślę, że tak po prostu powinno być. Różnie można podzielić się obowiązkami. Nie twierdzę teraz, że facet powinien robić w domu wszystko tak, by jego partnerka mogła tylko leżeć i pachnieć. Problem pojawia się wtedy, gdy mężczyzna nie potrafi wykonać pewnych czynności związanych z domem lub dziećmi (i przez kilka lat nie wykazał chęci, aby się ich nauczyć) albo umie je wykonać, ale twierdzi, że są to zajęcia przeznaczone dla kobiety, nawet wtedy, gdy tak jak on, spędziła cały dzień w pracy. Niektórzy uważają, że jeśli kobieta nie pracuje zawodowo, a zajmuje się dziećmi, to siłą rzeczy w zakresie jej obowiązków leży też dbanie o dom, ale ja się z tym nie zgadzam, bo cały dzień z dziećmi naprawdę do najłatwiejszych nie należy.

U nas podział obowiązków jest bardzo płynny. Są pewne czynności, którymi się nie wymieniamy (ja na przykład nigdy nie prasuję), ale zazwyczaj o tym, kto przygotuje obiad decyduje jakość naszego snu poprzedniej nocy i to, kto miał cięższy dzień. Jeśli jesteśmy razem w domu, zazwyczaj jedno zajmuje się młodszym dzieckiem, a drugie w tym czasie, z nieoceniona pomocą starszego, sprząta. Często też jedno z nas przejmuje cały komplet potomstwa, aby drugie w tym czasie mogło się zdrzemnąć. A potem robimy zmianę.

W ostatnich dniach, zupełnie przypadkiem, natknęłam się na różnych blogach na podobne wpisy. Było w nich o mężach, z przymrużeniem oka. O tym jacy to oni nierozgarnięci, jak nie potrafią sobie poradzić z kilkoma czynnościami na raz, że nie potrafią wstawić prania, ubrać dziecka, a w nocy, gdy niemowlę drze się wniebogłosy, udaje im się nawet nie obudzić. Komentarze były równie pokrzepiające; jeden mąż nie zmienia dziecku pieluch, bo mu kupa śmierdzi, a drugi zza laptopa dopytuje o kolację. Jednak nie sama postawa opisanych panów mnie przeraża, ale fakt, że mówi się o nich w żartobliwej konwencji. A wiesz, ten mój Stefan to nawet nie umie sobie jajecznicy usmażyć i nie wie gdzie się wrzuca brudne rzeczy do prania. Haha! Tacy to są ci faceci. Za to ich przecież kochamy. Skąd się takie baby biorą?! Jak można do tego dopuścić?!

Nie przesadzę jeśli powiem, że gdyby mój partner przejawiał choć cień podobnych cech, to rozwód byłby jedynie kwestią formalną. Co ja mówię?! Przecież on w ogóle nie miałby szansy ze mną zamieszkać! Bo rodzic, który nie wie gdzie trzymane są spodnie jego dziecka i który z umęczoną miną pyta, czy naprawdę musi wziąć to dziecko na ręce jest, że tak powiem, pipą na resorach, bez względu na to jakiej jest płci. I dobroduszne przyzwalanie na podobną gamoniowatość jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Mamy XXI wiek, mogłoby się wydawać, że nikogo nie dziwi już chłopiec bawiący się lalką albo taki, który w przyszłości chce zostać księżniczką Elsą, ale tak naprawdę chłopców ciągle wychowuje się inaczej. Nie zachęca się ich do zabaw „dla dziewczynek”. Bo jeszcze coś mu się w głowie poprzestawia, zapomni o zadaniach, które przygotowało dla niego społeczeństwo i homoseksualizm murowany! A potem rosną takie kaleki, których jedynym zadaniem w domu jest nadzorowanie postępów przygotowania obiadu zza monitora komputera.

Z okazji Dnia Taty życzę Wam partnerów, którzy potrafią być ojcami i zadanie to przyjmą z radością, bez oczekiwania na oklaski za coś, co jest najnormalniejszą rzeczą na świecie. A mojemu mężowi, którego siłą dziś zmuszę do przeczytania tego posta, życzę, aby ten entuzjazm i anielska cierpliwość pozostały w nim na zawsze. I przepraszam, że czasami jestem taka okropna. No! 



14 komentarzy :

  1. Mój mąż niestety pracuje od 5rano do 20wieczorem. Więc synka widzi tylko w weekendy, wtedy ja mam wolne a On zajmuje sie synkiem. Choć gotować nie umie, sprzątanie wychodzi mu z miernym skutkiem, to uwielbiam patrzeć jak wesoło bawi sie z synkiem. I cieszę się tym, bo w większości rodzin jakie znam tatuś siedzi przed telewizorem i krzyczy żeby dzieci były cicho bo filmu nie słyszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Zuzanno!
    Czytam twojego bloga od dłuższego czasu. Jestem zachwycona twoim językiem i oczytaniem, ale czasami odnoszę wrażenie, że jesteś ciut niedojrzała. Dlaczego tak uważam? Z jednej strony chylę czoła przed Tobą, gdy czytam o calusieńkim dniu, kiedy zostajesz sama z dziećmi ( a wcześniej z Różą, która wedle twoich słów jest dzieckiem wymagającym). Z drugiej zaś strony odnoszę wrażenie, że twoje obowiązki ograniczają się ''tylko'' (w cudzysłowie bo sama jestem mamą i wiem jak to jest) do opieki nad dziećmi i zajmowaniem się domem, a gdzieś albo wprost albo między słowami zdarza mi się odnieść wrażenie, że to i tak za wiele i że nie uważasz, aby powinny być one priorytetem. Bardzo też oburzył mnie komentarz na funpage'u twojego bloga, gdzie pisałaś o własnym mężu per ''starym pryku''. Czy był taki moment w twoim życiu, że byłaś sama sobie sterem i okrętem? Czy od razu spod skrzydeł rodziców przeszłaś pod skrzydła męża?

    Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, po pierwsze to tak, jestem bardzo niedojrzała, zwłaszcza emocjonalnie, jak sama zauważyłaś w kolejnym komentarzu – czuję się dzieciakiem (to nawet dobre określenie; „dzieciakiem”, a nie „dzieckiem”). Nie potrafię jednak za bardzo powiązać tej niedojrzałości z tym, o czym piszesz. Faktycznie, nie mam innych obowiązków. Ale jakie miałyby one być? W ciągu ciążowo-macierzyńskim nie miałam jeszcze okazji pracować zawodowo (i choć bardzo nie chcę, to przyjdzie niebawem pora i na to), nie mam schorowanych krewnych, którymi musiałabym się opiekować, nie udzielam się charytatywnie. Co jeszcze mogłabym robić?
      Opieka nad dziećmi... Czasami narzekam (bo trudno nie narzekać, jeżeli od ponad dwóch lat nie przespało się ciągiem dłużej niż 3 godziny – true story!), a lubię narzekać głośno, ale opieka nad dziećmi jest dla mnie absolutnie najważniejsza i czuję się wspaniale zajmując się właśnie tym. Naprawdę nie nuży mnie czytanie tysięczny raz tych samych książeczek, uwielbiam zabawy w piachu i błocie, klocki, puzzle. Być może wynika to ze wspomnianej „dzieciakowatości”. Co do zajmowania się domem, to bardzo marna ze mnie gosposia i tak, nie jest to mój życiowy priorytet. Z dwójką naprawdę nie ma zbyt wiele czasu na ogarnięcie czegokolwiek, ale zanim urodził się Szymon, a ja byłam tylko z Różą to faktycznie, gdybym chciała – mogłabym doprowadzić dom do stanu idealnego. Dla mnie jednak priorytetem jest po pierwsze dziecko, a więc wspólne zabawy, gry, praca rozwojowa. A po drugie – ja sama. Mając wolny kwadrans nie mam zamiaru dogorywać nad odkurzaczem (no chyba, że Róża ma na to ochotę, bo zdarza się i tak). Siadam i czytam, bo to dla mnie bardzo ważne, bo to moja wielka pasja. Naprawdę nie widzę w tym nic złego. Jak nie dziś to jutro, bałagan nie zając. Żyje nam się dobrze w ten właśnie sposób.
      „Stary pryk”?! Jezus Maria! Czy możesz mi przypomnieć kiedy i przy jakiej okazji tak napisałam, bo naprawdę nie pamiętam. Oczywiście nie traktuję Roberta w ten sposób, jeżeli tak napisałam to musiał to być jakiś żart. Jesteśmy razem od ponad 9 lat, nasz związek to raczej kapcie i pomidorowa, ale niesamowicie się kochamy, wspieramy i co najważniejsze – przyjaźnimy. Już kilkukrotnie pytano nas czy jesteśmy rodzeństwem (kolejne true story!), bo takie relacje między nami panują. Dlatego za trochę krzywdzące uważam sformułowanie, że jestem pod skrzydłami męża. Kojarzy mi się z byciem utrzymanką, jakąś nieporadną istotką, która „dobrze wyszła za mąż”. Spod skrzydeł rodziców nigdy chyba nie wyjdę. Wszystko co mam zawdzięczam im, moja mama ciągle bardzo nam pomaga. Nigdy nie byłam zdana na siebie, nie pracowałam i bardzo boję się tej nieznanej mi sytuacji, ale o tym też już pisałam.

      Usuń
  3. A czemu oceniać tak inne związki jak komuś z tym dobrze, to czemuż to zaraz odsądzać ludzi o czci i wiary? Ludzie dobierają się na tak różnych zasadach i w tak różnych zależnościach i konfiguracjach... Dopóki im ze sobą dobrze, to czyja to sprawa co, kto robi i ile potrafi? I cóż, mój mąż chodzi z kumplami na piwo, a gdy ja chcę iść na to piwo z koleżankami, to też nie ma problemu. I co w tym złego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fanki piłki nożnej też pewnie nie byłyby uradowane, gdyby ich mężczyzn nie interesowały mistrzostwa Europy. To zdanie miało być śmieszne, myślałam, że to widać, widocznie nie. Moim ideałem mężczyzny jest taki, który nie chodzi do pubów i nie podnieca się nową grą komputerową i takiego właśnie mam. Jeśli ktoś ma inny model życia to super, w żadnym miejscu go nie krytykuję. Krytykuję za to „ojców”, którzy nie angażują się w życie rodzinne i wychowanie dzieci, bo wolą w tym czasie scrollować fejsa. Można taki układ zaakceptować i w nim żyć, ale dla mnie taka sytuacja jest całkiem do bani.

      Usuń
    2. Jest śmieszne! :) Niestety jak nie wstawisz teraz emotikonki to już ludzie nie potrafią wyczuć ironii albo żartu. Świetny tekst. Zgadzam się, że podział obowiązków to podstawa, a przede wszystkim zgadzam się, że nie ma nic gorszego niż kobitki, które się śmieją ze swoich nieporadnych „Stefanów” i to ich „za to ich przecież kochamy”. Ja tam kocham swojego męża za czułość, szczerość i pomoc, a nie za to, że nie umie ugotować makaronu. I niestety to właśnie takie panie odpędzają też swoich synów, którzy chcą popatrzeć jak mama gotuje ze słowami „to nie jest zajęcie dla chłopców, idź się pobawić autkami”. Majka

      Usuń
  4. Uwielbiam takie komentarze Kejt... Nie oceniłam związku Zuzanny. Baaa...gdyby dobrze poszukać, to można by było znaleźć posty w których opisuje, że sama Zuzanna czuje się dzieciakiem (post o skończeniu studiów i tego, co dalej z tym faktem zrobić).

    Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, Agato, że komentarz Kejt nie był krytyką w stosunku do Ciebie, ale do mnie i tego co napisałam. :)

      Usuń
    2. Tylko do tego, co napisałaś moja droga! Nie do Ciebie. Po prostu taka retoryka zero-jedynkowa no me gusta. Picie piwa, czy zamiłowanie do "męskich" rzeczy w stylu piłka czy motocykle, oraz jak widzisz na własnym przykładzie- choćby wędkowanie, nie oznacza z góry braku zaangażowania w ojcostwo czy w ogóle życie rodzinne jako takie. Wiem, że czasem trzeba podkoloryzować, żeby tekst był "cięty", ale imho te oceny są trochę płytkie i nieprawdziwe. Mogłabym w tym samym stylu napisać, że żal mi pantoflarzy, którzy nie mają życia poza chałupą, własnego zdania, własnych kumpli, aktywności, którzy po robicie muszą zapitalać w kuchni, bo "Stara" nie daje im przestrzeni na bycie kimś poza mężem i ojcem. A wszystko znoszą po cichu i jeszcze tej swojej heterze przytakują. W zamian nawet buziaka czy dziękuję nie usłyszą, a co tam mówić o jakichś miłosno-erotycznych, czy choćby czułych ekscesach, pogłaskaniu po głowie czy choćby klepnięciu po plecach. Ale wiem, że taka retoryka jest niesprawiedliwa i krzywdząca, bo ludzie sobie jakoś własne życie układają. I co pasuje jednemu, drugiemu już niekonieczne:)

      Usuń
  5. Mój Łukasz też będzie świetnym ojcem :) ale żeby to sprawdzić musimy jeszcze kilka lat poczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uderz w stol, a nozyce sie odezwa. Odezwaly sie panie, ktorych maz zajmuje sie tylko praca, a po pracy piwem, TV albo kolegami i nie wyobrazaja sobie, ze moze byc inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Już dawno chciałam dodać tutaj swój komentarz, ale zjadła mnie zazdrość. Ubolewam, że mój Mąż nie wygląda tak dobrze w koszuli jak Twój. I że nie zakłada tych koszul do grabienia. Ale jakoś odnajdujemy consensus życiowy, bo smaruje mi ten chleb rano i wieczorem i nie złości się, gdy nie ma ciepłej kolacji. Ale muszę z zażenowaniem przyznać, że mimo swoich zalet, wypuścił syna z domu w piżamie, gdyż takie spodnie leżały na wierzchu sterty spodni.

    OdpowiedzUsuń
  8. Twoje teksty Zuzanno chłonie się jak gąbkę, może też dlatego, że fajnie mieć 'takiego męża' ;) i własny dom.. no właśnie, jak Ci się mieszka w domu na wsi, jak często określasz na 'zadupiu czy odludziu'. Ja też mieszkam na wsi, ale prawdę mówiąc, nie mając sąsiadów za płotem, drżałabym za dnia a w nocy nie zmrużyłabym oka. Nie chodzi tylko o jakieś lęki, ale o zdrowy rozsądek.. wybierając działkę budowlaną na wsi, braliśmy pod uwagę właśnie sąsiedztwo - zawsze ktoś blisko, może pomóc, mniejsza szansa napadu, kradzieży.. Niestety takie czasy i większa świadomość, tego co może się zdarzyć :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korzyści braku sąsiadów przeważają dla mnie nad mankamentami. :) Poza tym mamy bardzo groźnego psa, który nikogo nie wpuści. ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...