wtorek, 21 czerwca 2016

TOP 5 ulubionych książek Róży



Sympatie mojej córki przychodzą i odchodzą. Przez wiele tygodni bawi się garnkami, aż nagle, któregoś dnia przestają ją interesować zabawy w kuchni i przerzuca się na narzędzia. Tak jest też z literaturą. Książka, którą męczymy po kilkadziesiąt razy dziennie nagle przestaje się liczyć, a na jej miejsce wchodzi coś zupełnie innego, dotąd darzonego jedynie pogardą. Dzisiejsze zestawienie może być więc już jutro nieaktualne. Ale od dobrych kilku miesięcy to właśnie te książki (a wybór, jak wiecie, mamy nie mały) stanowią absolutną czołówkę u wiecznie zaczytanej dwulatki. 

1. Room on the Broom Julia Donaldson, Axel Scheffler


Książek Julii Donaldson mamy bez liku (pisałam już o niej TUTAJ i TUTAJ). Róża, na szczęście, lubi je równie mocno jak ja. Kilka tytułów mogłabym wskazać wśród tych najczęściej czytanych, ale to właśnie „Room on the Broom” jest bezapelacyjnym numerem jeden. Historia poczciwej czarownicy to książka, która od kilku już miesięcy detronizuje absolutnie wszystkie inne. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy została przeczytana, ale myślę, że idzie to już w tysiące. Nie muszę chyba dodawać, że obie znamy każde jej zdanie na pamięć (ja w brzmieniu kanonicznym, Róża po swojemu, co brzmi okropnie śmiesznie; bez zająknięcia recytuje kto w jakiej kolejności wchodzi na miotłę, co gubi czarownica, co wrzuca do kociołka).





Książka zapoczątkowała też u Róży prawdziwą fascynację magią, smokami, czarownicami, różdżkami i latającymi miotłami. Uwielbia te wątki w innych książkach i bardzo chętnie bawi się w ten właśnie sposób. Ma swoją różdżkę (fragment starego wałka do ciasta), którą wywija mamrocząc zaklęcia, tworzy magiczne mikstury, a zamiast spokojnie chodzić – lata na miotle. Na miotle sadza też psa i kota, bo przecież w książce siedzą! :)




Książka została wydana także po polsku jako „Miejsce na miotle” (wyd. EneDueRabe). Według mnie tłumaczenie zniszczyło i spłyciło tę historię. Julia Donaldson mistrzowsko operuje słowem, a tłumaczowi nie udało się tego dokonać aż w takim zakresie.   

2. Five Toy Tales


Pamiętacie jak pisałam o serii Step Into Reading (KLIK!)? Ta książka to właśnie opasły zbiór pięciu opowiadań z poziomów pierwszego i drugiego. Wszystkie powstały na podstawie filmów „Toy Story”, a te Róża po prostu UWIELBIA! Kiedy więc dostała książkę o znanych sobie bohaterach i wydarzeniach – była wniebowzięta i tak jej zostało aż do teraz. Opowiadania w zbiorze są luźną adaptacją przygód zabawek w wersji filmowej, pojawiają się te zupełnie nowe przygody, które dzieją się już po zakończeniu trylogii. Czytamy je wszystkie na okrągło. Nie, nie lubię ich, ale co zrobić?

Tekst, jak to w książkach z tej serii, jest bardzo prosty i przystępny, pełen prostych zdań. Swoją drogą to świetna metoda nauki języka angielskiego, nawet dla najbardziej opornych. Wydawnictwo proponuje tematyczne książki o najróżniejszych bohaterach z filmów animowanych (głównie disneyowskich) i każdy znajdzie tu coś dla siebie. 







3. Where the Wild Things Are, Maurice Sendak


Amerykański klasyk, wydany po raz pierwszy w roku 1963. Znany i kochany od pokoleń, co roku w wielkanocny poranek czytany dzieciom przez Obamę (o, TU!). 

Kupiłam dawno temu, kiedy kolekcjonowałam dopiero biblioteczkę dla dzieci upragnionych, a wciąż nienarodzonych. Kupowałam wtedy wszystkie anglojęzyczne klasyki, jak leci. Kiedy dzieło Sendaka do mnie dotarło byłam mocno zawiedziona – nie podobało mi się. Dziwaczne to, nieładne i w ogóle jakieś takie bez sensu. Do dziś tak naprawdę nie lubię tej książki. Lubi ją za to moja córka. Ale nie tak jak inne książki, tylko zupełnie inaczej, wyjątkowo. Bo i sama historia jest wyjątkowa. Zarówno tekst, jak i ilustracje są wieloznaczne i symboliczne (ta ich dziwność...), książkę można zrozumieć na wiele różnych sposobów. Róża zawsze słucha „Where the Wild Things Are” w dużym skupieniu, jakby rozmyślając o tym, czego doświadcza. Przy żadnej innej książce tego nie zauważyłam. Często sama wyciąga „Stwory” z półki i w ciszy kontempluje ilustracje. Trudno mi to opisać, ale to naprawdę niesamowite. Gołym okiem widać, że historia Maxa bardzo silnie na nią oddziałuje. Nie wiem jeszcze czy to dobrze.






Czasem rozładowuję tę ciężka atmosferę i zamieniam się w Dzikiego Stwora. Bo musicie wiedzieć, że jestem w pokazywaniu zębów, pazurów i dzikich harców prawie tak dobra jak para prezydencka Ameryki. A Róża pęka wtedy ze śmiechu.

Książkę w języku polskim („Tam, gdzie żyją dzikie stwory”) wydało wydawnictwo Dwie Siostry. Tłumaczenia jednak nie widziałam, więc się nie wypowiem. 



4. The Cat in the Hat, Dr. Seuss



Kolejny amerykański klasyk, wydany w 1957 roku, najbardziej znana książka autora. Od jakichś dwóch lat mam w planach post o Doktorze Seussie, ale jak widzicie, bez wyraźnych rezultatów. W dużym więc skrócie napiszę, że to jeden z moich ulubionych autorów tworzących książki dla dzieci. Czytamy ich bardzo dużo i tak jak w przypadku Donaldson także i tu mogłabym wskazać kilka tych wybieranych najczęściej. Ale to właśnie „The Cat in the Hat” jest tym ulubionym.

Historia kota, który dosłownie wpada w życie znudzonego rodzeństwa i dokonuje, że tak powiem, rozpierduchy w ich domu jest niesamowicie zabawna. To jedna z pierwszych książek, w których Róża załapała humor sytuacyjny, a przynajmniej niektóre jego elementy. To także, jak to u Seussa, mistrzowska żonglerka słowem i rymem.




I ta książka została wydana po polsku, choć było to dawno temu i dziś tytuł dostępny jest już pewnie tylko w bibliotekach. „Kota Prota”, tak jak poprzedniej książki, na oczy nie widziałam, więc do jakości przekładu się nie wypowiem (ale tłumaczył  Barańczak, więc chyba nie może być źle). 



5. Polscy poeci dzieciom (wyd. Olesiejuk)


Najmłodsza stażem książka w tym zestawieniu, jedyna po polsku. Ilustrowany zbiór najsłynniejszych wierszy polskich poetów. Róża bardzo lubi teksty rymowane, zawsze je zresztą lubiła i to się nie zmienia. Zauważyłam jednak, że niechętnie podchodzi do klasycznego Tuwima i Brzechwy. Okazało się, że w książkach, z których czytam jej wiersze jest za mało ilustracji, a ona ilustracje w książkach wspólnie czytanych mieć ciągle musi. Porzuciłam więc piękne, klasyczne, pamiętające jeszcze czasy mojego dzieciństwa wydania poezji i zaczęłam przeszukiwać kosze w supermarketach. Znalazłam to i efekt był natychmiastowy. Dziś to jedna z naszych najbardziej ukochanych książek.

Ilustracje jakie są – widać, według mnie nie ma tragedii. W zbiorze znajdziemy kilka najbardziej znanych utworów Konopnickiej, Tuwima, Fredry i Kozłowskiej. To właśnie długie, baśniowe opowieści autorstwa ostatniej wymienionej pani Róża szczególnie uwielbia, choć tak naprawdę wszystkie wiersze z książki mamy opanowane do perfekcji. Teraz szukam jakiegoś ilustrowanego Brzechwy, bo Brzechwy w tym tomie bardzo brakuje. Jeśli macie jakieś propozycje – koniecznie piszcie! 






****

Wybór ulubionej książki przez dziecko jest sprawą bardzo subiektywną i, wydaje mi się, przypadkową. Dlatego nie traktujcie tego zestawienia jako rekomendacji, bo tak naprawdę nie ze wszystkimi wyborami mojej córki ja się zgadzam. :)  

Poza wspomnianymi tu książkami są jeszcze ukochane serie. O Kici Koci i Zuzi już pisałam (KLIK!). Niedługo kolejni ulubieńcy, tym razem w wydaniu męskim. :)

A jak wybory Waszych dzieci? Zgodne z Waszym gustem czy może znalezione przy kasie w Biedronce? Dajcie znać! :)


Koniecznie przeczytaj też:


11 komentarzy :

  1. Wygląda na to, że dobrze zrobiłam nabywając jako pierwszą książkę Donaldson "Room on the broom" :) A Brzechwę polecam w wydaniu pt "Androny" - miałam taką jako dziecko, niestety, nie przetrwała mojej siostry ;) - na szczęście jest reedycja, uwielbiam ją! Okładka wygląda tak:
    http://ecsmedia.pl/c/androny-b-iext6147555.jpg
    Pozdrawiam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejrzę jak będę miała okazję, dzięki!
      "Room on the Broom" jest super, ale ja osobiście najbardziej lubię "Stick Man". Tak bardzo uwielbiam to czytać na głos, że nawet jak Róża już się znudzi i gdzieś pójdzie, to ja sobie czytam do końca. :D

      Usuń
  2. Ale super, że jej czytasz po angielsku! :)

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie cudne książeczki! Świetnie, że czytasz małej po angielsku, bardzo dużo się przez to nauczy. Wszystkie książki mają piękne ilustracje...
    Pozdrowienia dla Ciebie i Różyczki! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja chrześnica kocha Andersena :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Róża też bardzo lubi baśnie, ale nadal w formie uproszczonej i z dużą ilością ilustracji. Przez oryginalnego Andersena by jeszcze nie przebrnęła.

      Usuń
  5. Moje dziecko ma na razie 2 miesiące i ostatnio odkryło biblioteczkę. Gapi się na nasze książki z wielką fascynacją. Przy tym książeczki dziecięce (kontrastowe i jedna tekstylna z Ikei) nie budzą zupełnie zainteresowania.

    Ale mam pytanie do Ciebie. Czy w jakiś sposób wprowadzałaś Róży angielski przed rozpoczęciem czytania w tym języku? I kiedy warto zacząć czytanie dziecku? Kompletnie nie wiem, z której strony ugryźć temat, a bardzo bym chciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, zacznę od linków, bo pisałam już o tym i nie wytłumaczę tu tego dokładniej. :)
      Po angielsku mówiłam i czytałam od początku, ale nie jakoś na siłę i tylko w języku obcym, po prostu czasami, jak miałam ochotę. Pisałam o tym tutaj: http://www.panna-swawolna.pl/2015/04/ograniczona-dwujezycznosc.html a tutaj co z tego wyszło po dwóch latach: http://www.panna-swawolna.pl/2016/01/ograniczona-dwujezycznosc-jak-nam-idzie.html
      Nieskromnie dodam, że uważam to, co robiłam za genialne, bo przyniosło rezultaty, o jakich nawet nie marzyłam. Nawet jednak jeśli nie chcesz do dziecka mówić w języku obcym, bo uważasz to za nienaturalne, to bardzo zachęcam do czytania. Dziecko to wszystko zapamiętuje, a słownictwo i struktury gramatyczne z książek zostaną już z nim na zawsze. Poza tym tyle jest wspaniałych książek, które nie ukazały się w Polsce, że szkoda by było, aby przeszły nam koło nosa. :)

      Co do czytania, to też najpierw rzucę linkiem :P http://www.panna-swawolna.pl/2015/01/czytanie-dziecku-z-dzieckiem-i-pomimo.html
      Ja czytałam dosłownie od pierwszych dni życia. Czytałam na głos swoje własne książki, nie wybierałam wtedy książek dla dzieci. Tak nam to weszło w nawyk, że nawet teraz jak Róża mnie widzi z książką, to każe mi czytać na głos. :) Samą książką zainteresowała się Róża mając jakieś 4-5 miesięcy, oczywiście na początku tylko je gryzła. Jak miała pół roku to zaczęło ją interesować przerzucanie stron, elementy dotykowe. Świetnie się wtedy sprawdziła ta seria: http://www.panna-swawolna.pl/2015/03/i-love-touchy-feely-seria-thats-not-my.html

      Usuń
  6. Ja ze swojej strony mogę polecić "Sto bajek" oraz "Brzechwa dzieciom" (http://www.nieperfekcyjnie.pl/2013/12/brzechwa-dzieciom-sto-bajek-jan-brzechwa.html).
    Dużo czytamy z Jasiem, ale na razie ciężko mi określić, które książki są jego ulubionymi, bo zazwyczaj traci zainteresowanie po paru przewróconych stronach. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jeszcze długo tego nie stwierdzisz. :D
      Właśnie wybrałam jakiegoś "Brzechwę dzieciom" z wydawnictwa Siedmioróg, ale z inną okładką. Za 10 złotych! :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...