czwartek, 8 września 2016

Moje książeczki, czyli o tym jak literatura łączy pokolenia



Każdy nasz wieczór to niekończące się negocjacje. Hej, to przecież dopiero dwudziesta druga i jeszcze wcale nie trzeba iść spać! Codzienne wymyślamy kreatywne rozwiązania. Ona leżąc już w łóżku przypomina sobie, że jest głodna, że chce jej się pić, że musi iść do łazienki i powiedzieć „dobranoc” kotom. Ja opracowuję sposoby mające ją zatrzymać w sypialni na jak najdłużej. Każdego dnia prześcigamy się w licytacjach. Ona przekonuje, że chce jeszcze jeden kubek mleka. Ja obiecuję, że przecież nie będziemy jeszcze spać, tylko sobie poczytamy. Tu ją mam! Z półki wyciąga kilka grubych książek. „Citaj!” – nakazuje. Całe! Mija godzina, potem druga, robi się niebezpiecznie późno. Szeroko otwarte oczy chłoną kolejne strony pełne kolorowych ilustracji. Jeszcze nigdy nie zdarzyło jej się zasnąć przy książce. 

Mój ideał książki na dobranoc? Gruba (jeśli jest za cienka, istnieje ryzyko, że będziemy musiały tę samą lekturę przeczytać dziesięć razy), podzielona na opowiadania (czasami udaje mi się któreś sprytnie przeskoczyć i tym szybciej dobrnąć do końca), wywołująca pozytywne emocje (uwielbiam czytać z Różą, ale późną nocą marzę jedynie o tym, aby jak najszybciej iść spać). Zgodnie z zasadą „dla każdego coś miłego” – znalazłyśmy!





„Moje książeczki” to kolejny reprint (po serii „Poczytaj mi, mamo”) wydawnictwa Nasza Księgarnia. Grube, pięknie wydane tomy w twardych oprawach, a w nich kilka opowiadań, które przed laty wydawane były w oddzielnych woluminach. W zasadzie to już nie moje pokolenie, kolejne tomy serii ukazywały się zanim się urodziłam. Kilka z nich miałam jednak po starszej siostrze, inne znalazłam u babci, czytał je mój tata, kiedy był mały. Do dziś mam na półce niektóre z nich. Z ogromnym sentymentem wspominam kota w czerwonych butach na tylnej okładce i z łezką w oku przypominam sobie tak dobrze znane mi teksty i ilustracje. Przyznam szczerze, że kiedy teraz, po wielu latach, po raz pierwszy czytałam „O Jasiu Kapeluszniku” (niegdyś moją ukochaną książkę, wysłuchaną kilkaset razy, zawsze na kolanach babci) – wzruszenie odbierało mi głos tak długo, aż w końcu rozbeczałam się wprost na ramię mojej dwuletniej córki. 



Pierwszy tom dostała Róża na Gwiazdkę, drugi ukazał się niedawno. Oba szturmem wdarły się na naszą toplistę wieczornych lektur. Nie wiem jaki macie stosunek do zbiorczych wydań „Poczytaj mi, mamo”. My mamy na półce wszystkie wydane do tej pory tomy i lubimy do nich wracać, jednak szkolne i domowe, mocno realistyczne perypetie dzieci z minionej epoki trącą myszką tak mocno, że bywają niestrawne. Mam wrażenie, że opowiadania w „Moich książeczkach” mocniej ocierają się o baśniowość i elementy fantasy, a przez to nie tracą na aktualności. Dla współczesnego czytelnika są nadal ciekawe i całkowicie zrozumiałe. Można tu dostrzec upływ czasu, ale ta niedzisiejszość dodaje tylko opowieściom uroku. Współczesna literatura dla dzieci stoi na wysokim poziomie i ma wiele do zaoferowania, ale opowiadania sprzed kilkudziesięciu lat to jednak zupełnie inna kultura i jakość. Klasyczne są tu nie tylko teksty najznakomitszych polskich autorów, ale także niesamowite ilustracje, które chyba najbardziej oddają ducha minionej epoki. Tu polecę banałem: takich ilustracji już nie ma. Na dodatek wydanie książki odwołuje się do pierwotnego wyglądu serii; duży format, gruby, kredowy papier – prawdziwy skarb domowej biblioteczki! Cieszę się, że moje dzieci mogą poznawać taką klasykę. Poza tym, przyda nam się nowe, nieco bardziej zadbane wydanie. ;) 







„Moje książeczki” to świetna lektura dla młodszych (dwuipółlatka dzielnie daje radę; opowiadania są długie, ale ilustracji jest sporo) i starszych dzieci, które zachwycą się klimatycznymi opowieściami. Dla rodziców, którzy z rozrzewnieniem wrócą do swoich dziecięcych lektur. Dla każdego! To klasyka w najczystszym wydaniu. 





Moje książeczki. Księga pierwsza
Moje książeczki. Księga druga
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

***
Jak widzicie – zrobiłam sobie blogowe wakacje. Nie, nie jestem z nich dumna i mam nadzieję, że dobiegły one wreszcie końca. W razie czego możecie być na bieżąco zaglądając na mojego Facebooka albo – tu nowość! – Instagrama. :) 


Koniecznie przeczytaj też inne recenzje książek dla dzieci




7 komentarzy :

  1. O rany, a ja chyba nie słyszałam wcześniej o żadnej z tych książek. Jednak zaintrygowałaś mnie szczególnie Jasiem Kapelusznikiem - wiadomo z jakich względów. ;-) Uwielbiam takie wznowienia z zachowanymi oryginalnymi ilustracjami. Te wspomnienia... och. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyglądają tak pięknie, że mimo iż dziecka jeszcze nie mam, to chyba je zakupię :) na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już gdzieś czytałam recenzję o ,,Moich książeczkach", tylko nie pamiętam gdzie :P Kurcze wydanie jest mega ! piękne !! mam słabość do tego typu rysunków - z ogromnym czasem. Zastanawiałam się nad zakupieniem tych książek i chyba to zrobię, bo na prawdę są fajne :)
    Co u Ciebie słychać, a może jakiś post, jak to jest z codziennością z 2 dzieci ? Chętnie poczytam :)
    pozdrawiam
    matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeny, ale boskie! Biorę!
    I Wasza biblioteczka w tle <3 <3 <3 ZAZDROOOOOŚĆ!

    OdpowiedzUsuń
  5. No wreszcie jesteś! :) W ogóle nie pamiętam takiej serii z mojego dzieciństwa, ale wygląda super!

    OdpowiedzUsuń
  6. No wreszcie jesteś! :) W ogóle nie pamiętam takiej serii z mojego dzieciństwa, ale wygląda super!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wróciłaś!!!! Tak długo Cię nie było, że zdążyłam urodzić drugie dziecko i przepłacać z tego powodu kilka nocy☺☺. Anna D.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...