niedziela, 25 września 2016

Zagrajmy! Tikal



Wreszcie wieczór. Dzieci śpią i istnieje spore prawdopodobieństwo, że nie obudzą się w ciągu następnej godziny. Nieczułym wzrokiem przesuwam po nierozpakowanej zmywarce, rozrzuconych zabawkach i kopiastej stercie suchego jak wiór prania, które spada z każdego mebla w salonie. Wzywa mnie kanapa i książka. Mimo wszystko siadam przy stole i zaczynam układać na nim wszystkie potrzebne elementy. „Chodź, już gotowe” – wołam męża, który udaje, że on i kocyk to jedność. Na początku się nie chce. Bo to rozłożyć trzeba, poleżeć nie można, a i człowiek się namyśli i napoci. Ale jednak warto! Gra wkrótce nas wciąga, nie zauważamy upływu czasu. Zamiast z kciukiem na smartfonie, kolejny wieczór spędziliśmy razem, śmiejąc się, rozmawiając, przypominając sobie, że to jest właśnie to, co lubimy.

„Tikal” wyciągamy bardzo często. To taki planszówkowy klasyk. Został wydany w 1999 roku i zdążył już ugruntować swoją mocną pozycję. Niewiele jest gier, które po tak długim czasie wciąż wywołują emocje, zachwycają nowatorskim podejściem do mechaniki. Tymczasem w „Tikalu” ciągle wszystko działa znakomicie. Nowe wydanie, które w Polsce ukazało się w zeszłym roku było moim pierwszym spotkaniem z grą. To była miłość od pierwszego wejrzenia.

Jesteśmy w samym sercu dzikiej dżungli. Tikal to jedno z najważniejszych miast starożytnych Majów. Kierujemy ekspedycją naukową, która bada ruiny miasta. Eksplorujemy dżunglę, odkrywamy świątynie i skarby. 


O co chodzi?

Gracze losowo dobierają płytki terenu (dżungla, skarb, świątynia, wulkan) i układają je na planszy. Następnie rozdysponować należy dziesięcioma punktami akcji, a można to zrobić na wiele różnych sposobów. Można wprowadzić poszukiwacza na planszę, można go między kolejnymi płytkami przemieścić. Można odkryć koleją warstwę świątyni, powołać jej strażnika, odkopać skarb, tenże wymienić albo postawić obóz. Trudne to decyzje, tym bardziej, że nasze dziesięć punktów do wykorzystania kończy się niesamowicie szybko.

Pełną instrukcję pobrać możecie ze strony wydawcy: KLIK! 

Zawartość pudełka


Jak jest?

„Tikal” to doskonały przykład gry easy to learn, hard to master, czyli takiej, w której prostota zasad łączy się rozgrywką wymagającą sporo myślenia i kombinowania. Instrukcja jest krótka i całkowicie zrozumiała, a niewielka ilość reguł sprawia, że z ich opanowaniem poradzą sobie nowicjusze w planszówkowym świecie. O lekki zawrót głowy mogą na początku przyprawiać liczne sposoby na wykorzystanie punktów akcji, ale karty pomocy natychmiast rozwiewają wszystkie wątpliwości. Jednocześnie to gra, która wymaga od gracza bardzo szczegółowej analizy sytuacji, podejmowania wielu decyzji i strategicznego myślenia. To nie jest tytuł bardzo trudny, ale i do łatwych nie należy. Myślę, że ma szansę spodobać się każdemu, bez względu na jego wcześniejsze doświadczenie z grami. 






Do czynienia mamy tu z kontrolowaniem obszarów oraz rozmieszczaniem swoich pracowników... tfu! – poszukiwaczy. Zazwyczaj tego typu gry charakteryzują się niewielką dynamiką. Ale nie „Tikal”! Tu nie można mówić o jakiejkolwiek stałej sytuacji na planszy. Nasi badacze są w nieustannym ruchu, są przemieszczani, potrzebni ciągle na innym terenie. Nie ma nudy – są emocje; gra wciąga niesamowicie mocno. 


Mechanizm zarządzania punktami akcji to jedna z najsilniejszych stron gry. Za każdym razem rozdysponować musimy dziesięcioma punktami akcji i możemy to zrobić na dziesiątki, o ile nie setki sposobów. To gwarantuje, że każda rozgrywka będzie całkowicie wyjątkowa, inna od pozostałych. Strategie wygranej są tu niezliczone, a na strategii właśnie oprzeć musimy nasze działania. Niepowtarzalność rozgrywek dostrzeżemy już na poziomie poszczególnych rund. Decyzje zaczynają się od samego początku, kiedy to płytkę terenu położyć należy na wybranym polu planszy. Płytki dobieramy losowo. W instrukcji opisano zaawansowany wariant gry, w którym kafelki wybieramy spośród kilku odkrytych, jednak ja wolę podstawową, bardziej losową wersję. Takie pojawianie się kolejnych elementów planszy nie determinuje niczyjej szansy na wygraną, za to jeszcze bardziej zwiększa regrywalność gry i czyni rozgrywkę nieco płynniejszą. 



Klimat – to kolejna rzecz warta pochwały. „Tikal” to gra niezwykle klimatyczna. Sytuację ułatwia piękna plansza i grafiki. Wykładając kolejne kafelki dosłownie widzimy i czujemy jak dżungla znika pod naszymi toporami (uwaga, ekologiczni wrażliwcy!). Do tego ruiny, skarby, starożytni Majowie, świątynie – dla mnie hit! Przyczepię się tylko to poszukiwaczy – sześcianów. Słabe to. Zwykłe meeple (pionki w kształcie ludzików) załatwiłyby sprawę. 

Początki...

dalej...

jeszcze dalej!

„Tikal” to gra przesycona interakcją, zwłaszcza tą negatywną. Nieustannie walczymy o miejsce i wpływy na planszy. Przy dwóch graczach gra przybiera trochę inny charakter. Miejsca jest sporo, dlatego zamiast na walce o terytorium skupiamy się na jak najefektywniejszym zarządzaniu swoimi punktami akcji. Zamiast przepychanki mamy wyścig. Interakcji jest tu trochę mniej, zwłaszcza pod koniec, kiedy najczęściej gracze wędrują na dwa przeciwstawne krańce planszy i każdy staje się panem na swych włościach. To zdecydowanie najsłabszy aspekt rozgrywki dwuosobowej. Mimo wszystko lubię ją, nawet bardzo, a zazwyczaj gram z mężem w parze. Przy większej ilości graczy chaos i tłok na planszy stają się tak duże, że trudno dostrzec wszelkie niuanse, gra staje się trudniejsza i bardziej wymagająca, gotowi też musimy być na bardzo niespodziewane zwroty akcji. 


Tor punktacji wokół planszy


Uwielbiam „Tikal”. Jest kilka gier, które lubię bardziej, ale „Tikal” to taka moja gra idealna, bez wad. To doskonały wybór dla tych, którzy w świecie planszówek chcieliby zrobić krok naprzód i doświadczyć wszystkiego tego, co dobra gra planszowa może zaoferować – świetną mechanikę, emocje, klimat, satysfakcję wynikającą z tego, co osiągnęliśmy za pomocą naszych własnych decyzji.

5+/6 



Tikal
Autorzy: Michael Kiesling, Wolfgang Kramer
Ilustrator: Mariusz Gandzel
Wydawca: Egmont
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 10+ (jak najbardziej!)
Czas gry: 60 minut


Koniecznie przeczytaj też inne recenzje gier planszowych!

10 komentarzy :

  1. "easy to learn"? oby, bo mam na nią ochotę od dawna, ale doskwiera mi brak towarzystwa chętnego do grania w "trudne gry" (sama zresztą też nie czuję się na siłach startować od razu na poziomie master), a na "Tikal" mam ochotę od dawna...
    jeśli piszesz, że da się nieźle pogłówkować nawet we dwie osoby, to już niemal przesądzone, co tata J. dostanie w kolejnym prezencie
    chyba że jednak 7cudów-Pojedynek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera, trudny wybór! :D "Tikal" jest trudniejszy i to działa na jego korzyść. "Pojedynek" to bardzo fajna gra, ale też bardzo prosta, nie wymaga dużego wysiłku intelektualnego, a ja w grach właśnie to myślenie lubię. Za to do grania w dwie osoby - super, lepiej niż "Tikal". Sprawdź jeszcze koniecznie "Five tribes" - ta gra to ideał! Ciągle nie mogę się zabrać za recenzję, bo nie umiem w słowach oddać jej geniuszu - bardzo proste zasady, a wysiłek intelektualny na najwyższym poziomie. A jak coś mniejszego - "Patchwork" - wg mnie lepsza niż "Pojedynek". :)

      Usuń
    2. "Patchwork" u tJ. nie przejdzie - nie ten klimat, z kolei "Five Tribes" trochę droga... Pomyśleć się nie boimy, planszowych trójkątów (jak i czworokątów oraz innych figur) też w sumie nie unikamy, więc chyba jednak "Tikal" :)
      [albo całkiem podobnie wyglądająca "Taluva", którą sobie dawno wypatrzyłam, ale jakoś nie mogę się zdecydować, bo jakoś nikt zaufany mi jej bezpośrednio nie polecił - może Wy?]

      Usuń
    3. Taluva wygląda pięknie, ale niestety nigdy nie grałam. :(

      Usuń
  2. Wiesz nigdy nie miałam nic wspólnego z grami, nawet bym pewnie nie wiedziała, że tyle ich istnieje, myślałam raczej, że świat się kończy na eurobiznesie, a wszystko inne jest jego wariacją. Jak zaczęłas pisać o grach to myślałam że nie będzie mnie to interesowało, bo przecież ja nie gram. Ale potem mnie to zainteresowało, a ostatnio kupiłam sobie nawet polecane przez Ciebie SIedem Cudów ŚWiata i to jest niesamowicie fajne! Gramy z mężem teraz dosłownie codziennie!
    Pomyślałam, że to miła informacja jako dla Ciebie - recenzentki, przekonać kompletnego laika, a nawet ignoranta. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Nawet nie wiesz jak bardzo! Cieszę się! :D

      Usuń
    2. Ha! A mówiłaś gdzieś, że "nie zarażasz" :D

      Usuń
  3. Ooo, zdążyłam już zapomnieć o tej grze! I mówisz, że jest nowe wydanie? Super! Skuszę się bardzo chętnie, bo moja gra już dawno się gdzieś zapodziała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na dodatek pierwsze polskie wydanie. Aż dziw bierze, że tak dobra gra tak późno ukazuje się w Polsce.

      Usuń
  4. Uwielbiam gry wszelakie (planszowe oczywiście) a tej nie znam, nie wiem jakim cudem ;) będę musiała zakupić :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...