środa, 26 października 2016

Ahoj, piraci!



Nie mogę się nie uśmiechnąć, kiedy spoglądam na tę grę. Spośród wszystkich tematów, które tak interesują dzieci na różnych etapach ich dorastania (no wiecie: dinozaury, kosmos, rycerze itd.) największą frajdę sprawiają mi piraci. Od zawsze fascynowały mnie ich morskie przygody i przy każdej sposobności staram się zainteresować nimi dzieciaki. „Ahoj, piraci!” to nowość z wydawnictwa Egmont. Wcielamy się w  rolę kapitanów statków pirackich, pływamy po morzu, odnajdujemy skarby.

O co chodzi?

Chodzi o to, aby zgromadzić w swym porcie dziewięć skarbów. W tym celu przesuwamy się po wyspach na oceanie. Na niektórych z nich musimy wziąć skarby, na innych decydujemy czy ładujemy łupy. Chciwość może nas zgubić – statek zbyt przeciążony zatonie. Po drodze czekają nas spotkania z innymi statkami (abordaż i przejęcie cudzych zdobyczy) albo niebezpieczne tornado.

Jakoś gry to najwyższa półka. Małe, drewniane stateczki z żaglami, skarby, które trzeba sobie nawlekać na maszty, drewniane tornado, strzałka wbudowana w planszę – cudo! No i pirackie klimaty – za to wielki plus. 

Zawartość pudełka






Jak jest?

Pierwszy mój kontakt z grą okazał się totalną porażką. Grałam w parze. Gra dopuszcza taką możliwość, 2-4 graczy – głosi instrukcja. No i można, wszystko zadziała, ale nie warto. Co najmniej trzech graczy zasiąść musi nad planszą, aby można było mówić o udanej zabawie. Trzeba bowiem wiedzieć, że „Ahoj, piraci!” to gra bardzo losowa. Najpierw rzucamy kostką i przesuwamy się dokładnie o tyle pól ile oczek wypadło, a potem wykonujemy akcję, którą narzuca nam wyspa albo kręcimy strzałką i... robimy to, co ona wylosowała. Poza tym nie dzieje się nic. Decyzji do podjęcia mamy kilka, ale nie są to rzeczy znaczące. Czasami decydujemy o tym ile skarbów załadować, świadomie też możemy zaszkodzić pozostałym graczom. Zdarzają się momenty, w których nie mamy żadnej kontroli nad tym co się dzieje. Najczęściej też czyjaś wygrana zależy od tego co wypadło mu na kostce. Bo choć swoimi decyzjami można ustrzec się przed totalną katastrofą, to nawet najlepsza strategia nie zagwarantuje nam zwycięstwa. Co zatem zrobić?

Grać w większym gronie! Gra pokazuje zalety przy trzech graczach, przy czterech robi się naprawdę fajna. Czy znika losowość? Nie, ale wypływają inne atuty, których zapowiedzi nie było nawet widać wcześniej. Pojawia się bardzo duża interakcja. Grając w parze nie zdarzyło nam się nigdy spotkać, teraz statki bez przerwy będą się ze sobą stykać, a to gwarantuje dużo ciekawych zwrotów akcji. Sens zacznie też mieć przemieszczanie tornada. Wcześniej ustawialiśmy je gdzie bądź, czasami tylko mogąc komuś zaszkodzić. Teraz umiejscowienie znacznika będzie wymagało od nas zastanowienia i przeanalizowania sytuacji na planszy, często będziemy mogli zdecydować komu dowalić uciążliwy kataklizm. To wszystko sprawia, że gra w powiększonym składzie staje się ciekawa, dynamiczna, zabawna i emocjonująca. 






Gra dla dzieci

Gra uczy podejmowania nieoczywistych decyzji. Dzieci na początku będą chciały załadować na swoje statki jak najwięcej skarbów, ale to nie zawsze najbezpieczniejsze rozwiązanie. „Ahoj...” wprowadza też elementy myślenia strategicznego w zakresie oceny i zarządzania ryzykiem. Do tego liczenie i kalkulowanie, zwłaszcza jeśli chcemy zaszkodzić pozostałym.

Nie jestem przeciwniczką losowości, jej niewielka ilość jest dla mnie obowiązkowym elementem każdej dobrej gry; zapewnia regrywalność i wprowadza emocje, zwłaszcza w grach dla dzieci. Wiem też, że losowość nie przeszkadza dzieciom, „szczęście” w grze traktują one niemal jak jedną z umiejętności społecznych. Mimo wszystko tu jest jej trochę za dużo, nawet jak moje niewygórowane standardy. Zwłaszcza, że to gra w kategorii 6+, a sześciolatek jest w stanie pojąć znacznie bardziej skomplikowane mechanizmy. Z drugiej strony gra w czteroosobowym składzie to po prostu dobra zabawa. Losowość determinuje dużo zaskoczeń. Rodzice raczej nie będą mordować kolejnych partii, kiedy ich podopieczni pójdą już spać, ale dzieciaki ją uwielbiają. Wcielanie się w piratów, miniaturowe skarby i stateczki oraz możliwość sprawienia kompanom łupnia* to przepis na sukces.

*Zazwyczaj dzieci lubią szkodzić sobie nawzajem, nie wszystkie jednak będą się z tym jednak czuły dobrze, zwłaszcza w gronie rodziny. Gra serwuje sporą dawkę negatywnej interakcji. 




 „Ahoj, piraci!” wchodzi w skład serii „Zagraj ze mną” przeznaczonej dla najmłodszych graczy, charakteryzującej się bardzo solidnym i estetycznym wykonaniem. Każdy z tytułów odniósł za granicą duży sukces i uhonorowany został licznymi nagrodami. 


Ahoj, piraci!
Autor: Manfred Ludwig
Wydawca: Egmont
Liczba graczy: 2-4 (3-4!)
Wiek: 6+
Czas gry: 20-30 minut

Koniecznie przeczytaj też inne recenzje gier planszowych.

 

6 komentarzy :

  1. Piękna, tylko droga strasznie. :-( Skąd tu brać fundusze na te wszystkie gry? :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, gry są drogie, ale uważam, że warto w nie inwestować. Na tę jest obecnie promocja na Arosie i Bonito -40%. Zawsze można też rozdysponować w rodzinie prezenty na zbliżającą się Gwiazdkę. Ja swoja listę rozpisuję już od kilku miesięcy. ;)

      Usuń
  2. Jejku, jakie piękne gry ostatnio u Ciebie! Cała ta seria z Egmontu wygląda wspaniale, a my nie mamy żadnej. U nas panuje wielka fascynacja piratami, więc może nawet pomyślę o tej grze na święta. :))

    OdpowiedzUsuń
  3. a jakieś zręcznościowe gry polecacie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam zbyt wielu takich gier. Bardzo lubię wszelkie balansujące zwierzaki. Mam balansującego krokodyla i kota z firmy GOKI. Na tej samej zasadzie działa "Zwierzak na zwierzaku" HABA. Można w to grac już z dwulatkami. Z HABY są też świetne tańczące jajeczka (połączenie gry zręcznościowej i ruchowej). Rewelacyjny jest "Kot Stefan" (wyd. Egmont), ale trzeba w niego grać w co najmniej 3 osoby. Ciekawy jest "Dr Eureka", ale nie mam, więc na na 100% polecić nie mogę. Bardzo lubię też klasyczne Bierki. ;)

      Usuń
    2. Dziękuję.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...