poniedziałek, 10 października 2016

O wyjątkowej zabawce, którą znaleźliśmy w Obi


Mieliśmy kupić farbę. Róża z tatą od kilku dni, w przerwach kiedy nie pada, budują domek na drzewie. Ojciec poszedł do odpowiedniego działu, córka zamknęła się w kabinie prysznicowej, ja z synem na rękach przemierzałam pobliskie alejki. Weszliśmy do działu ze śrubami i tam mnie olśniło – przecież to zabawka idealna!

O ile jestem w stanie wydać swój ostatni grosz na książki, o tyle mam problem z zabawkami. Wiem, że żaden szanowany bloger nie powinien tego napisać, ale mi zwyczajnie szkoda pieniędzy na pięknej jakości drewno, certyfikaty i dizajnerskie marki. Nie do końca wierzę też w wartość edukacyjną tych wszystkich „ą”, „ę” – zabawek. Zdążyłam się natomiast przekonać, że najlepsze pomysły to te powstające z niczego, zakorzenione w życiu codziennym i wśród przedmiotów, które mamy w domu.

Śrubki to u nas strzał w dziesiątkę. Po pierwsze, to zadanie, które swoją trudnością jest idealne dopasowane do poziomu motorycznego niemal dwuipółletniej Róży. Po drugie, fascynacją narzędziami (KLIK!) nadal dotknięta jest moja córka i zabawa z prawdziwymi śrubami sprawia jej wiele radości. 




O co chodzi? W dziale ze śrubkami (znajdziecie je oczywiście nie tylko w Obi, ale w każdym innym sklepie z asortymentem metalowym) skompletowałam sześć kompletów śruba + nakrętka w różnych rozmiarach. Zadaniem dziecka jest dopasowanie odpowiedniej nakrętki do śruby, a następnie jej nakręcenie.

Taka zabawa rozwija na wielu poziomach. Samo dopasowywanie nakrętek do śrubek nie jest łatwe. Trudność można zwiększać wybierając śruby o bardzo zbliżonej do siebie grubości. Nakręcanie natomiast to rewelacyjne wręcz ćwiczenie motoryki małej. Wymaga też sporo cierpliwości, bo nakręcanie zajmuje sporo czasu, a zanim uda się nałożyć nakrętkę na śrubę, ta spadnie 10 razy. 




Nasza nowa zabawka nie jest piękna i kolorowa, nie jest odpowiednia dla małych dzieci (jeśli macie w domu niemowlaka, który akurat pełza, ćwiczy chwyt szczypcowy i wkłada do buzi wszystko, to musicie być naprawdę czujni!) i nie zdobyła żadnych nagród ani wyróżnień, ale w sklepie z zabawkami ze świecą szukać czegoś, co byłoby równie rozwijające. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że za całość zapłaciłam niecałe 6 złotych. No i Róża jest zachwycona, a to przecież najważniejsze.





Koniecznie przeczytaj też:


7 komentarzy :

  1. Pedagogika Montessori w praktyce ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pedagogika Montessori w praktyce ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu zaznaczę, że się nie znam, ale zawsze jak oglądam zabawy Montessori na blogach to one mi się wydają takie bardzo mocno sformalizowane. Trzeba wszystko podać na odpowiedniej tacy, w odpowiedniej kolejności, a nawet dywanik rozwinąć w prawo a nie w lewo (czy jakoś tak). Przygotowuje się specjalne pudła sensoryczne, specjalne pomoce itd. Teoretycznie chodzi o tę naturalność i życie codzienne, a według mnie wychodzi przerost formy nad treścią, po prostu sztucznie i kompletnie wbrew mojej intuicji.

      Usuń
    2. Ja właśnie też nie wiem, o co biega z tą Montessori, ale mam podobne zdanie. Wiem natomiast, że Hanka najchętniej wchodzi do garażu dziadka (a mój ojciec to jest typ zbieracza i trudno mu się rozstać z każdą śrubką) i tam wynajduję jej (bezpieczne) "zabawki". Jest zachwycona i mocno zajęta.

      Usuń
  3. Haha, pożyteczna zabawka :D Będzie miała fach na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialne! Sama bym na to nie wpadła! Jak Michalina podrośnie na pewno wykorzystam Twój patent

    OdpowiedzUsuń
  5. Byleby nie połknęła:)

    https://www.youtube.com/watch?v=r8GxcMv1-7I

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...