poniedziałek, 3 października 2016

Tak, dokonałabym aborcji


Mój stosunek do aborcji uległ w ciągu ostatnich kilku lat ogromnej ewolucji. Gdybyście zapytali mnie o przerywanie ciąży jakiś czas temu, bez wahania odpowiedziałabym, że popieram legalną, niczym nieograniczoną aborcję. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym zaszła w niechcianą ciążę, gdy byłam jeszcze bardzo młoda, jako uczennica liceum albo studentka, ale możliwe, że zabieg byłby jedną z rozważanych przeze mnie opcji. Sporo się zmieniło, kiedy już naprawdę zaszłam w ciążę. To nie było proste. Od planu do efektu minęły trzy lata. Tak bardzo chcieliśmy, ale się nie udawało. W międzyczasie czekało mnie poronienie i puste jajo płodowe. Kiedy wreszcie zobaczyłam na aparacie USG bijące serduszko mojego pierwszego dziecka – widziałam tam moją córeczkę Różę, a nie zarodek czy płód. Kumulacja emocji nastąpiła w 12 tygodniu, w czasie badań prenatalnym, kiedy okazało się, że moje dziecko ma paluszki, nerki i żołądek, porusza tym wszystkim i fika koziołki. To był dla mnie cud, obrazek wręcz mistyczny, najpiękniejszy jaki do tej pory widziałam. Od tej chwili wiem, że nie usunęłabym ciąży ot tak, bez wyraźnego powodu. Że choćby zdarzyła mi się niechciana wpadka i gdybym miała całkowicie inne plany na dalsze życie – ten malutki zlepek tkanek w moim brzuchu będzie moim dzieckiem, moim kochanym maleństwem. Są jednak sytuacje, w których dokonałabym aborcji.

Gdyby istniały uzasadnione podejrzenia, że moje życie lub zdrowie jest przez ciąże zagrożone – przerwałabym ją, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Nawet jeśli uzna się płód za osobę żyjącą, nie jest to dla mnie życie tak samo wartościowe jak życie osoby, która ma już rodzinę, przyjaciół, którą kocha wiele osób, której wiele osób potrzebuje. Nie jest tym samym śmierć człowieka, który jest już na tym świecie i bytu o niepewnym statusie, który nie ma jeszcze nawet świadomości życia i, wbrew temu co twierdzą „obrońcy życia”, nie będzie płakał „mamusiu, dlaczego mnie zabiłaś?”. Nie zostawiłabym męża i  dzieci w imię prawa do życia kogoś innego.

Po wprowadzeniu ustawy ciąża stanie się realnym zagrożeniem dla życia kobiety. Ciąża pozamaciczna nie będzie mogła być usunięta na wczesnym etapie, a dopiero wtedy, gdy stanowić będzie bezpośrednie niebezpieczeństwo dla życia matki (a więc kiedy na przykład ta zacznie krwawić do macicy) – nie przeżyje nikt. Kobiety z nowotworami przestaną być leczone chemią. Kobiety z ciężkimi chorobami serca i innymi oczekiwać będą musiały na swój zgon. Zerknijcie co ma na ten temat do powiedzenia profesor Dębski, jak utrudniona będzie praca lekarza: KLIK! 

Nie urodziłabym dziecka, które jest skazane na śmierć w ciągu kilku dni lub tygodni po porodzie. Mowa tu o wszystkich wadach rozwojowych typu bezmózgowie albo otocefalia, które skazują dziecko na powolne i bardzo bolesne umieranie. Nie potrafię sobie wyobrazić dla matki większego cierpienia niż patrzenie na umierające dziecko. Nie urodziłabym ciężko chorego dziecka, które nie będzie zdolne do samodzielnej egzystencji. Mogłabym napisać, że to dlatego, żeby oszczędzić cierpienia właśnie temu dziecku (ja bym wolała nie urodzić się wcale niż żyć w ten sposób), mogłabym się zasłonić brakiem pieniędzy. To wszystko byłaby prawda. Jednak przede wszystkim nie zrobiłabym tego dla siebie i swojej rodziny. Czy Wasze niemowlęta wrzeszczały kiedyś z bólu? Czy były chore i nie potrafiły powiedzieć co im dolega? Pamiętasz to obezwładniające poczucie bezsilności, rozpaczliwą chęć pomocy, której nie potrafisz udzielić? Ile to trwało? Jeden wieczór, trzy dni, tydzień? A teraz sobie wyobraź, że tak wygląda całe Twoje życie, że nie ma szansy na poprawę. Wyobraź sobie, że nie doczekasz się pierwszych kroków swojego dziecka, że nie czekają Cię kolejne etapy, nowe osiągnięcia. Ogromne musi być poczucie bezsilności, frustracji i beznadziei takiego rodzica, ogromną siłę trzeba mieć, aby to znosić. Ja bym nie potrafiła i nawet nie chciałabym próbować. Nie chcę poświęcać swojego życia.

Po wejściu w życie przepisów z ustawy urodzić będzie się musiał każdy. Urodzi się dziecko bez płuc, aby udusić się w ciągu kilku sekund po porodzie, urodzi się też dziecko, którego jedyną reakcją życiową będą źrenice reagujące na światło. To nie umrze tak szybko, będzie ciężarem dla swoich najbliższych przez kilkadziesiąt kolejnych lat. Co ma zrobić żyjąca na skraju ubóstwa rodzina z dzieckiem, które będzie wymagało drogiego sprzętu medycznego i leczenia? Państwo, które tak dzielnie walczyło o jego pojawienie się na świecie teraz umywa ręce i jedyne, co proponuje to termin do specjalisty na za dwa lata.

Wydaje mi się też, że nie urodziłabym dziecka z gwałtu, czuję, że to niewłaściwe. Teraz rodzić będzie musiała nie tylko dorosła kobieta zmagająca się z traumą po brutalnej napaści, ale też kilkunastolatka po zbiorowym gwałcie i upośledzona dziewczynka zgwałcona przez swojego opiekuna. Ciekawa jestem ilu z tych mężnie walczących o życie poczęte panów wzięłoby pod swój dach dziecko oprawcy i pokochało jak własne, ilu z nich chodziłoby ze swoim dorastającym synem grać w piłkę.

To jednak, co najbardziej uderza mnie w projekcie ustawy to konsekwencje niewypowiedziane wprost, które jednak staną się rzeczywistością. Znacznie utrudniony zostanie dostęp do badań prenatalnych. Jak wiadomo są one okupione ryzykiem poronienia, ale dzięki nim można już w życiu płodowym wyleczyć wiele chorób. Lekarze nie będą ryzykować swojej wolności. Najbardziej dotyka mnie jednak to, w jak bestialski i poniżający sposób będą traktowane kobiety po poronieniu – jak kryminalistki. Nie podlega karze matka, która nieumyślnie powoduje śmierć dziecka poczętego, ale kto to będzie ustalał? Prokurator, policja? W Salwadorze, gdzie wprowadzono przepisy aborcyjne bardzo podobne do naszych tak to właśnie wygląda (poruszający film do obejrzenia TUTAJ). Naturalnym poronieniem kończy się około 20% ciąż, mnie samą to spotkało. Nie wyobrażam sobie, żebym w tak trudnym dla siebie momencie musiała składać jakiekolwiek wyjaśnienia. 

Wkurza mnie, tak bardzo wkurza mnie postawa zwolenników zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Drażnią mnie ludzie, którzy uważają, że mają monopol na to, co słuszne i decydują o cudzych sumieniach. Przekonują, że to wspaniałe uczucie móc pożegnać się ze swoim właśnie narodzonym dzieckiem bez twarzoczaszki. Uważają, że zdarzają się cuda i dziecko, które na obrazie USG nie ma mózgu może jednak urodzić się całkowicie zdrowe, bo przecież lekarze się mylą. Pojawiają się wspaniałomyślne rady na to, co zrobić z niechcianym dzieckiem – donosić ciążę, urodzić i... oddać dziecko. No pięknie. Jednocześnie najbardziej zapalczywi przeciwnicy nie potrafią wejść w żadna merytoryczną dyskusję, widać to zwłaszcza w ostatnich dniach, w internecie. Wiele portali wrzuca swoje deklaracje przystąpienia do Czarnego Protestu, a po chwili pojawiają się komentarze w stylu „Jesteście głupi, unlike!”. Solidarność z protestującymi zadeklarowało między innymi wydawnictwo Prószyński i S-ka. Ludzie ogłaszają, że przestaną kupować wydane przez nich książki. Nie wiem – śmiać się czy płakać.

Ponad wszystko jednak wkurza mnie to, że nazywają nas – przeciwników zaostrzenia przepisów aborcyjnych mordercami dzieci, że kieruje nami rządza śmierci, „Jak można być matką i jednocześnie żądać śmierci innych dzieci” – pytają. Ja za to zastanawiam się jak można być matką i jednocześnie wymagać od innych kobiet, aby rodziły martwe płody. Jak przerażającym uczuciem musi być oczekiwanie na swoje dziecko ze świadomością, że musi ono umrzeć albo że umrę ja. W imię jakiej ideologii? I to wcale nie znaczy, że nie kochałabym swojego dziecka z zespołem Downa albo że chcę teraz zabić wszystkich trisomią obciążonych. Walka z proponowanymi przepisami to nie próba przepchnięcia powszechnego nakazu aborcji, ale walka o prawo do decydowania o sobie, swojej rodzinie i swoim życiu, to walka o podstawowe prawa człowieka, o wolność wyboru w tym trudnym dla każdej kobiety czasie.

W czasie sobotniej demonstracji moją uwagę przykuł transparent „obrońców życia”. Głosił on, że w latach 2000-2015 w toruńskim szpitalu „zabito 67 dzieci nienarodzonych”. To był dla mnie szok. W dużym, miejskim szpitalu (jedynym z oddziałem ginekologicznym) w ciągu 15 lat dokonano TYLKO 67 aborcji. Przecież to bardzo mało! To oznacza, że ciąże legalnie przerywa się tylko w najbardziej skrajnych przypadkach, wtedy kiedy jest to naprawdę konieczne. Nie masowo i na dużą skalę, co faktycznie mogłoby rozjuszyć protestujących, ale w jakimś marnym promilu wszystkich ciąż. I właśnie tego chcą zakazać, tych skrajnych wyjątków!

Ustawa, która teraz obowiązuje jest idealna i uważam, że powinno zostawić się ją w spokoju. Ba! Jestem nawet zwolenniczką jej liberalizacji, o ile ta szłaby w parze z rzetelną edukacją seksualną i łatwo dostępną antykoncepcją. Choć ja nie przerwałabym zdrowej, prawidłowo rozwijającej się ciąży, to wiem, że decyzje mogą być różne. Żadne przepisy nie są w stanie zmienić zdania zdesperowanej kobiety. Ktoś, kto będzie pewny swojego i tak  nie zrezygnuje. Jeśli kobieta stanie przed wyborem: kilka lat w więzieniu czy całe życie z przykutym do łóżka dzieckiem – odpowiedź nasunie się sama. Podziemie aborcyjne rozwinie się, a te kobiety, których nie będzie stać na zabieg w cywilizowanych warunkach, będą umierać na skutek rozerwania macicy drutem albo wypicia toksycznych mikstur kupionych przez internet. Osiedlowe śmietniki zapełnią worki z półmartwymi noworodkami. Każdego roku w Polsce dokonuje się ponad 100 tysięcy nielegalnych aborcji, teraz statystyki pójdą tylko w górę. 

W sobotę, wraz całą rodziną wzięliśmy udział w toruńskiej demonstracji. Dziś, mimo deszczu, też się pojawimy.

Zachęcam też wszystkich, aby sięgnąć do źródła. Proponowane zmiany w ustawie można znaleźć TUTAJ





4 komentarze :

  1. I my też dzisiaj będziemy demonstrować w Poznaniu w deszczu. Babcia, matka i córka, całe pokolenie. Moje podejście do aborcji jest takie jak Twoje, nie pozwolę aby ktoś mówił mi, że zarodek/płód jest ważniejszy niż moja rodzina, niż moja 2-letnia córeczka i mąż. Nie będę skazywać mojego męża i córki na wychowywanie chorego, cierpiącego dziecka bez mamy. Mam dla kogo żyć! pozdrawiam dla_dzieci (instagram)

    OdpowiedzUsuń
  2. DZIĘKUJE Ci za ten post, za to co w sposób tak inteligenty przekazałaś kobietom, które będą Cię czytały. Oczywiście bez dwóch zdań popieram Cię w 100%, bo tu nie chodzi o chęć dokonywania aborcji ot tak bo my kobiety tak chcemy, to chodzi o wolność wyboru, o nie narzucanie czegoś co jest absurdalnym samobójstwem godności kobiety. Uważam, że to co robią aktualnie politycy jest dowodem na poniżanie płci żeńskiej, właśnie Ci, którzy chcą tak zmienić ustawę mają kobiety za ,,COŚ", a nie ,,KOGOŚ", jesteśmy traktowane przedmiotowo, nie szanują naszego życia i chcą w sposób świadomy narażać nasze zdrowie i życie, czy to właśnie CI, którzy chcą Nam to wyrządzić nie powinni być postawieni przed sądem?
    Czy kiedykolwiek zmieni się stosunek do kobiet? To straszne co się dzieje.
    Mając dziecko, którego kocham najbardziej na świecie... dziś nie zawahałabym się dokonać aborcji, gdyby moje życie było zagrożone, nie chciałabym osierocić swojego dziecka, które mnie potrzebuje, również mojego syna nie chciałabym skrzywdzić rodząc chore dziecko, które nawet w 1% nie będzie kontaktowało i potrzebowałoby mojej 24h opieki przykute do łóżka.... czy przez to jestem zła ? nie sądzę, jestem kobietą, mam syna i chcę mu dać szczęśliwe życie, jestem kobietą i mam wybór - żyć czy cierpieć, nikt nie powinien decydować za mnie i mówić, że jestem samobójczynią. Świat tonie w łzach głupoty. To przykre. Chciałabym, aby osoby, które chcą zmienić ustawę zajęły się ciężko chorym dzieckiem, a może gwałt ? ewentualnie inne rzeczy.... jak tak mogą ?
    ABSURD.
    Pozdrawiam Cię bardzo gorąco.
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń
  3. BRAWO!!! podpisuję sie rękami i nogami! dziękuję za ten mądry tekst. Ja również protestuję wraz z mężem. Dziś wraszawskie ulice pełne kobiet ubranych na czarno - budujacy widok. :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...