poniedziałek, 24 października 2016

Zagrajmy! Kto to był?



Z grami planszowymi mam tak samo jak z książkami: gromadzę. Jestem zapalonym graczem, uwielbiam spędzać długie godziny nad planszą, ale to, co sprawia mi największą przyjemność to budowanie kolekcji. I tak samo jak z książkami – najbardziej interesują mnie te dla dzieci. Wiem, że będzie jeszcze czas, wiem że na wszystko przyjdzie pora, ale wiem też, że istnieją gry planszowe, które tworzą kanon, dziecięcy niezbędnik, selekcjonowany przeze mnie od kilku już lat. Ten właśnie dziecięcy kanon chciałbym Wam w kilku wpisach pokazać.

Na pierwszy ogień idzie moja ulubienica – „Kto to był?” 



Zacznijmy od tego, co widać gołym okiem. Ta gra to wizualne arcydzieło. Pudełko jest ogromne. Gdyby o mnie chodziło, pewnie bym narzekała, bo wolne miejsce to cenne dobro, a wyraźnie też widać, że zawartość, może poza planszą, spokojnie zmieściłaby się w chlebaku. Gra dla dzieci to jednak co innego. Tu pudełko musi być duże, żeby robiło efekt, osobne przegródki na każdy z elementów też zyskają młodocianą aprobatę. A co mamy w środku? Jest piękna plansza i szczegółowo rozrysowane zamkowe komnaty dla niej, są cztery pionki w kształcie ludzików, jest duch o chmurnym obliczu, prawdziwy pierścień z czerwonym kamieniem, karty, żetony i... skrzynia! Magiczna skrzynia, która niczym Mistrz Gry prowadzi nas przez rozgrywkę. Prawdziwa magia! 

Zawartość pudełka
  

  






Można by na tym skończyć. Można by dać tę skrzynkę i odpustowy pierścionek, a dzieciaki byłyby zachwycone. Łatwo stworzyć coś efektownego zapominając o mechanice i wszystkich innych aspektach gry. Można, ale po co? Można się nazywać Reiner Knizia i stworzyć coś naprawdę wyjątkowego. Nasz stary kolega, Reiner Knizia, jest autorem tej gry, ten Knizia od „Pędzących żółwi” (KLIK!), „Pędzących ślimaków” (KLIK!), „Schotten-Totten” (KLIK!) i wielu innych jeszcze świetnych gier. Międzynarodowa kapituła także doceniła tytuł, przyznając mu w 2008 roku nagrodę Kinderspiele des Jahres. To chyba najbardziej prestiżowa nagroda, jaką otrzymać może gra dla dzieci. 

Przygotowanie do gry
„Kto to był?” to gra przygodowa. Co to oznacza? Ano to, że najważniejszą rolę pełni tu klimat i historia, którą tworzymy w czasie rozgrywki. O to nietrudno. Król zamku ma pierścień, który swą mocą chroni wszystkich jego mieszkańców. Niestety, zły czarodziej rzucił urok na któregoś z nich, aby ten ukradł klejnot. Czarnoksiężnik się zbliża, o szóstej dotrze do bram zamku i przejmie nad nim władzę. Musimy się spieszyć i uratować królestwo. Przeszukujemy komnaty i otrzymujemy wskazówki od zwierząt, w zamian dostarczyć musimy ich ulubione smakołyki. Jest też dobra wróżka, która nam pomaga, są magiczne przedmioty, z którymi trzeba postępować ostrożnie, i duch, który przeszkadza i komplikuje plany.

To wszystko tu czuć. To nie są jakieś suche informacje, o których wczoraj przeczytało się w instrukcji. Nie! Grając w grę przemieszczamy się po zamku, szukamy rabusia, rozmawiamy ze zwierzętami i uciekamy przed duchem. Wszystko to można zobaczyć, usłyszeć i wziąć do rąk (ten pierścień!). Nie znam bardziej klimatycznej gry dla dzieci. Skrzynka to, powtórzę raz jeszcze, prawdziwa magia; zapamiętuje gdzie jesteśmy i co udało nam się znaleźć (nie da się jej oszukać!), mówi do nas, bo wie, co robimy. Z jej wnętrza dochodzą nie tylko profesjonalnie zdubbingowane głosy, ale też zachwycające efekty dźwiękowe. Skrzynka odmierza nam czas i informuje ile go jeszcze zostało (czytaj: okrutnie pospiesza). Dominuje atmosfera wyścigu, gonitwy z czasem. Emocje, zwłaszcza pod koniec, sięgają zenitu, nie tylko u dzieci. Wygrać, nawet na najniższym poziomie, wcale nie jest łatwo. Skrzynka co chwilę zaskakuje nas niespodziewanymi komentarzami i wydarzeniami. Czasami pomaga, innym razem wręcz przeciwnie. Bywa śmiesznie, strasznie, czuć stres i oddech czarnoksiężnika na karku. Nieustannie się coś dzieje, nie ma przestojów ani nudy. 



Jak każda gra przygodowa, także i ta charakteryzuje się sporą losowością, a jeszcze bardziej niż losowi podporządkowani jesteśmy Wszechmocnej Skrzyni, która zburzyć może najlepszą nawet strategię. Decyzje, które należy podjąć, choć bardzo liczne, są w rzeczywistości tylko pozorne. Możemy bowiem pewne czynności wykonać wcześniej lub później, ale w końcu będziemy musieli je wykonać, aby przejść dalej. Trzeba więc zaznaczyć wyraźnie: „Kto to był?” to przede wszystkim świetna zabawa. Przy okazji jednak uczy całej masy rzeczy.  

Po pierwsze, to gra kooperacyjna, czyli taka, w której gracze nie grają przeciwko sobie, ale wspólnie, przeciwko grze. Mają jeden cel, muszą współpracować i pomagać sobie nawzajem. Kooperacyjne gry dla dzieci mają ode mnie zawsze dodatkowego plusa, ponieważ dzięki nim unikamy obrażonych maluchów, które nie nauczyły się jeszcze przegrywać oraz awantur o to, że komuś, zupełnie niesprawiedliwie, szczęście dopisało bardziej. Gracze będą musieli wspólnie planować swoje ruchy i działania oraz podejmować decyzje. Szybko przekonają się, że sprzeczne interesy oraz różne strategie działania doprowadza do opóźnień, a tym samym do klęski. Gry kooperacyjne to szczególnie celne doświadczenie dla rodzin, dla rodzeństwa. Wspólna wygrana wywołuje solidarne poczucie triumfu, a przegrana nie boli tak bardzo.

Po drugie – pamięć. Tak naprawdę „Kto to był?” to bardzo mocno rozbudowane, wzbogacone w gadżety i piękne komponenty memory. Zapamiętać należy co się znajduje w poszczególnych pokojach (a znajduje się niemało), jakie są prośby zwierząt, polecenia, które otrzymujemy i inne. Dobrze, że działamy razem!

Po trzecie to świetna zabawa w detektywów. Gra uczy dedukcji, analizowania usłyszanych informacji i eliminacji podejrzanych. Bałam się, że będzie powtarzalna, że zwierzęta zawsze będą chciały takie samo jedzenie, że za każdym razem wykonywać będziemy dokładnie tę samą trasę i czynności, ale okazało się, że każda rozgrywka jest zupełnie inna. Skrzynka skonstruowana jest tak, że dostarcza ciągle innych, nowych informacji. Do tego dochodzą trzy poziomy trudności, a każdy z nich wprowadza do gry kilka nowych elementów oraz zaskakujących komend ze skrzynki. 



A to złodziejaszek... ;)
„Kto to był?” to gra, która nie może się nie spodobać. Już samo jej zobaczenie wywołuje (nie tylko u dzieci) efekt gigantycznego „wow!”, a rozgrywka tylko to uczucie potęguje. Wiecie, że lubię, gdy gry czegoś uczą, gdy mimochodem albo nawet perfidnie, bez krępacji uczą strategicznego myślenia, liczenia i szacowania, a przy okazji historii, chemii i ortografii. Ale to właśnie ta gra przygodowa, pozbawiona większych ambicji edukacyjnych, należy do czołówki moich ulubionych. Idealna dla dzieci, idealna dla rodzin. 



Kto to był?
Autor: Reiner Knizia
Wydawca: Ravensburger
Liczba graczy: 2-4 (choć, jak w każdą grę kooperacyjną, także i w tę można grać samemu)
Wiek: 6+ (według mnie, z pomocą rodziców poradzą sobie już czterolatki)
Czas gry: ok. 30 minut 


Koniecznie przeczytaj też inne recenzje gier planszowych.


9 komentarzy :

  1. Ta gra to zło i Ty jesteś zło! Wygląda i brzmi niesamowicie! Aaaaa! Nie chcę cyklu o najlepszych grach, błagam! ;)
    P.S. Napis na pudełku jak z Harrego Pottera.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. A czy w grę może zagrać jeszcze ośmiolatek? Nie będzie dla niego za proste?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że klimat przygody dla ośmiolatka ciągle będzie bardzo atrakcyjny. Nam, grając w dorosłym składzie, jeszcze nigdy nie udało się wygrać na najtrudniejszym poziomie. :) O ile nie grywa już w trudniejsze, "dorosłe" planszówki - powinien być zadowolony.

      Usuń
    2. U mnie grają właśnie ośmiolatek z pięciolatkiem, oboje uwielbiają, grają od kilku miesięcy niemal codziennie. Świetna gra.

      Usuń
  4. Ale serio skrzynka gada?! Po twojej recenzji wpisuję na listę is szukam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełnymi zdaniami i do tego miłymi głosami. ;) Bez skrzynki w ogóle nie da się grać. Tak sobie teraz myślę, że jakby coś się w niej zepsuło to koniec!

      Usuń
  5. Do tej pory kojarzyłam to wydawnictwo tylko z puzzli, które bardzo lubimy! Ta gra wizualnie bardzo mi się podoba, ma fajne ilustracje :) Myślę, że w naszym domu miałaby powodzenie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...