poniedziałek, 30 maja 2016

Rasmus, Pontus i pies Toker - Astrid Lindgren


Gdybym miała wskazać jednego, jedynego autora, którego z największym sentymentem wspominam z czasów własnego dzieciństwa, z pewnością byłaby to Astrid Lindgren. Uwielbiałam jej książki. Śmiałam się przy nich („Pippi Pończoszanka”), bawiłam („Dzieci z Bullerbyn”, „Lotta”, „Madika”), a nawet płakałam („Bracia Lwie Serce”), wszystkie czytałam wielokrotnie; bardzo wiele zawdzięczam drogiej Astrid. Myślałam, że znam już wszystko, dlatego tytuł „Rasmus, Pontus i pies Toker”, który ukazał się w zeszłym miesiącu nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia nieźle mnie zaskoczył. Najpierw myślałam, że to jakiś kolejny tom cyklu o Rasmusie Oskarssonie („Rasmus i włóczęga”), ale jak wyjaśnia we wstępie sama autorka, to zupełnie inna historia. I rzeczywiście.

niedziela, 15 maja 2016

Zagrajmy! Pędzące ślimaki



Nie muszę chyba nikogo przekonywać do wielkiej miłości, którą darzę „Pędzące żółwie”. Wspominałam o tym na blogu wielokrotnie, między innymi w recenzji (KLIK!) albo w notce o rewolucyjnej metodzie nauki kolorów, którą wymyśliłam ;) (KLIK!). Kiedy więc „pędząca” seria zaczęła się rozrastać – byłam bardzo podekscytowana. W zeszłym roku pojawiły się „Pędzące jeże”, które chciałam mieć teraz, natychmiast. Ponieważ jednak w grze zabrakło wariantu dwuosobowego, a recenzje były raczej oziębłe, tytuł przeszedł mi koło nosa. Kilka tygodni temu ukazała się kolejna gra z serii: „Pędzące ślimaki” i tym razem nie mogło jej u mnie zabraknąć. 

sobota, 14 maja 2016

Basia i wolność



Każda nowa część „Basi” to takie moje małe święto. Zanim mi ją wyrwie Róża i swoim obślinionym (zawsze!) palcem obskoczy wszystkie ilustracje pytając „aciotototo?” chowam się po kątach i czytam sama. I choć podczas lektury dopada mnie najczęściej rodzicielska depresja (ta nieszczęsna mama Basi; skąd ona ma w sobie tyle cierpliwości?!), to przełykam tę gulę i niezrażona czytam dalej. O serii mogliście już czytać na blogu (KLIK!), dziś zerknijcie na najnowszy tom serii.

piątek, 13 maja 2016

Wielka księga średniowiecznych legend


Na książkę trafiłam przypadkiem. Zdarza mi się to rzadko. Zazwyczaj jestem na bieżąco ze wszystkimi zapowiedziami i premierami. Tę jednak przegapiłam. Książka kusiła okienkami w okładce. Spoglądali zza nich rycerze w kolorowych szatach i sam król Artur, wielce zatroskany. Wokół siebie usłyszałam szczęk oręża i tętent końskich kopyt. Od razu wiedziałam, że będzie dobrze.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...