środa, 4 maja 2011

Recenzja: "Lament. Intryga Królowej Elfów" - Maggie Stiefvater

Opis wydawcy:

Utalentowaną szesnastoletnią harfistkę, Deirdre Monghan, która regularnie grywa na konkursach i różnych imprezach, dręczy niepokojący rodzaj tremy przed publicznymi występami. Ataki strachu paraliżują ją do tego stopnia, że czas tuż przed występem spędza najczęściej w toalecie. Prawda, że to kiepski sposób na rozpoczęcie romansu? A jednak…
Kiedy Deirdre przed jednym z festiwali ponownie nie może opanować swego lęku,  z pomocą przychodzi jej tajemniczy chłopak Luke Dillon. Niespodziewanie Luke proponuje jej występ na scenie w duecie razem z nim. Od tego momentu w życiu Deirdre zaczyna pojawiać się czterolistna koniczyna, a ona sama rozwija niezwykłe zdolności, o których wcześniej nie miała pojęcia. Spotyka też dziwacznych ludzi, którzy wydają się pochodzić s z innego świata.
Jej najlepszy przyjaciel James, jej ukochana babcia oraz mama są się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, ponieważ Deirdre znalazła się na celowniku królowej pewnej magicznej krainy. Okazuje się, że Luke został przez nią wynajęty, aby zabić Deirdre, ale zamiast tego zakochał się w niej bez pamięci.
A Deidre? Ta nieśmiała dziewczyna odkrywa w końcu, że jako jedna z niewielu ma dar widzenia mieszkańców tajemniczej krainy.
Ta piękna i niebanalna opowieść, będąca debiutem pisarskim autorki, oddaje wiernie obraz celtyckiej baśni, którą przedstawiono w uwspółcześnionej wersji.


Pamiętacie te piękne opowieści z dzieciństwa o elfach i wróżkach, o zaklętych księżniczkach i miłości silniejszej niż śmierć? Pamiętacie te czasy, kiedy nie było rzeczy niemożliwych? Zwykły patyk zmieniał się wówczas w czarodziejską różdżkę, a kilka połączonych ze sobą liści w koronę. Jeśli chcecie przeżyć wielką, magiczną i romantyczną przygodę, to dobrze trafiliście.

„Lament” to w zasadzie typowy przedstawiciel paranormal romance, nie sposób nie zauważyć tu kilku klasycznych już schematów pojawiających się wcześniej, takich jak tajemniczy chłopak, czy trójkąt miłosny. Jednak pomimo tego, co nieuniknione, na każdym kroku jesteśmy zaskakiwani rozwiązaniami całkowicie nowymi i oryginalnymi.

Zacznijmy od głównej bohaterki; to szesnastoletnia dziewczyna o oryginalnym imieniu Deirdre. Czy jest typową przedstawicielką swojej grupy społecznej, czyli przeciętną uczennicą amerykańskiego liceum? Otóż nie. To utalentowana harfistka odnoszącą spore sukcesy w dziedzinie muzyki. Na jednym z konkursów poznaje Luke’a - tajemniczego chłopaka o mrocznej przeszłości. Dlaczego wzbudził moją aprobatę? Ponieważ nie jest kolejnym ponurym i obrażonym na cały świat zbuntowanym nastolatkiem, a wesołym, pełnym życia młodzieńcem, który od samego początku stara się zaimponować Dee. No i gra na flecie. Chłopak motywuje Deirdre do odważniejszej, bardziej wirtuozowskiej gry, chwilę później postanawiają wykonać duet.
Od tego czasu zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a wszystkie zdają się mieć związek z magicznymi stworzeniami rodem z mitologii – fejami.

O wróżkach napisano już wiele. W literaturze młodzieżowej istoty te stały się niemal tak popularne jak wampiry, czy anioły. Przyjęło się różne tłumaczenie ich oryginalnej nazwy – faeries. Oprócz tej najczęściej spotykanej – wróżek spotykamy się z elfami, piksami, czy wreszcie nomenklaturą przyjętą w polskim tłumaczeniu „Lamentu” – fejami.
Książka pani Stiefvater wyróżnia się spośród innych utworów o podobnej tematyce swoim niezwykłym, oryginalnym i fascynującym światem przedstawionym. Cechy magicznych istot, obrzędy, rytuały i zwyczaje zaczerpnięte są wprost z celtyckiego oraz germańskiego folkloru dając nam wrażenie autentyzmu wszelkich nadprzyrodzonych elementów, z którymi mamy do czynienia w trakcie czytania.

Co mnie szczególnie urzekło w „Lamencie”, to fakt, że świat fejów nie jest jedynie dodatkiem do opisu zwykłego, codziennego życia nastolatki. Gdzie tam! Magia wypływa z każdej strony powieści, zalewa nas cudownym wrażeniem baśniowości, wciąga wewnątrz wykreowanego świata i hipnotyzuje wyartykułowaną za pomocą liter muzyką. Cała fabuła, mimo, że osadzona w świecie dobrze nam znanej rzeczywistości, jest podporządkowana jakiemuś wyższemu porządkowi. Wszystkie elementy z dwóch różnych światów łączą się w jedną, harmonijną całość, a czytelnik wkrótce zdaje sobie sprawę z tego, że zamiast podążać dobrze sobie znaną ścieżką, wpadł w zasadzkę elfiej muzyki i pochłonięty dzikim tańcem zapomniał się w tym niezwykłym świecie.
Sami fejowie budzą skrajne emocje; od strachu i niechęci, poprzez ciekawość, aż po szczerą sympatię. Wielkie gratulacje za stworzenie tak bogatego i ciekawego przekroju przez całą Faerię.

Autorka bardzo umiejętnie buduje napięcie w powieści, dzięki czemu trudno się oderwać od lektury. Wszystko zaczyna się niewinnie, ale z czasem każdy aspekt opisywanej przygody robi się coraz bardziej mroczny, niebezpieczny. Razem z bohaterką wnikamy w świat fejów, odczuwamy strach z domieszką zauroczenia. Wszystko to prowadzi do naprawdę spektakularnego, gorzko-słodkiego finału, który tylko zaostrzył mój apetyt na poznanie dalszych losów wykreowanego świata.

„Jeśli spośród muzyki elfów da się wyróżnić jakiś instrument, to jest to zazwyczaj właśnie harfa.” *
Czyli parę słów o harfie i muzyce. Podoba mi się, że muzyka odgrywa tak wielką rolę w powieści. Opisy melodii, teksty pieśni pojawiają się dosyć często i umiejętnie budują atmosferę prezentowanych wydarzeń. To dzięki muzyce fejowie żyją i funkcjonują, muzyka jest ich całym światem i te emocje da się odczuć na łamach powieści.
Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie spostrzegła pewnej nieścisłości. Nie wiem na jakim instrumencie dokładnie grała Dee, ale klasyczna harfa waży około 30 kilogramów i osiąga wysokość 170 centymetrów, w związku z czym nie da się jej tak po prostu nosić pod pachą jak robiła to bohaterka. Harfa celtycka, o której mowa w treści, jest jeszcze potężniejsza. ;)

„Lament” to powieść, która przypadnie do gustu wszelkim miłośnikom przygody i romansu, ale także osobom pragnącym całkowicie oderwać się od rzeczywistości i zanurzyć się w świecie pełnym magii i muzyki. To pozycja dla wszystkich miłośników elfów oraz dla tych, którzy dopiero chcą je poznać.

------
* Wird Sikes, „Elfy. Brytyjskie gobliny, walijski folklor, elfia mitologia, legendy i tradycje”, tłum. Marek Skowerski, wyd. Armoryka, 2010, s. 88


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Illuminatio, za co serdecznie dziękuję.


10 komentarzy :

  1. miałam wielką ochotę na tę książkę, chociaż nie wiem czemu. Wróżki nie są strasznie pociągające, ale jakoś tak... a co do harfy, to może jakaś mini lekka wersja? XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Od niedawna interesuje się twórczością pani Maggie Stiefvater i w sumie to już postanowiłam, że "Lament" przeczytam . A że miłośniczką romansu i przygody w jednym jestem, to chyba mi się spodoba :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę zakupiłam z okazji Dnia Książki i czeka ona na półce. Przyznam się, że przeczytałam już scenę wspólnego występu nas scenie ;)
    Zapowiada się ciekawie.
    Uwielbiam książki o fearies :D
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że książka Ci się spodobała :)
    Chciałabym więcej właśnie takich pozycji na rynku wydawniczym ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A już myślałam, że daruję sobie tą książkę, ale nie, oczywiście musi mieć świetne opinie ;P Podoba mi się rola muzyki w tej historii. Oczywiście, dopisuję do listy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. To brzmi całkiem nieźle :) Lubię jednak zwykłe tłumaczenie: wolę wróżki czy elfy - taka ze mnie tradycjonalistka, inne nazwy jakoś mnie drażnią ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kuurde. I kolejna książka, jaką trzeba kupić, eh. XD Super recka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejna pozytywna recenzja dla lamentu, a ja chyba zacznę lamentować, że teraz nie mam kasy na jej zakup. Niemniej ląduje na liście koniecznych do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zewsząd atakują wampiry i anioły, a tu... elfy! Może być ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Traszanie mnie do niej ciągnie po przeczytaniu "Żelanego Króla " :D Mam nadzieję, że okaże się równie dobre ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...