poniedziałek, 6 czerwca 2011

Recenzja: "Miłość na deser" - Nora Roberts

Opis wydawcy:

Summer Lyndon jest prawdziwą artystką deserów. Jej kulinarny kunszt doceniają elity w Europie i w Ameryce. Nic zatem dziwnego, że wysoko ceni swoje umiejętności i nie od razu chce współpracować z Blakiem Cocharanem, właścicielem sieci luksusowych hoteli. Dopiero gdy ten przyjmuje jej wygórowane żądania, Summer zgadza się zostać szefem kuchni w jego restauracji. Blake ani przez moment nie żałuje swojego ustępstwa – wręcz przeciwnie, im więcej czasu spędza z tą utalentowaną i wymagającą kobietą, tym bardziej czuje się zauroczony jej sławnymi deserami i nią samą…


Dlaczego uwielbiam Norę Roberts? Bo to pisarka wszechstronna. Potrafi stworzyć urokliwą powieść obyczajową, trzymający w napięciu kryminał, pełną magii i tajemnic opowieść fantasy, a także ciepły i namiętny romans. Na dodatek wszystko, za co się weźmie wychodzi jej wspaniale.

Do książki zachęca już okładka. Przepiękny tort (nadal się zastanawiam, czy jest autentyczny) stanowi tylko przedsmak i bardzo dobrą zapowiedź dla treści. „Miłość na deser” bowiem to opowieść o Summer Lyndon – światowej sławy mistrzyni sztuki kulinarnej, której specjalnością są desery. Jest perfekcjonistką, artystką, istnym wirtuozem w tym, czym się zajmuje. Pracuje dla największych sław świata kultury i polityki. Na jej drodze staje Blake Cocharan – spadkobierca hotelowej fortuny, który poszukuje osoby mającej przejąć restaurację w jednym z hoteli. Summer wydaje się być idealną kandydatką. Pomiędzy ich stosunki służbowe bardzo szybko zaczyna przenikać uczucie.

Czytanie „Miłości na deser” było czystą przyjemnością. Wgryzłam się w tę powieść jak w kawałek pysznego tortu autorstwa Summer. Usiadłam w wygodnym fotelu z kubkiem herbaty i raczyłam się tą uroczą, romantyczną i zabawną historią.
Podobało mi się przedstawienie osoby Summer – zaciętość charakteru przy odrobinie uległości. Sprzeczność jej uczuć nie była jedynym ciekawym zabiegiem autorki. Summer bowiem, mimo że tworzyła prawdziwe kulinarne cuda, a także zdobyła najwyższe kucharskie odznaczenie cordon bleu,  nigdy nie jada deserów, a jej ulubionymi daniami są pizza, kurczak z rożna i cheeseburger z frytkami.
Pełna romantyzmu historia – jak to zwykle u Nory Roberts bywa – jest jednocześnie przejmująca i zabawna. Kilka komiczny postaci i parę błyskotliwych dialogów sprawiają, że zwykły romans zmienia się w lekką lekturę, przy której można miło spędzić czas.
Wielkim atutem są opisy kulinarnych poczynań Summer. Ilość tortów, ciast i czekolady przewijająca się przez karty powieści jest zniewalająca. I chociaż sama nie przepadam za tego typu rzeczami – nie mogłam się oprzeć bezustannemu sięganiu po coś słodkiego. Ta lukrowo-czekoladowa sceneria idealnie współgra z klimatem powieści nadając jej ciekawy i oryginalny charakter.

„Miłość na deser” polecam wszystkim fanom romantycznych historii. Idealna powieść do tego, aby zapomnieć o całym świecie i zatracić się w historii Summer i Blake’a. 


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Mira, za co serdecznie dziękuję.  


8 komentarzy :

  1. nigdy nie czytałam Roberts, kojarzy mi się z cukierkowymi romansidłami, może niesłusznie? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja przyjaciółka zakochana jest w twórczości Nory Roberts, ja jeszcze nic tej autorki nie czytałam ;) Tort z okładki inspirujący, ciekawe, czy gdybym pobawiła się z masą plastyczną uzyskałabym podobny efekt? Wątpliwe ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie przeczytam tę książkę, skoro tak wysoko ją oceniasz :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Słodka wydaje się być ta książka, aż za słodka jak dla mnie. Przywodzi mi na myśl typową komedię romantyczną, z którą zamiast na ekranie obcuje się w czasie lektury. Ja raczej stronie od takich pożywek i tych ekranowych i tych czytelniczych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mamie ją podsunę bo uwielbia Roberts ;)\Sama też przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Roberts pisuje klasyczne romanse, przykład mamy powyżej, ale myślę, że warto po nią sięgnąć, bo łączy bardzo wiele różnych konwencji. Spróbujcie może przeczytać jej serię In Death (pierwszy tom: "Dotyk śmierci"). Genialne kryminały z wątkiem romansowym. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś próbowałam czytać dzieła Roberts, ale niestety na Zorzy Polarnej wymiękłam. Zdecydowanie denerwuje mnie jej narracja, ciężko określić, czemu. Stanowczo bardziej lubię Jude Deveraux czy moją idolkę Jill Barnett. Polecam ich dzieła ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Za romantycznymi historiami nie przepadam ale może się skusze. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...