środa, 26 października 2011

Recenzja: "Istoty Światła i Ciemności" - Simon R. Green

Recenzja tomu pierwszego: Coś z Nightside
 
Wydawnictwo Fabryka Słów


Opis wydawcy:


Watykan ma plan – zachować status quo. Boski plan nie zezwala jednak, by olbrzymia moc pozostawała w rękach śmiertelników. Ci z Dołu jak zwykle próbują udaremnić plany Góry. Jest jeszcze Kolekcjoner pragnący zdobyć unikatowy eksponat oraz rzesze innych, którzy mają własne plany. Każdy z nich pożąda Graala... Nieświętego Graala – kielicha Judasza z Ostatniej Wieczerzy, źródła ostatecznej potęgi i nieskończonego zepsucia. Tylko John Taylor nie ma planu. Nie ma też wyboru – musi odnaleźć Kielich, by powstrzymać Armagedon. Nightside, gdzie można się sztachnąć Elvisem i spędzić noc z Marylin Monroe, gdzie martwa zakonnica pokaże stygmaty - wszystko za odpowiednią opłatą. Wynaturzone magiczne serce Londynu, gdzie grzech jest cnotą, a cnota występkiem, będzie areną walki o kielich, walki w której stawką są losy świata.


Z tomami drugimi bywa różnie, zwłaszcza w fantastyce. Zdarzają się bowiem kontynuacje pisane na siłę, bez większego pomysłu na ich rozwój. „Istoty Światła i Ciemności” do nich nie należą. To doskonały sequel, który zachwyci każdego miłośnika fantastyki i dobrego humoru. 

Znowu trafiłam do Nightside. Całe szczęście! Niewiele czasu potrzeba, aby zatęsknić za tym miejscem. Teraz, zaznajomiona już z tajnikami krainy, kroczyłam ulicami Nightside jak stały bywalec. Wstąpiłam do Obcych Znajomków i spotkałam starych znajomych – Wystrzałową Suzie i Ostrego Eddie’go. Nie było jednak miło. Czy w Nightside może w ogóle być miło? Niebo pociemniało i zasnuło się ruchomymi kształtami. To anioły – bezwzględne i okrutne istoty, które poświęcą miasto i jego mieszkańców, aby zdobyć upragniony cel, a jest nim Nieświęty Graal – kielich, z którego w czasie ostatniej wieczerzy pił sam Judasz. John Taylor znów ma ręce pełne roboty; Watykan zlecił mu znalezienie Graala. Podobne plany ma jednak wielu. 

Autor miał przed sobą trudne zadanie. W poprzedniej powieści to sytuacja rządziła akcją – dużo bardziej interesował mnie sposób kreowania przestrzeni niż to, co się za chwilę wydarzy. Teraz było jednak inaczej. Nie wszystko było dla mnie nowością, nie wszystko przykuwało moją uwagę; potrzebowałam akcji, zawiłej intrygi, która mnie zaskoczy, pochłonie i sprawi, że ze zdenerwowania zacznę obgryzać paznokcie. Autor mnie nie zawiódł. Dostarczył wielkich emocji nie zaniedbując przy tym swojego genialnego świata. Poznajemy jeszcze mroczniejsze zakamarki Nightside. 

„Istoty Światła i Ciemności” mimo, że osadzone w tej samej rzeczywistości i nawiązujące do części poprzedniej, stanowią zupełnie nową opowieść, wprowadzają nowe wątki i galerię niezwykłych postaci (poznajemy między innymi legendarnego Merlina). Świeżość opowiedzianej historii zaskakuje i sprawia, że mamy ochotę na więcej. Pojawiają się niewykorzystane dotąd wątki religijne i klerykalne. Green pozwala sobie na drobną kpinę z religijnych wierzeń. Zarówno wysłannicy nieba, jak i piekła to niedbające o losy ludzi monstra, których trzeba się pozbyć najszybciej jak to możliwe. „Nie było na czym oka zawiesić ani nic do roboty, a nie zamierzałem marnować czasu na modły” - Opisuje swoje wrażenia z pobytu w kościele Taylor. Autor daje nam też ciekawe spojrzenie na Judasza ukazując go w nowym, typowym dla siebie, groteskowym świetle. Wszystko to okraszone humorem. 

Warto jednak pamiętać, że powieść Green’a to nie tylko zbiór zabawnych i absurdalnych sytuacji. To także do bólu trafne spostrzeżenia dotyczące świata i człowieka. Tak banalne, że się przy nich nie zatrzymujemy, a uderzają w nas dopiero po chwili, kiedy zdajemy sobie sprawę, że błyskotliwa uwaga odnosić się może nie tylko do dziwnej kreatury, o której czytamy, ale także do nas samych. 

Simon R. Green pokazał, że ma niewyczerpane pokłady szalonej wyobraźni. W tomie drugim nadal potrafi zaskoczyć. Co więcej! Nie mam najmniejszych wątpliwości, że także kolejne części tej serii będą równie udane. Green udowodnił, że pomysłów mu nie brakuje, a Nightside ma w sobie jeszcze wiele tajemnic. 


Recenzja napisana dla portalu LubimyCzytac.pl

11 komentarzy :

  1. Mimo entuzjastycznej recenzji wydaje mi się, że to nie książka dla mnie. Ale kto wie, może kiedyś zmienię zdanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie powiem, ciekawi mnie ta seria już od dawna, a po Twojej recenzji jeszcze bardziej... Na szczęście urodziny/imieniny/boże narodzenie już niedługo xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy zaczęłam czytać recenzję pomyślałam, że fantasy nie jest dla mnie... ale kurczę, zaintrygowałaś mnie! To nie wygląda na zwykłe, szablonowe fantasy i chętnie dowiem się, co w trawie piszczy:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastyka, gorący facet i wątek kryminalny? Zamawiam! Mam tylko nadzieję, że książki nie przypominają serii "Zapadlisko". Było dużo oczekiwań i duże rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anianka? Gorący facet? O niczym takim nie było mowy. :P
    A "Zapadliska" niestety nie czytałam. :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona, ale Twoja recenzja przekonała mnie do tej książki:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak spodoba mi się pierwsza część, to sięgnę i po drugą :) Szczególnie, że książki z takimi okładkami bardzo chciałabym mieć na półce xD A poza tym, tematycznie - to jest właśnie to, czego szukałam od dłuższego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwszy raz słyszę otej książce, a wydaje się, że 2 jest naprawdę ciekawa. Będę musiała dostać w swoje ręce 1 tom :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Po Twoich zachwytach -na blogu i na żywo xD- nad tym ksiazkami sięgnę na pewno po 1 część, i zobaczymy jak będzie dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. wątpię, żeby książka przypadła mi do gustu, ale nie mówie nigdy:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakos nie jestem przekonana ;) Po takiej recenzji co prawda chętnie sięgnę, ale jeszcze nie teraz :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...