poniedziałek, 25 lipca 2011

Recenzja: "Z Tango jest nas troje" - Peter Parnell & Justin Richardson

Wydawnictwo AdPublik

Opis wydawcy:

Opowiadanie napisane przez Peter’a Parnell’a oraz Justin’a Richardson’a z ilustracjami Henry’ego Cole’a oparte jest na prawdziwej historii Roy’a i Silo, dwóch pingwinów maskowych z nowojorskiego ZOO, które przez sześć lat żyły w stałym, homoseksualnym związku.
Roy i Silo podpatrują, że inne pingwinie pary wysiadują jajka, z których wykluwają się małe pingwiniątka. Zaczynają więc wysiadywać kamień, który przypomina im jajko. Gdy zauważają to opiekunowie pingwinów, podrzucają im prawdziwe jajko, które na przemian wysiadywać zaczynają Roy i Silo. Wykluwa się w końcu z niego Tango, mała córeczka homoseksualnej pary pingwinów.
Książka otrzymała wiele nagród i nominacji, m. in. od Amerykańskiego Towarzystwa Bibliotekarzy, Amerykańskiego Towarzystwa Zapobiegania Przemocy wobec Zwierząt oraz Lambda Literary Award. Jest bestsellerem w wielu krajach.

„Z Tango jest nas troje” to kolejna niesamowita książka dla dzieci wydawnictwa AdPublik, którą miałam przyjemność przeczytać. Podobnie jak w przypadku poprzedniej, oczarował mnie sposób opowiadanej historii, podejście do tematu homoseksualizmu i naturalne jego przedstawienie.

Historia pingwinów Roy i Silo, dwóch samców żyjących wspólnie w jednym z amerykańskich zoo, jest historią prawdziwą. Wśród wielu pingwinich rodzin, właśnie ich dwóch postanowiło żyć razem; zbudowali dla siebie dom, śpiewali pieśni godowe, wszystko robili wspólnie. Podpatrując inne pingwiny wysiadujące swoje jaja, Roy i Silo znaleźli kamień i dbali o niego. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności jedno z jaj pozostało bez opieki i opiekun z ogrodu zoologicznego postanowił przekazać je naszym bohaterom.

„Z Tango jest nas troje” to piękna i wzruszająca opowieść o rodzinie i miłości rodzicielskiej. W tym tkwi główna siła przekazu opowiadanej historii. Roy i Silo nie są przedstawione jako anomalia, jako dziki wybryk natury i laboratoryjna próbka, którą należy zbadać. Pingwiny te to kochająca się i wspierająca nawzajem rodzina, w której pojawia się córka, a rodzice troszczą się i dbają o jej dobro.

To kolejna wspaniała opowieść, którą powinien poznać każdy młody czytelnik wkraczający dopiero w życie. Piękne obrazki przedstawiające życie codzienne pingwinów wzmacniają tylko sympatię do bohaterów opowieści. W przypadku pingwinów, ich wygląd oddziałuje na czytelnika podwójnie; zarówno bowiem samce, jak i samice przedstawione są identycznie, dzięki czemu patrząc na główną, męską parę bohaterów nie odbieramy ich jako odmieńców, a jako zwartą i równoprawną część większej społeczności.

Żałuję, że w czasach mojego dzieciństwa nie znałam tak pięknych i mądrych bajek. Cieszę się jednak, że teraz, kiedy bardzo powoli akceptacja społeczna homoseksualizmu jest coraz większa, młodzi czytelnicy zdobędą możliwość wpojenia sobie tak ważnych wartości, jak tolerancja. Rodzicu! Przeczytaj swym dzieciom opowieść o młodej Tango, która ma dwóch tatusiów. Być może za kilka lat, rodzina taka jak opisana w książce, traktowana będzie z należytym jej szacunkiem. 
 

piątek, 22 lipca 2011

Recenzja: "Król i król" - Linda de Haan & Stern Nijland

Wydawnictwo AdPublik

Opis wydawcy:

Na szczycie pewnej góry mieszkali królowa z królewiczem i nadworny kot. Królowa od wielu, wielu lat zasiadała na tronie i była już bardzo zmęczona tym rządzeniem. Aż któregoś poranka postanowiła, że jeszcze przed końcem lata uda się na emeryturę. Tak więc nadeszła najwyższa pora, aby książę się ożenił. Pojawia się wiele księżniczek, ale ku zaskoczeniu, to właśnie książę Wspaniały przypada do gustu synowi królowej.
Holenderska bajka dla dzieci przetłumaczona na kilkanaście języków. Była bestsellerem m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie próbowano ją wycofać z bibliotek szkolnych. Książka wzbudziła wiele dyskusji na temat tolerancji i różnorodności.



Zagadnienie walki z homofobią jest mi bardzo bliskie. Od wielu lat związana jestem z Kampanią Przeciw Homofobii oraz toruńskim stowarzyszeniem Pracownia Różnorodności. Nie mogę znieść nietolerancji i niezrozumienia, z którym spotykają się osoby nieheteroseksualne (homoseksualne, biseksualne, transseksualne i queer). Walczyć z homofobią można na różne sposoby, niemniej jednak, nawet w gronie sympatyków działalności antyhomofobicznej pojawiają się ludzie, dla których miłość homoseksualna – nawet jeśli w pełni równouprawniona – pozostaje miłością inną. „Kochający inaczej” – mówi się czasem o ludziach nieheteroseksualnych. Dlaczego? Przecież każda miłość jest taka sama.

Nikogo nie winię za takie postrzeganie spraw płci i seksualności. Pewne cechy, pewną wiedzę wynosi się z kołyski. I tak ja sama, mimo że nie wierzę w Boga – obchodzę Boże Narodzenie. Niektórzy ludzie natomiast, choć popierają seksualność odmienną od swojej, w świadomości mają pewne schematy, których nie sposób wykluczyć – przekazuje je nasza kultura; rodzice, szkoła, telewizja.

„Król i król” to książeczka dla dzieci. Jej pojawienie się na rynku polskim napawa mnie wielką radością i dumą. Te kilka kolorowych kartek potrafi bowiem zmienić wszystko.

W dzieciństwie powstaje większość naszych nawyków, sympatii i przekonań. Wówczas nie zdajemy sobie jeszcze sprawy z tego, że są one w jakikolwiek sposób uwarunkowane i nabyte; postrzegamy pewne rzeczy, „bo tak po prostu jest”. Nasze pierwsze lektury przybliżają nam świat i wpajają podstawowe wartości. Małe dziecko, słuchając opowieści o królewiczu zakochanym w innym królewiczu, nie widzi w tym nic dziwnego, czy oryginalnego, a już tym bardziej niestosownego. Dziecko słucha bajki i natychmiast przyswaja opisane w niej elementy jako składniki świata w którym żyje. Od tego czasu w jego świadomości obraz rodziny to nie tylko król i królowa, ale także król i król, od tego czasu para homoseksualna nie będzie „kochała inaczej”, będzie po prostu inną wersją tej samej historii.

O czym jest „Król i król”? To króciutka, zaledwie kilkunastozdaniowa (wszak kierowana do najmłodszego czytelnika) opowieść o królestwie władanym przez starą królową i jej syna. Dla królowej rządzenie stało się męczące, dlatego postanawia, że zastąpi ją syn. Książę jednak, aby zasiąść na tronie, musi się ożenić. Do królestwa zjeżdżają się królewny z całego świata, książę jednak, zamiast w księżniczce, od pierwszego wejrzenia zakochuje się w innym królewiczu. Wkrótce biorą ślub, królowa płacze ze wzruszenia, a nasi bohaterowie „żyją długo i szczęśliwie”.

Opowiedziana historia jest zabawna i pomysłowa. Każdą stronę, zdobią duże i kolorowe ilustracje przedstawiające życie w pałacu, nadwornego kota, królewskie wesele, a także poślubny pocałunek między zakochanymi nowożeńcami. Nie sposób nie docenić wyjątkowości szaty graficznej. Obrazki wykonane są metodą kolażu, z zastosowaniem różnych materiałów, co widać nawet na płaskim papierze. Są zabawne, a pomysłowość plastyka jest naprawdę zadziwiająca.

„Król i król” to modyfikacja baśniowego wzorca, który znamy wszyscy. Ile razy zdarzyło nam się czytać bajki o królewiczu i pięknej królewnie? Dzięki wczesnemu poznaniu historii, dla dorastającego dziecka nie będzie to modyfikacja, a fragment dobrze znanej mu rzeczywistości.

Jest wiele powodów, aby zachęcić wszystkich do sięgnięcia bo „Król i król”, ale tylko jeden jest tak naprawdę ważny. Przeczytajcie książkę swoim dzieciom, pomóżcie budować tolerancyjny i sprawiedliwy świat, w którym królewicz kochający innego królewicza nie szokuje i nie zaskakuje, a tylko przywołuje ciepłe wspomnienia z dzieciństwa. 

*****
Jeszcze nigdy nie zależało mi tak bardzo, aby zachęcić kogoś do przeczytania książki i jeśli chociaż jedna osoba dzięki mojej recenzji kupi "Król i król" i może nawet przeczyta ją swemu dziecku - będę to uważała za swój wielki sukces. Ja książkę kupiłam na stronie wydawnictwa na Allegro (link), nie tylko tę, ale także inną bajkę, której recenzja pojawi się niedługo. Ceny są korzystne, dlatego bardzo gorąco zachęcam do kupna. :)

poniedziałek, 18 lipca 2011

Recenzja: "Północ Południe" - Elizabeth Gaskell - Tom I

Północ Południe, Elizabeth Gaskell 
Wydawnictwo Elipsa

Opis wydawcy:

XIX-wieczna, pełna kontrastów Anglia. Pochodząca z zamożnej, południowej części kraju córka pastora – Margaret Hale – przeprowadza się z rodzicami do Milton, miasteczka na Północy. Rewolucja przemysłowa zostawiła tu swoje ślady. Margaret, zszokowana biedą i warunkami, w jakich żyją robotnicy, wchodzi w konflikt z właścicielem zakładu bawełnianego, Johnem Thorntonem. Początkowa niechęć zmienia się w uczucie…



„Północ Południe” Elizabeth Gaskell (nie mylić z „Północ i Południe” Johna Jakes’a, na podstawie której w latach ’80-tych powstał słynny serial z Patrickiem Swayze), to książka na której wydanie w Polsce czekać musieliśmy przeszło 150 lat. Czy było warto? Myślę, że tak.

Główną bohaterką powieści jest Margaret – dziewiętnastoletnia panna z niezbyt bogatej, ale za to szanowanej rodziny pastorostwa. Swoją młodość spędziła u ciotki w Londynie, zawsze chętnie powracając do rodzinnej wioski na południu Anglii. Jej dom to miejsce spokojne i malownicze; otoczone bujną przyrodą i pełne życzliwych ludzi. Jej życie jednak ulega diametralnej zmianie, kiedy ojciec decyduje się zrezygnować z pełnionej przez siebie funkcji i wraz z całą rodziną przenieść się do Milton – industrialnego, nowoczesnego, zadymionego miasta na północy, w którym Margaret styka się z biedą, cierpieniem i niesprawiedliwością społeczną.

Anglia, XIX wiek. Czy komuś, kto pochłania powieści Jane Austen, George Eliot i sióstr Brontë potrzeba innej rekomendacji? Szelest sukien, dorożki, zaproszenia na herbatę, rewizyty – za to kochamy epokę opisywaną przez nasze ukochane autorki. „Północ Południe” jednak to coś znacznie więcej. Powieść porównywana jest do „Dumy i uprzedzenia”, dlatego i ja spodziewałam się cech tak charakterystycznych dla twórczości Austen – sporej dawki humoru i zawirowań bohaterek wokół własnego zamążpójścia. Zamiast zgrabnej i lekkiej komedii omyłek dostałam jednak dzieło poważne, zaangażowane społecznie, a także niezwykle smutne w swej wymowie.

Problemy przedstawione w powieści porównać mogę do tych, znanych nam z literatury polskiej. Dokładne przestawienie potężnych właścicieli fabryk oraz skrzywdzonych i niesprawiedliwie traktowanych robotników to tematyka której dotykali Reymont i Żeromski. Praca u podstaw i przyjacielska pomoc, którą stara się realizować Margaret wśród potrzebujących, to postawy chyba najczęściej wykorzystywane w polskiej literaturze okresu pozytywizmu. Elizabeth Gaskell nie boi się trudnych tematów i pisze o nich z tak wielkim zaangażowaniem, że niejednokrotnie jej proza zyskuje cechy naturalistyczne.

Flirty i dyskusje na temat mody? Tych zdecydowanie nie uświadczycie w powieści. Wątek romansowy zredukowany jest do minimum. Dokładnie przedstawione są natomiast bieda, choroby zawodowe, śmierć z przepracowania i destrukcyjna potrzeba ludzi tego, aby wywalczyć dla siebie godziwe warunki bytu. Rozmowy pomiędzy bohaterami są poważne, a niejednokrotnie też trudne i zdecydowanie nie ułatwiają lektury. Warto jednak zagłębić się w przedstawione w nich, widziane z różnych punktów widzenia teorie, dzięki którym poznać możemy punkty widzenia różnych klas społecznych żyjących w XIX wieku w Anglii.

„Północ Południe” to istna kumulacja przedstawionych problemów. Obok konfliktów społecznych i ekonomicznych, autorka w ciekawy sposób pokazuje politykę, którą kierowały się ówczesne władze. Na przykładzie brata Margaret – Fredericka, szczegółowo obrazuje przypadek zdrady stanu. Nie szczędzi także problemów etycznych, związanych z apostazją ojca.

Podczas lektury wydawało mi się, że w powieści brakuje lekkości; powaga przedstawionej sytuacji zmusza czytelnika do ciągłego skupienia i umartwiania się losem bohaterów. Niesłusznie – to właśnie ciągłe zatrzymywanie uwagi czytelnika i pokazywanie mu scen, które zawładną jego emocjami powoduje, że powieść ta jest wyjątkowa i zdecydowanie góruje nad innymi znanymi mi dziełami epoki.

Moje zastrzeżenia dotyczące treści nie są duże. „Północ Południe” to powieść napisana świetnie, z wykorzystaniem dużego zasobu wiedzy i wrażliwości i – co najważniejsze – sprawiedliwie, autorka bowiem nie opowiada się po żadnej ze stron. Moja największa niechęć przypadła sposobowi, w jaki autorka „zmusiła” swą bohaterkę do przeprowadzki do fabrycznego Milton. W powieściach wiktoriańskich często mamy do czynienia ze zmianą statusu życiowego bohaterki i lubię, kiedy dzieje się to w sposób gwałtowny, niespodziewany i przede wszystkim – tragiczny. Wojna, śmierć i bankructwo to moje ulubione rozwiązania. Margaret musiała wyrzec się swego dotychczasowego życia i w ciągu kilku dni zmierzyć się z dorosłością z powodu moralnych rozterek ojca. Do samego końca nie potrafiłam znaleźć usprawiedliwienia tego tchórzliwego, egoistycznego i irytującego zachowania. Bardzo żałuję, że właśnie tak – w moim mniemaniu – błaha przyczyna stała się kołem napędowym późniejszych, ciekawych wydarzeń.

Moje wszelkie krytyczne uwagi skupiają się na kwestii innej niż merytoryczna, a jest nią sposób wydania książki. Nie jestem przesadną pedantką, która dba o wygląd czytanej lektury, są jednak granice, których przekroczyć (zwłaszcza w przypadku dzieła klasycznego) nie można. Książka wydana jest w sposób fatalny. Papier jest marny, bardzo ściśle zadrukowany małym tekstem, a wewnętrzna okładka – o zgrozo! – w całości pokryta reklamą kosmetyków. Szukacie książki na księgarnianej półce? Na próżno. Tę wybitną powieść znaleźć można w dziale prasowym, wciśniętą pomiędzy filmy na DVD dołączane do gazet, a pojawiające się cyklicznie tanie romanse.

No i wreszcie sprawa najważniejsza. Polski wydawca zdecydował się na sztuczny podział powieści na dwie części. Zabieg ten znacznie utrudnia jej odbiór i uniemożliwia wręcz pełny i sprawiedliwy nad nią osąd. Dodatkowo, podział nie pozwala nam odczuć tego, co w powieściach tego typu jest najważniejsze, czyli rozmachu literackiego, który zaserwowała autorka.

Długoletni brak powieść „Północ Południe” na naszym rynku przyczynił się do nieznajomości dzieła wybitnego i godnego uwagi, które poznać mogło już wiele wcześniejszych pokoleń. Żałuję jednak, że sposób jego wydania nie przysporzy mu tylu czytelników, na ilu zasługuje.


Książkę otrzymałam od serwisu Nakanapie.pl

piątek, 15 lipca 2011

Obroniona!


















Chciałabym podzielić się z Wami swoją wielką radością. W dniu dzisiejszym obroniłam pracę licencjacką uzyskując ocenę bardzo dobrą. :D Od wczoraj chodziłam jak nakręcona, strasznie się denerwowałam i oczywiście przygotowywałam pytania na ostatnią chwilę. Dziś jednak mogę pochwalić się wyższym wykształceniem! I to w wielkim stylu.

Temat mojej pracy brzmiał Od bestii do ideału, czyli o obecności istot nadprzyrodzonych w paranormal romance. Wybierając go w październiku byłam pewna, że praca nad nim będzie czystą przyjemnością. Okazało się jednak, że nawet najprzyjemniejszy i najbardziej ulubiony temat potrafi stać się brutalnie nieciekawy, nużący, a nawet odpychający. Pracowałam ciężko, chociaż nie za dużo. Opuściłam kilka ostatecznych terminów, aż w końcu prawie całą pracę napisałam w ostatnim tygodniu.

Sama obrona była nadspodziewanie przyjemna. Atmosfera była luźna, promotor z recenzentem opowiadali dowcipy o perkusistach (mój promotor, tak jak ja, jest perkusistą i perkusji dotyczyło jedno z moich pytań), rozmawialiśmy na wiele tematów kompletnie nie związanych z pracą. Kiedy mi podziękowali czułam niedosyt i żałowałam, że muszę już wyjść, bo chętnie pogadałabym z nimi jeszcze trochę. Przyznać jednak muszę, że po wyjściu, ze świadomością, że ukończyłam studia (a przynajmniej ich część) wielki kamień spadł mi z serca.

Wreszcie zaczęłam prawdziwe wakacje, może nawet uda mi się gdzieś wyjechać. No i wreszcie uda mi się pisać trochę więcej. :)

niedziela, 10 lipca 2011

Stosik czerwcowy

Czerwiec skończył się już jakiś czas temu, a mojego comiesięcznego stosiku brak! Czas nadrobić te straszne zaległości - biorę się więc do roboty! 
Moje stosiki z czerwca będą żałośnie małe. Składa się na to kilka czynników. Po pierwsze - prawie nic nie czytałam, a w związku z tym nic nie recenzowałam, a co za tym idzie - nie dostałam zbyt wielu nowych książek. No i wreszcie kwestia druga - kluczowa, jeśli chodzi o posiadane przeze mnie pozycje: przez cały czerwiec miałam taki zapierdol, że nie odwiedziłam nawet księgarni. Rzecz iście bezprecedensowa w moim życiu! Drobne zakupy zrobiłam dopiero w ostatnich dniach czerwca, stąd ten maleńki stosik własnych nabytków. 
Otrzyjcie jednak łzy! W stosiku lipcowym powrócę w wielkim stylu! Kilka dni temu zrobiłam potężne zakupy, które chętnie zaprezentuję Wam w kolejnej odsłonie. ;) 



Na początek książki otrzymane.

Od góry:

1. Córki Księżyca. Tom 2 – Lynne Ewing
2. Całując grzech - Keri Arthur
3. Jak poślubić wampira milionera - Kerrelyn Sparks
4. We własnym gronie - Mari Jungstedt
5. Wezwanie - Kelly Armstrong (Pozycje 3-5 od księgarni Matras.)
6. Powołanie - P. C. Cast
7. Drżenie - Maggie Stiefvater 




8. Dziewczyny z Hex Hall 2. Diable szkło - Rachel Hawkins (Recenzja jutro!)
9. Dziewczyna i chłopak wszystko na opak - Wendelin Van Draanen
10. Dziedzictwo mroku - Bree Despain
11. Łaska utracona - Bree Despain (Obie książki miałam już wcześniej, co więcej - recenzję "Dziedzictwa mroku" napisałam prawie rok temu! Jeśli więc są zainteresowani - chętnie sprzedam!)
12. Tatry i Zakopane dla leniwych - Zygmunt Pytlik
13. The Czart Show - Jakub Góralczyk 
14. Księga wampirów - Bob Curran --> recenzja
15. Księga wilkołaków - Bob Curran --> recenzja




Książki przeze mnie kupione. Jedna w Taniej Książce, cała reszta - na wspaniałej promocji w Matrasie! :) 

16. Poza sezonem - Jack Ketchum (Znalazłam w Taniej Książce za 5 zł! A że książkę wydało jedno z moich ulubionych wydawnictw :) to od razu wzięłam!)
17. Zdumiewająca historia Henry'ego Sugara - Roald Dahl (Kocham Roalda Dahla! Gdybym miała wybrać jednego, ulubionego pisarza, to byłby nim właśnie Dahl! Powiem szczerze, że byłam święcie przekonana, że mam w swoim posiadaniu wszystko, co Dahl napisał. Zobaczywszy "Zdumiewającą historię..." w koszu "wszystko za 5 zł" dostałam kołatania serca i ślinotoku. Oczywiście kupiłam. :) Ta książka to zdecydowanie mój najszczęśliwszy nabytek od bardzo długiego czasu. 
18. Kod Lucyfera - Michael Cordy (Ciekawy tytuł i mała cena robią swoje!)
19. Porzuceni - Meg Cabot (Nie mam pojęcia co za Szatan miotał mną podczas gdy ja kupowałam "Porzuconych". Naprawdę nie wiem! Szczerze i całego serca nienawidzę Meg Cabot. Nie znoszę jej stylu i infantylnych historii. Mimo wszystko dałam jej szansę. Duża promocja, ciekawość przeczytania Cabot w konwencji paranormalnej. Zobaczymy.)
20. Dni mroku. Księga 2 - Łowca ciemności - Jocelynn Drake
21. Dni mroku. Księga 3 - Posłaniec świtu - Jocelynn Drake (Obie za 15 zł. Tom pierwszy oczywiście nieprzeczytany. Ale mam!)
22. Świt - Tim Lebbon (Sytuacja dokładnie taka sama jak powyżej. Cena: 15 zł!) 







No i na sam koniec wynik mojej wspaniałej prenumeraty serii "Wielkie Biografie". Dwie kolejne biografie, a także prezent z okazji prenumeraty. :) 

23. Mozart - Norbert Elias (Znam tego autora. Czytałam jego książkę "Przemiany obyczajów w cywilizacji Zachodu" i uważam ją za dzieło wybitne. Mam więc nadzieję, że biografia Mozarta będzie równie dobra.)
24. Diego i Frida - J. M. G. Le Clezio (I znowu świetny autor - w końcu noblista!)
25. 100 najsłynniejszych obrazów świata (Podobnych książek mam już całe mnóstwo. Co jednak zrobić jak dają za darmo?! Poza tym książka pachnie naprawdę pięknie!)


Na sam koniec zaprezentuję Wam moją całą kolekcję książek Roalda Dahla! A co mi tam! :D



Miłego dnia! :)

piątek, 8 lipca 2011

Recenzja: "Dolina. Gra" - Krystyna Kuhn

Opis wydawcy:

Gdzieś w ciemności
w samym środku pustkowia
skrywa się mroczna tajemnica...
Odjazdowe otrzęsiny w domku nad jeziorem. Tak studenci świętują swoje przybycie do college’u w Grace – położonej w Kanadyjskich Górach Skalistych elitarnej uczelni dla wybitnie uzdolnionych. Julia wraz z przyjaciółmi wkrótce ma się przekonać, że w zapomnianej przez Boga i ludzi dolinie dzieją się dziwne rzeczy...
Skąd tyle tabliczek ostrzegawczych wokół uczelni?
I dlaczego Google Earth nie lokalizuje tego miejsca na mapie?
Gdy Robert – brat Julii – widzi dziewczynę samotnie skaczącą ze skały do jeziora Lake Mirror, nikt mu nie wierzy, nawet siostra. Mimo to rusza na ratunek. Nie ma pojęcia, że oto, chcąc nie chcąc, staje się pionkiem w grze – fragmentem czyjegoś misternego planu…


Powieść „Gra” to pierwsza część serii „Dolina” autorstwa niemieckiej pisarki Krystyny Kuhn. Pozycja ta w idealnym momencie weszła na polski rynek wbijając się w młodzieńcze gusta, spragnione historii strasznych i tajemniczych, doprawionych niewielkim wątkiem paranormalnym.

„Gra” opowiada historię rodzeństwa Julii i Roberta, którzy w okolicznościach niewiadomych dla czytelnika przybywają do elitarnej uczelni położonej w odciętej od świata dolinie Kanadyjskich Gór Skalistych.

Na samym początku nie sposób nie zauważyć pewnych inspiracji, którymi sugerowała się autorka. Samo miejsce akcji do złudzenia przypomina odcięty od świata hotel Overlook znany z powieści „Lśnienie” Stephena Kinga. Dodatkowo u Krystyny Kuhn pojawia się motyw „żyjącego budynku”, który od samego początku zdaje się obserwować bohaterów. Kolokacje te nie rażą, ponieważ rozwój wydarzeń jest zupełnie inny niż u pana Kinga, ale też nie wprowadzają dodatkowego smaczku, na który liczyłam. Lubię nawiązania intertekstualne i zawsze chętnie przyjmuję odwołania do innych dzieł kultury. Nie narzekam jednak. Zwłaszcza na początku, bo nie wypada!

„Gra” to od samego początku jedna wielka tajemnica. Autorka od pierwszej strony buduje napięcie grozy i informuje czytelnika o tym, że do samego końca zmagać się on będzie z pewnymi niewyjaśnionymi sprawami z przeszłości bohaterów. Tajemnice, z którymi spotyka się czytelnik są dwie. Pierwszą zapewnia konwencja kryminału (a może thrillera – trudno powiedzieć jednoznacznie z czym mamy do czynienia w przypadku „Gry”); wraz z bohaterami staramy się rozwikłać sprawę tajemniczego morderstwa oraz jego okoliczności. Autorka jednak na tym nie poprzestała, sprawiając, że stopień zapętlenia powieści jest jeszcze większy. Swoją tajemnicę ma też główna bohaterka. Jej sekret poznajemy niespiesznie, po kawałku. Trzeba przyznać – zabieg ciekawy, myślę jednak, że brak tej dodatkowej tajemnicy nie umniejszyłby walorów powieści. Faktem jest jednak, że wszystkie dodatkowe, ciemne sprawki wprowadzają do powieści wiele tajemniczości, ponadto zostały bardzo ciekawie rozwiązane, a to duży plus.

Powieść pełna jest niedopowiedzeń, czytelnik otrzymuje niewiele danych, a te nieliczne, które uda mu się zapamiętać wprowadzają do dezorientacji i niepewności. Do samego końca nie wiedziałam jak rozwiąże się akcja, co chwilę byłam czymś zaskakiwana. Zarówno sceneria, jak i wydarzenia w powieści wywoływały u mnie dreszcze i niepokój. Kilkukrotnie byłam zestresowana do tego stopnia, że przewracałam kilka kolejnych stron, aby poznać zakończenie danego rozdziału.

Zdecydowanie najsłabszym aspektem powieści jest język. Czytałam kilka recenzji, w których zarzuty spadły na Bogu ducha winnego tłumacza. Niesłusznie. Wina leży po stronie autorki, która jakby uparła się, żeby swoją powieść zamerykanizować. W książce co chwilę pojawiają się doprowadzające do szału angielskie wtrącenia i zwroty. Po co? Nie wiem. Być może autorka myślała, że przez to będzie bardziej ‘cool’ i ‘trendy’. Poza tym zwróciłam uwagę na kilka błędów rzeczowych (w jednym zdaniu Julia wkłada kopertę do kieszeni, w następnym koperta wypada jej z dłoni).

Książkę czyta się na jednym wdechu i właśnie to wynagradza nam wszelkie inne niedociągnięcia. Uwielbiam powieści od których nie sposób się oderwać, a nawet jak już się uda, to cały czas myśli się o rozwiązaniu przedstawionej w książce zagadki.

Zdecydowanie zachęcam do sięgnięcia po „Grę”. Dolina to bardzo ciekawe miejsce, które wchłonie niejednego czytelnika.


A już w sprzedaży tom drugi serii „Dolina” – „Katastrofa”. 













Książkę otrzymałam od wydawnictwa Telbit, za co serdecznie dziękuję. 



Dodatkowo chciałabym poinformować, że na stronie wydawnictwa Telbit na Facebooku trwa akcja Książka w kwiecie wieku. Jej celem jest prezentowanie dzieł w naprawdę słusznym wieku. Warto przejrzeć te wiekowe dzieła! ---> klik
Przyłączycie się? 



środa, 6 lipca 2011

Recenzja: "Księga wilkołaków" - Bob Curran

Opis wydawcy:

Motyw człowieka, który celowo lub bez swej woli zamienia się w dziką bestię, powtarza się w wielu kulturach – ale czy tego typu wierzenia mają jakieś podstawy? Czy genezy tych legend należy doszukiwać się w świecie zjawisk ponadnaturalnych, czy istnieje na nie jakieś wytłumaczenie? Dr Bob Curran analizuje wierzenia dotyczące zespolenia człowieka ze zwierzęciem występujące w różnych częściach świata. Porusza także kwestię inżynierii genetycznej – szczególnie prób łączenia genów ludzkich i zwierzęcych w celu znalezienia lekarstwa na dręczące nas choroby. Czy idea człowieka, który zamienia się w zwierzę, to naprawdę tylko fantazja? Księga wilkołaków to kompendium wiedzy, które dostarcza wielu specjalistycznych informacji na ten fascynujący temat. Czytelnikom należy się jednak ostrzeżenie: nie należy czytać go przy świetle księżyca w pełni! Opisom towarzyszą bogate ilustracje Iana Danielsa, którego rysunki można znaleźć między innymi na okładkach książek Marion Zimmer Bradley i Orsona Scotta Carda. 


Duet, który tworzą dr Bob Curran oraz ilustrator Ian Daniels miałam okazję już poznać. Sięgając po „Księgę wilkołaków” wiedziałam, że spodziewać się mogę dzieła na najwyższym poziomie zarówno literackim, jak i merytorycznym.

Wydanie „Księgi wilkołaków” jest niemal identyczne do tego, które znam z „Księgi wampirów”. Czarna okładka, gotycka czcionka, oczy jakiegoś nie do końca zidentyfikowanego stworzenia. Mogłoby się wydawać, że treść również będzie podobna. Otóż nie, „Księga wilkołaków” zaskakuje nas zupełnie nowymi faktami.

Autor w swej monografii opisuje wierzenia dotyczące wilkołaków w sposób chronologiczny. Skupia się na europejskim kręgu kulturowym, wzmiankując jedynie legendy z odleglejszych zakątków świata. I właśnie tego mi brakowało. W „Księdze wampirów” w każdym rozdziale spotykałam się z egzotycznymi miejscami, ich mieszkańcami i światopoglądem. Tutaj uwaga autora skupiła się raczej na historii naszego kontynentu. Wierzenia na temat wilkołactwa i likantropii wywodzi on już z czasów starożytnych, w umiejętny i ciekawy sposób tłumacząc nam ich rozwój i kulturowe kontynuacje, także te z najnowszej kultury popularnej.  

Bob Curran do problemu wilkołactwa podchodzi od strony psychologicznej, tłumacząc istnienie tego zjawiska jako wynik zaburzeń psychicznych u niektórych ludzi. Opisane zostają także przypadki tzw. „dzikich dzieci”, czyli dzieci niewiadomego pochodzenia, najprawdopodobniej wychowanych przez zwierzęta, które potem próbowano przystosować do życia w społeczeństwie. Jak widać, Curran traktuje temat wilkołactwa niezwykle szeroko, zaliczając do niego nie tylko wierzenia tradycyjne, ale także rozważając klasyki naszej kultury takie jak bajka o Czerwonym Kapturku oraz współczesne przypadki „zezwierzęcenia”.

Mnie szczególnie zainteresowały opisane przez autora sprawy sądowe, które miały miejsce w XVI i XVII wieku we Francji. Dzięki szczegółowym raportom, które wówczas spisano możemy zajrzeć w psychikę ludzi żyjących w tamtym okresie. To naprawdę niezwykłe doświadczenie móc poznać zapiski wykształconych ludzi ze świata nauki (lekarzy, prawników), którzy dowodzą teorii tak sprzecznych z naszym współczesnym stanem wiedzy.

„Księgę wilkołaków”, tak jak i poprzednie dzieło autora – „Księgę wampirów”, polecam wszystkim, którzy w łatwy i przyjemny sposób pragną pogłębić swoją wiedzę nie tylko na temat wilkołaków, ale także na temat historii i ludowej wierzeniowości. To kolejna niezwykła podróż w głąb naszych dziejów i spojrzenie z bliska na fakty, które ukształtowały naszą współczesną kulturę. 


Książę otrzymałam od wydawnictwa Verbum Nobile, za co serdecznie dziękuję.


*******

Przy okazji pragnę ogłosić, że chwilowo zakończyłam sesję. Została mi jeszcze obrona pracy licencjackiej 15. lipca i masa poprawek we wrześniu, ale na razie się tym nie przejmuję. Powracam do książek i powracam na bloga. Mam nadzieję, że po miesiącu mojej raczej miernej obecności recenzje pojawiać się będą często. W czytaniu mam takie zaległości, że boję się nawet o nich myśleć. 
Przepraszam też za moją niezbyt częstą aktywność na Waszych blogach, teraz wszystko powróci do normy. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...