czwartek, 15 września 2011

Recenzja: "Łowcy Mitów" - Christopher Golden

Wydawnictwo Amber

Opis wydawcy:

Alternatywny świat za Zasłoną, oddzielający królestwo legendarnych istot od naszej współczesności
Autor porównywany do Neila Gaimana, wydawany w 14 krajach
Zimowa noc w małym miasteczku w Maine. Bezsenna dla Olivera Bascombe’a, młodego prawnika, który jutro ma wziąć ślub wbrew swojej woli. Marzy, żeby ten dzień nigdy nie nadszedł, chciałby uciec gdzieś daleko. I nagle do jego domu wdziera się śnieżna zamieć, a wraz z nią człowiek z lodu. Pradawna istota szuka u Olivera pomocy w ucieczce przed krwiożerczymi prześladowcami. Oliver wyrusza z nią do magicznego świata mitów i niebezpieczeństwa. Lecz człowiek, który przekroczy Zasłonę, nie może już stamtąd powrócić…


„Łowcy Mitów” to pełna uroku i przywołująca najwspanialsze wspomnienia opowieść o dwóch równoległych światach i poznawaniu alternatywnej rzeczywistości. Dość znany temat nie wprowadza niczego nowego, ale fanom gatunku przypomina, jak bardzo zachwycały ich takie opowieści w przeszłości.

Oliver Bascombe to twardo stąpający po ziemi młody prawnik, który nazajutrz ożenić ma się z niezbyt przez siebie pożądaną, ale za to lubianą przez ojca kobietą. Prowadzi uporządkowane i raczej nudne życie. Wszystko zmienia się, gdy podczas śnieżnej zamieci w jego salonie ląduje nie kto inny, jak sam legendarny Dziadek Mróz. Ścigany przez niebezpiecznego Łowcę Mitów prosi Olivera o pomoc, a młody mężczyzna ratując życie swoje i starca przechodzi na drugą stronę Zasłony. Znajduje się w równoległym świecie zamieszkałym przez Mity, czyli najróżniejsze istoty i kreatury, które w ludzkim świecie pojawiają się jedynie w bajkach.

„Łowcy mitów” przywodzą na myśl takie dzieła jak „Czarnoksiężnik z Krainy Oz”, „Niekończąca się historia”, czy „Opowieści z Narni”. Świat jest tutaj tak samo magiczny i baśniowy, jedyną innowacją jest dorosły bohater i nieco bardziej mroczny charakter. Pomimo tego wędrówka ścieżkami równoległego świata i poznawanie jego tajemnic była wielką przyjemnością, a dodatkowo przywoływała naprawdę miłe i ciepłe wspomnienia z dzieciństwa. Kreując świat mitycznych istot zamieszkujących równoległy świat, autor spisał się na medal. Stworzył ciekawe połączenie tradycyjnego folkloru i całkiem nowych, zainspirowanych własną wyobraźnią wizji.

Równolegle do tej magicznej wędrówki akcja toczy się w świecie rzeczywistym. Zaginięcie Olivera w dniu ślubu nie pozostaje bez echa. Na dodatek wkrótce sprawy się komplikują, pojawiają się ofiary śmiertelne. Detektyw Ted Halliwell prowadzi dochodzenie i stara się połączyć tajemnicze zniknięcie mężczyzny ze wszystkimi jego skutkami.

Ta część powieści nie zachwyca, a nawet irytuje. Skoki pomiędzy światem rzeczywistym i fantastycznym pojawiają się zbyt często, a my, biedni czytelnicy, co kilka stron przenosić się musimy z miejsca na miejsce. Powoduje to, że akcja jest niespójna i w rezultacie mało interesująca. Zbyt często zmuszeni jesteśmy opuszczać miejsce ciekawych wydarzeń i trudno wciągnąć się w którykolwiek z wątków. W momencie, kiedy zaczynamy wczuwać się w atmosferę otaczającego nas świata – przenosimy się do świata równoległego. Na dodatek skoki te są zupełnie niepotrzebne. Śledztwo detektywa Halliwella nie fascynuje, ponieważ doskonale wiemy, co wydarzyło się „naprawdę”, więc działania organów ścigania nie robią na nas większego wrażenia. Dwa współegzystujące światy nie wpływają też na siebie, dlatego ich częste pokazywanie nie ma większego sensu.

Szkoda, że autor postanowił ciągnąć dwie sroki za ogon i nie skupił się na jednym tylko aspekcie historii. Mimo wszystko warto wybrać się w tą pełną przygód, niebezpieczeństw i odkrywanych na każdym kroku nowych, zaskakujących tajemnic obcego świata.


Recenzja napisana dla portalu LubimyCzytac.pl


środa, 14 września 2011

Recenzja: "Shirley" - Charlotte Brontë

Wydawnictwo MG

Opis wydawcy: 

Nigdy dotąd nie wydawana w Polsce powieść Charlotte Brontë, autorki „Dziwnych losów Jane Eyre”.Borykający się z przeciwnościami losu młody przedsiębiorca, Robert Moore, sprowadza do swej fabryki nowoczesne maszyny, czym naraża się lokalnej ludności do tego stopnia, że doczekuje się zamachu na swoje życie. By ratować podupadający interes, Moore rozważa poślubienie zamożnej i dumnej Shirley Keeldar, mimo że jego serce należy do nieśmiałej Caroline, żyjącej w całkowitej zależności od swego stryja. Tymczasem Shirley zakochana jest w ubogim Louisie, który zajmuje posadę guwernera w rodzinie jej wuja. Choć Louis odwzajemnia jej uczucie, ambicja i świadomość przepaści majątkowej, która ich dzieli nie pozwalają mu się do tego przyznać.„Shirey”, napisana przez Charlotte Brontë zaraz po „Dziwnych losach Jane Eyre”, to pełna pasji opowieść o konflikcie klas, płci i pokoleń, toczącym się wśród wrzosowisk północnej Anglii i na tle niespokojnej epoki wojen napoleońskich.

 
Czytelniku, czy znasz siostry Brontë? Jeśli tak – wiesz co robić i żadne słowa nie zmienią faktu, że prędzej, czy później „Shirley” zagości na Twojej półce. Co słyszę? Nie znasz? Przed Tobą stoi możliwość wzbogacenia nie tylko swojego czytelniczego doświadczenia, ale całego życia.

Nie potrafię być bezstronna, nie potrafię wyzbyć się w pełni subiektywnych odczuć, które żywię do Charlotte Brontë. Jej „Dziwne losy Jane Eyre” to dla mnie niedościgniony ideał. Z niecierpliwością otworzyłam „Shirley” i poczułam to samo. Styl i klasa. Nic więcej się nie liczy. „Shirley” to literacka uczta, po której inne książki wydawać się będą niegodne tak znakomitej poprzedniczki.

Czy „Shirley” jest lepsza od „Jane Eyre” – to pytanie zadaje sobie niejeden ciekawski Czytelnik. Odpowiem szczerze – nie. Całość fabuły nie jest tak doskonale dopracowana, zdarzają się pewne niedociągnięcia. Ale to się nie liczy. Są bowiem w powieści fragmenty, które nawet wyrwane z kontekstu, tworzą maleńkie arcydzieła. Nie wierzysz? Przeczytaj pierwszy rozdział. Mistrzowsko dozowana satyra, groteskowe postaci, których nie powstydziłby się sam Dickens i humor – inteligentny i błyskotliwy.

Akcja powieści toczy się z należytą powolnością. Czytelnik zyskuje pełen obraz hrabstwa York i jego mieszkańców, a także ich zwyczajów. Nie będę opisywała fabuły powieści, polski wydawca uczynił to w sposób dostateczny, a może nawet zbyt mocny. Powiem tylko, że w książce spotkamy się ze wspaniałymi bohaterami; żywymi i pełnowymiarowymi.

I najważniejsze – przez całą powieść znakomita Autorka, wspaniała Charlotte zwraca się do mnie. Nie wysyła swej opowieści w nieokreśloną próżnię, nie stara się zadowolić wszystkich na raz. Zwraca się wprost do Czytelnika, nie stroni od własnych opinii i kąśliwych uwag, a czyni to w tak niezwykły sposób, iż mam wrażenie, że powieść została napisana specjalnie dla mnie, że nie czytam książki, a list od dobrej przyjaciółki. Czuję się, jakbym uczestniczyła we wszystkich wydarzeniach; czasem podpatruję bohaterów zza węgła – wówczas Charlotte szepcze mi do ucha ciekawostki, czasem jednak siedzę wygodnie rozpostarta w fotelu i uczestniczę w rozmowie dwóch eleganckich panów. To jest właśnie magia słowa pisanego! Doświadczyć jej może każdy.

„Jeżeli ten wstęp wzbudził w Tobie, Czytelniku, nadzieję na romantyczne wrażenia, czeka Cię zawód. Czy liczysz na sentymentalizm, poezję, rozmarzenie? Czy spodziewasz się płomiennych uczuć, ekscytacji i melodramatu? Ucisz swoje oczekiwania, sprowadź je na ziemię. Leży przed Tobą coś autentycznego, prozaicznego i namacalnego.”* - Ostrzega nas na pierwszej stronie Autorka. Droga Charlotte, ładnie to tak zakpić z czytelnika i odebrać mu nadzieję na to, co w Twej prozie najlepsze? Romantyczne uczucia wypływają z każdej strony Twojej historii. Wywołujesz nie tylko silne emocje, pokazujesz także cierpienie z powodu niemożności ich zrealizowania. Zgodzę się jednak, że „Shirley” obfituje w realizm. Konflikty płci i wieku, a także dobrze opisane zaplecze polityczne i społeczne przebijają się przez każde, nawet najbardziej romantyczne zdarzenie. To dobrze. Lektura zaspokoiła nie tylko moje serce, ale także umysł.

Czytanie „Shirley” to czysta przyjemność. Brontë reprezentuje sobą wszystko to, co w literaturze XIX-wiecznej najlepsze – idealny styl, język i bogactwo tematów. Ostrzegam jednak, że zanurzenie się w prozie tak wysokiej jakości spowodować może niechęć do wszystkiego (z samego założenia gorszego), z czym przyjdzie nam się zmierzyć w następnej kolejności.

Czytelniku, czy muszę zachęcać Cię do przeczytania „Shirley”? Jeśli znasz perypetie Jane Eyre albo śledziłeś zmagania Lucy Snow z Villette – również spotkanie z niepokorną Shirley Cię nie zawiedzie. Jeśli natomiast zaczynasz dopiero swoją przygodę z genialną Charlotte Brontë – w powieści odnajdziesz to, co złączy Cię z Nią na zawsze. 


Recenzja napisana dla portalu LubimyCzytać.pl



***
Znów mnie nie było. Tym razem wyjechałam. Do Paryża. Powiem Wam, że liczyłam na to, że wakacje będą okresem w ciągu którego nadrobię wszelkie czytelniczo-recenzyjne zaległości. Oczywiście nie wyszło. Nie dość, że mam kilkanaście niedodanych recenzji, to na dodatek kwestia stosików kuleje. Nic tam! Nadrobię, nie? 
Ciekawa jestem, czy ktoś tu jeszcze zagląda. Mam nadzieję, że tak. Niedługo i ja Was odwiedzę. ;) mam nadzieję, że do końca tygodnia uda mi się przeczytać wszystkie zaległe recenzje.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...