niedziela, 24 lutego 2013

"Cyrk nocy" Erin Morgenstern

Wydawnictwo: Świat Książki
Czyta: Maria Peszek

Opis wydawcy:
Rozgrywająca się w zaczarowanym cyrku u schyłku dziewiętnastego wieku powieść Erin Morgenstern to magiczna, ponadczasowa historia miłosna.

Witajcie w Le Cirque des Reves: w namiotach w biało-czarne paski czekają was niezwykłe przeżycia, można się tam zgubić w gąszczu chmur, przechadzać po bujnym ogrodzie z lodu i podziwiać, jak wytatuowana kobieta guma wciska się do szklanego pudełka. W tym świecie iluzji rozgrywa się zaciekła rywalizacja - pojedynek dwojga magików, Celii i Marca, których od dzieciństwa szkolili właśnie w tym celu władczy nauczyciele. Rywale nie wiedzą, że w tej grze może być tylko jeden zwycięzca, a cyrk jest areną niecodziennej bitwy, w której bronią jest wyobraźnia. Kiedy zaś Celia i Marco dadzą się ponieść uczuciu, ich mistrzowie zdecydują się na bezwzględną interwencję.



Zabierając się za „Cyrk nocy” byłam przekonana, że przyjdzie mi się zmierzyć z romansem paranormalnym. Wydawca tak sprytnie (a może nieudolnie) pokierował opisem na okładce, że nie przyszło mi nawet do głowy, że mogę się spotkać z czymś innym. W rzeczywistości „Cyrk nocy” z młodzieżowym paranormal romance nie ma żadnych punktów stycznych, mimo że nie zabraknie tu ani zdolności paranormalnych, ani romansu. Powieść wymyka się schematom i ciężko zaklasyfikować ją do jakiejkolwiek większej kategorii. Z jednej strony to zaleta, bo coś nowego i oryginalnego będzie posiadać pewną wartość choćby nie wiem co, ale z drugiej strony to niezdecydowanie, brak wyznaczonych granic i reguł gatunkowych sprawiają, że książka, niczym niestabilna masa bez formy, trudna jest do ugryzienia i przetrawienia.

Zdarza mi się, że nie wiem co napisać o książce, która wywołała mój ogromny entuzjazm – wtedy nie potrafię poskromić swoich emocji. Zdarza się też, że książka jest tak słaba, że po prostu nie chce mi się zawracać nią głowy. Z „Cyrkiem nocy” jest zupełnie inaczej. Po raz pierwszy w życiu nie umiem (a im usilniej się staram, tym bardziej nie potrafię) stwierdzić, czy książka mi się podobała. I nie wynika to z jej „nijakości”, w żadnym wypadku nie mogę określić jej jako „średniej”. Po prostu czasami myśląc o tym, co przeczytałam popadam w zachwyt, a czasami czuję niechęć i niezadowolenie. Co ciekawe, moje niezdecydowanie nie dotyczy konkretnych fragmentów; nie mam tak, że różne wątki wywołują skrajne reakcje. Różne typy odczuć dotyczą całej powieści i nawet w czasie pisania tego akapitu zmieniały się one kilkukrotnie.

O co w tym wszystkim chodzi? Dwóch starych magików od lat organizuje pojedynki. Nie pojedynkują się jednak sami, wykorzystują w tym celu swoich uczniów. Tym razem zadecydowali o losie Celii i Marca, którzy bez względu na to, co postanowią, na zawsze związani zostaną ze swoją areną – cyrkiem. Teoretycznie cały pojedynek i jego okoliczności owiane są tajemnicą (wprowadza to zresztą w powieści ciekawą atmosferę) i – zwłaszcza na początku – ciężko powiedzieć, o co chodzi. Jednak już na samym początku  (i nie wiem czy było to zamierzone, czy po prostu mój bezwzględnie sprytny i błyskotliwy umysł wyłapał tę informację) wiedziałam co jest celem pojedynku. Pomna więc tego oczywistego faktu irytowałam się niewiedzą bohaterów.

Zacznijmy od tego, co najważniejsze i co w ogromnej mierze kształtuje moją niechęć do świata przedstawionego. Nienawidzę cyrku, a nienawiść ta jest silna i umacniana od najwcześniejszych lat dzieciństwa. Nienawidzę jego estetyki, nie śmieszy mnie typ humoru w nim prezentowany, a ponad wszystko nie interesują mnie jego atrakcje: nie lubię akrobatów (nawet najśmielsze powietrzne ewolucje nie zyskują mojego uznania), klaunów się wręcz boję, a myśl o masowo maltretowanych zwierzętach tylko po to, aby jakiś debil mógł sobie poklaskać, wywołuje mój największy sprzeciw. Słowem: cyrk nie jest dla mnie miejscem magicznym. A właśnie takie ujęcie tego tandetnego miejsca prezentuje w swej powieści Erin Morgenstern. I chociaż opisy Le Cirque des Rêves często podkreślają jego odmienność od tradycyjnego przybytku dziadostwa, to jednak poza kilkoma ciekawszymi atrakcjami idea jest taka sama. Konsekwencją mojego całkowitego niezrozumienia cyrkowego fenomenu były kolejne rozczarowania. Niektóre elementy, które powinny zachwycać, mnie śmieszyły albo denerwowały. Na przykład rêveurs – zafascynowani cyrkiem ludzie, którzy żyjąc „na walizkach” postanawiają podążać za cyrkiem od miasta do miasta tylko po to, żeby każdej nocy pooglądać występy akrobatów i nawpieprzać się popcornu w czekoladzie. W książce przedstawieni jako swoista elita, dla mnie totalni wariaci bez życia prywatnego.
Śmieszyła mnie też podniosłość w opisach cyrkowego świata. Na tą niemalże „świątynię” próbowałam patrzeć chłodno i bez zbędnych emocji, pamiętając o XIX-wiecznych realiach; o pozycji społecznej wędrownych trup artystycznych i innych „dziwolągów”.

Innych wad jest także bez liku. Mankament zwłaszcza dostrzegalny w przypadku słuchania audiobooka (gdzie nie można łatwo wrócić do poprzednich rozdziałów i przypomnieć sobie istotnych elementów) to ciągłe skoki akcji w czasie. Zabieg, który miał wprowadzić złudzenie „magiczności”, zapewnił jedynie chaos. Akcja skacze jak stado pcheł; w przód, w tył, za każdym razem o inny interwał.
Druga sprawa – bohaterowie. Z pozoru wszystko wydaje się w porządku, ale po skończeniu książki stwierdziłam, że z nikim się nie zżyłam, za nikim nie tęsknie, nie dumam nad ich dalszymi losami. Sprawa dziwna, ponieważ akcja książki rozciągnięta jest na kilkadziesiąt lat, a w takich przypadkach, kiedy ogląda się, jak bohaterowie dorastają, trudno ich przynajmniej nie polubić. Jedyna osobą, która wzbudziła moją sympatię był Bailey. Niestety, idea postaci została kompletnie zatracona i niewykorzystana.
Po trzecie – romans. Tak zły romans zdarza się rzadko. Nikogo nie polubiłam, nikomu więc też nie kibicowałam, za nikogo nie trzymałam kciuków. Romans między parą głównych bohaterów był mdły, nieciekawy i nieemocjonujący.
Po czwarte – nudne to wszystko jak flaki z olejem. Wydawnicza zapowiedź obiecywała „pojedynek” i „walkę”, co sugeruje sporo akcji, emocji i dynamiki. Tymczasem dostajemy bardzo rozwlekłą fabułę i dłużyzn co nie miara. Nic nie trzyma w napięciu, nic nie zaskakuje. Osławiony „pojedynek” to rozłożona w czasie sekwencja kilku zaledwie działań polegających na tworzeniu nowych atrakcji w cyrku. Nic w tym specjalnie ciekawego, ani tym bardziej groźnego, czy niebezpiecznego. Rozczarowuje zwłaszcza w połączeniu z romansem. Idea zakochanych w sobie przeciwników to kopalnia pomysłów i motywów, tutaj niestety niewykorzystanych.
No i samo zakończenie, które było tak głupie i bezsensowne, że zniweczyło wszelkie dobre wspomnienia. Ostatecznie nie zrozumiałam o co chodzi, a wydaje mi się, że nawet sama autorka nie była co do tego przekonana. Dużo patetyzmu, dużo niedomówień i dużo metafor – zdecydowanie nie lubię tego typu literatury.

A jednak nie było tragedii. Zazwyczaj po wyliczeniu tych wszystkich wad i niedociągnięć książka zostałaby zdeklasowana. Ale przy „Cyrku nocy” nie mogę tego zrobić. Mimo bohaterów, mimo koszmarnego romansu, i nawet mimo tego nieszczęsnego cyrku powieść ma w sobie magię; dziwną, nieuchwytną i niedefiniowalną. Jest dobrze napisana; bardzo plastycznie i bez stylistycznych zgrzytów. Wydaje mi się, że to właśnie owa plastyczność ratuje całą sytuację. Czytając powieść, która nie zachwyca, a czasami nawet nudzi, autorka jednocześnie sączy nam do głowy te wszystkie przepiękne wizje, nie pozwalając się od nich oderwać. Mimo idiotycznego rozwiązania całą powieść okrywa nutka tajemnicy. Słucha się tego jak baśni – dostrzegam te wszystkie niedociągnięcia, czuję, że coś jest nie tak – a jednak słucham dalej.

Nie mogę jednoznacznie polecić, czy też odradzić przeczytania powieści. „Cyrk nocy” mąci w głowie i wprowadza nową jakość i choćby dlatego zasługuje na uwagę. Daleko mi do zachwytów i oklasków, choć przyznam, że spędzone z książką godziny nie były całkowicie stracone. Czytanie zapewne szłoby oporniej, audiobook słuchany przy obieraniu ziemniaków (Maria Peszek jak zwykle spisała się rewelacyjnie!) umilił mi nieprzyjazne czynności. Ale to tyle, tęsknić nie będę.

4-/6

26 komentarzy :

  1. Recenzja bardzo mi się podobała, jak z resztą zdecydowana większość twoich dzieł. Też nie lubię cyrków z tych samych powodów co ty. Byłam tylko raz jako mała dziewczynka i zasnęłam w pierwszej połowie występu.
    Mam pytanie. Kompletnie niezwiązane z tematem, ale chyba to zniesiesz;). Jak nazywa się ten gadżet, który dodaje "You might also like:" pod recenzją?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! :)
      Co do gadżetu... Kompletnie nie pamiętam jak ja to robiłam, ale znalazłam taką instrukcję http://mysiowyzakatek.blogspot.com/2011/11/you-might-also-like-instrukcja.html Mam nadzieję, że pomogłam. ;)

      Usuń
  2. O, pierwsza recenzja, w której czytam o słabych stronach tej książki - dotychczas wszyscy ją wychwalają :) Ale co tam - przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie opisałaś książkę, od początku gdy o niej usłyszałam, nie ciągnęło mnie do niej, a Ty wypunktowaniem wad tylko mnie utwierdziłaś w przekonaniu, że nie jest to jakaś nadzwyczajna pozycja, po którą trzeba sięgnąć.
    Zajrzałam do Cb pierwszy raz, ale widzę, że masz wiele nowości czytelniczych, nad którymi często sie zastanawiam, więc mam nadzieję, że jeszcze tu wrócę.

    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna recenzja ;) Moim zdaniem ciekawe są książki "wymykające się schematom" ;) Fabuła zapowiada się interesująco, ale te wady... romans bez emocji, bohaterowie z którymi nie można się związać/utożsamić.. :/ Na razie podziękuję za tę książkę ;) Pozdrawiam serdecznie :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tego e-booka, ale jakoś nie mam przekonania wolę książki tradycyjne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiego e-booka , audibooka , co innego myślę,co innego paluchy piszą

      Usuń
  6. Czytałam już kilka recenzji tej książki i jestem coraz mniej przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  7. niestety, ale ta książka mnie jakoś nie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O! "Ta" Maria Peszek czyta tę książkę? Ciekawe zjawisko :-) Jednak co do samej powieści chyba nie jestem do końca przekonana.
    A co do "Samotnego mężczyzny" to ja go kupiłam na wyprzedaży w Weltbildzie za... 5.90zł :-) Chyba w internetowej księgarni nie jest już dostępny, ale w tych stacjonarnych jeszcze tak, więc serdecznie POLECAM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak! Peszek czyta bardzo dużo audiobooków. Ja w ostatnim czasie słuchałam chyba z 7. :) I dziękuję za informację! Jutro wybiorę się do Weltbiltu. :D Wspaniale! :D

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę, że udało Ci się kupić "Samotnego mężczyznę"!!! U mnie w Weltbildzie na tych promocyjnych książkach są olbrzymie nalepki z cenami, więc raczej nie zdarzają się żadne pomyłki. Książki za takie pieniądze to ja mogę kupować wręcz hurtowo! :D
      Mam nadzieję, że książką nie będziesz rozczarowana, ale skoro film oglądałaś 4 razy to i powieść powinna przypaść Ci do gustu :-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Ostatnio miałam ją zakupić, już nawet trzymałam ją w łapach, ale tak jakoś odłożyłam na bok. Może to i nawet lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja jakoś jej nie widzę, nie mogę się przekonać i na razie ją sobie odpuszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakoś nie mogę przekonać się do audiobooków, ale może tym razem spróbuję z tą pozycją :D

    OdpowiedzUsuń
  12. No i nie wiem co mam robić, czytać, czy nie. Jak znajdę w bibliotece to może się jednak skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jezeli siegne po ta ksiazke, to tylko w wersji normalnej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaintrygowała mnie ta książka, lubię powieści, które odbiegają od schematów. Cyrków akurat nie znoszę, zawsze kojarzą mi się z umęczonymi zwierzętami, które wykonują jakieś sztuczki dla rozrywki widzów, jednak chętnie zapoznałabym się z ujęciem cyrku przedstawionym w tej książce, oczywiście w mojej ulubionej wersji papierowej.
    Świetna recenzja, niezwykle szybko ją przeczytałam. (:
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. jakoś nie przepadam za audiobookami, aczkolwiek może czas się im dać szansę :)

    http://www.kreatywneteksty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja do audiobooków się chyba nigdy nie przekonam, chociaż może kiedyś spróbuję jakiś posłuchać. Co do książki to nigdy mnie do niej jakoś nie ciągnęło, a twoja recenzja sprawiła, że bardziej się do niej zniechęciłam niż zachęciłam. Cóż. Raczej nie dla mnie. Ja również za cyrkami nie przesadzam. Za bardzo szkoda mi tych biednych zwierząt:(

    OdpowiedzUsuń
  17. ,,Cyrk nocy'' mam, gdyż akurat dostałam go w prezencie, więc zapewne kiedyś zabiorę się za jego czytanie. Jestem ciekawa, czy mi przypadnie do gustu, czy też może nie? Czas pokaże.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ksiażka, która wywołuje skrajne emocje od zachwytu po niecheć to dobra ksiązka.
    Uważam, że jesli autor dba o wprowadzenie stanów emocjonalnych u czytelników to ma talent ;D pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Zwał jak zwał - dla mnie mocne 3+ :)
    Z tezami recenzji się zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja z książką zetknęłam się po raz pierwszy przy okazji gry internetowej promującej ją. Polubiłam grę i śledziłam ceny na książce aż w Biedronce osiągnęła akceptowalną cenę 10zł.
    Mimo, że nie doczytałam jej jeszcze do końca, to zgadzam się z twoją recenzją.
    Przez większą część tego, co przeczytałam, myślałam sobie: "Zostawcie już tą fabułę, ja chcę z powrotem opisyyy~!". Tyle tylko, że ja lubię cyrk, więc dla mnie zwiedzanie Cyrku Snów było czystą przyjemnością - ale po to właśnie czytam tą książkę. Nie po to, by wiedzieć, co było dalej, ale po to, by jeszcze chwilę pobyć *widzem* fascynującego mnie widowiska.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...