wtorek, 19 marca 2013

Beautiful Creatures (Piękne Istoty) - recenzja filmu

Beautiful Creatures (Piękne Istoty)
USA, 2013
Reż. Richard LaGravenese



Recenzja książki TUTAJ

Zacznę od tego, że ni w ząb nie pamiętam przeczytanej 3 lata temu książki. To straszne, ale nie byłam sobie nawet w stanie przypomnieć zarysu fabuły. No, prawie. Dlatego oglądając film nie porównywałam, nie miałam zbyt dużych oczekiwań i nie wytykałam co chwilę niezgodności fabularnych. Po prostu poszłam do kina, a tam trafiłam na bardzo kiepski film.

Przede wszystkim „Piękne istoty” są niesamowicie nudne! I mówcie co chcecie, ale jak film jest nudny, to nawet największe aktorskie kreacje i inne cuda na kiju nie mają znaczenia. Bo po prostu się ziewa, co chwilę sprawdza która godzina i z wytęsknieniem wspomina ciekawe rzeczy, które można by robić w tym czasie. A tu nic. Akcji niewiele, za dużo tych żenująco złych scen „miłości” między Ethanem i Leną, które tylko niepotrzebnie rozwlekają akcję, a nie wnoszą zupełnie nic.

Wszyscy się zachwycają jaką to świetną robotę odwalili Jeremy Irons i Emma Thompson i jaki w związku z tym film jest świetny. Trochę tego nie rozumiem. Są dobrymi aktorami, to i dobrze zagrali. Owszem, ta para aktorska to największa zaleta filmu, ale niestety nie rekompensuje całej reszty.
Dwoje protagonistów natomiast mnie nie przekonało. Alden Ehrenreich (Ethan) nie był zły i jako aktor, zagrał dobrze, ale... no właśnie, to właśnie w związku z nim mam największe zastrzeżenia, o których za chwilę. Alice Englert (Lena) natomiast zagrała źle. Co mnie szczególnie uderzyło, to fakt, że zbyt często mrugała. Powiecie pewnie, że się czepiam, ale nie! Przy każdej scenie „miłosnej” ona mrugała – szybko i nienaturalnie. To chyba miało oddać jej emocjonalne zaangażowanie, ale wyszło marnie.

No i Ethan. Co się stało z Ethanem??? Nie pamiętam szczegółów, nie mogę cytować tego, jak zachowywał się w powieści, ale na pewno nie tak. Po pierwsze: wyglądał na dobre 30 lat. Nie, nie przesadzam. Wiem, że do roli nastolatków często bierze się dużo starszych aktorów, ale to już było zbyt wiele. Po drugie (i najważniejsze): zrobili z niego kompletnego kretyna. Filmowy Ethan (wyglądem i charakterem) do złudzenia przypominał mi „Twilightowego” Emmetta. To dość tępawy, mocno osiłkowaty i baaardzo typowo amerykański nastolatek. Odebrałam go jako idiotę, który dosłownie co chwilę się z czegoś podśmiewa i którego wyraz twarzy nigdy nie został zmącony jakąkolwiek głębszą myślą. Szczytem wszystkiego i momentem przełomowym, takim, w którym chciałam wyjść z kina była scena, w której siedzący w bibliotece, uśmiechnięty Ethan je banana. Nie wiem czy sam opis tej czynności (zdjęcia nie znalazłam) jest w stanie oddać jej absurd. To po prostu trzeba zobaczyć.

No i wreszcie, zahaczając o kwestie techniczne, zauważyć trzeba, że polskie tłumaczenie napisów do filmu oparte było chyba na translatorze Google; jest niedokładne, niekiedy pomijane są całe zdania. Zdarzają się też literówki.

Czas na plusy filmu: mieszkanie Macona. To tyle.

„Beautiful Creatures” to film bardzo słaby. Dysonans między książką a filmem jest ogromny. Powieść mnie zachwyciła, a film... bardzo wątpię, czy zdołałby kogoś zachęcić do lektury.
Nie wiem czy nadal grają ten badziew w kinach, ale jeśli tak – trzymajcie się z daleka!

Zrobiłam nawet swój własny mem! :) Nie jest jakoś wybitnie zabawny, ale oddaje to, co czułam podczas oglądania filmu. O, taki: 



17 komentarzy :

  1. Nawet przez chwilę nie zamierzałam oglądać tego filmu, do czasu, gdy jedna z moich koleżanek powiedziała, że bardzo przypominam główną bohaterkę :) Jednak "Piękne istoty" mają tak słabe recenzje, że pozostanę przy oglądnięciu zdjęć z filmu i porównaniu się z bohaterką, haha.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miał być hicior, a tak stanowczo pozytywnej recenzji tego filmu jeszcze nie spotkałam. :P I cieszę się, że nie wybrałam się na film, bo zapewne kasa poszłaby w błoto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też nie pamiętam co było w książce, ale pamiętam, że bardzo mi się spodobała. Chciałam obejrzeć film, ale może zrezygnuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam film i najbardziej pasował mi soundtrack... a reszta... bez komentarza

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie widziałam tego filmu, ale miałam na niego wielką ochotę. Po Twojej recenzji jestem zdemotywowana.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam Twoja recenzję na stronie ksiazkimlodziezowe.fora.pl :P Mem fajny, ja za książkę i za film sie jeszcze nie brałam, szukam książki po bibliotekach, ale znaleźć nie mogę, a kupować nie chcę, może kiedyś sie trafi ;) Współczuję zmarnowanego czasu...

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrycja, a jaki masz nick na forum? :)

      Usuń
    2. Przepraszam, nie wiedziałam, że pytałaś :) Mój nick to patusia.dorota :)

      Usuń
    3. Spoko, spoko. ;) Już sama wydedukowałam. :P

      Usuń
  7. Nie przeczytałam nawet książki, choć wtedy był na nią szał... Chciałabym, może jeszcze nadrobię. Z filmem się wstrzymam. Och, i zaczęłam czytać "Kwiaty na poddaszu" i póki co zgadzam się z Twoją recenzją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach! Mam nadzieję, że napiszesz recenzję! :D

      Usuń
  8. Z ksiazka nie mialam doczynienia, ale spodziewałam sie wiekszogo widowsika. No trudno, nie bede sobie zajmowała czasu takimi bzdetami .

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie, niemal wszystko jest lepsze od zmierzchu;p. A w twojej skali od 0 do 6 ile dałabyś temu filmowi?

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie tam się w sumie podobał - taki milutki, leciutki. Poza tym - Jeremy Irons! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna recenzja, taka z przytupem.
    Jak usłyszałam, że będzie film na podstawie "Pięknych istot" to nawet się ucieszyłam. Gorzej było, jak zobaczyłam już obsadę i zwiastun... Ethan od razu wydał mi się nietrafiony... Zresztą partnerka mu nie ustępuje i ogólnie rzecz ujmując - nie tak to sobie wyobrażałam. Raczej nie mam chęci na obejrzenie tego obrazu.

    OdpowiedzUsuń
  12. zgadzam sie z recenzja, 200%- Ten film to typowy przyklad zlej adaptacji filmowej.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...