sobota, 13 grudnia 2014

Arosowy stos

Czas na stos. 

Wierni czytelnicy bloga, którzy czytali mnie na samym początku, pamiętają pewnie te gigantyczne stosiska, które tu wrzucałam i tym razem mogą się poczuć lekko rozczarowani. Stosisk nie będzie. Po pierwsze dlatego, że książek mam już za dużo; zalegają dosłownie wszędzie i nigdy w życiu nie zdążę ich przeczytać. Kosztuje to wszystko też niemało. Doszłam do takiego momentu, w którym trzeba było powiedzieć sobie „dosyć”. Moje własne „dosyć” ma wprawdzie dość silną podporę w postaci męża, którego „DOSYĆ”, no powiedzmy sobie szczerze, jest znacznie bardziej stanowcze niż moje. Słowem: zabronił mi już kupować książki. I gry. Może to i lepiej.
Są jednak sytuacje, kiedy dostaję dyspensę. Niedużą, bo moje zakupy w najmniejszym nawet stopniu nie przypominają tych, które robiłam jeszcze dwa lata temu, ale to zawsze coś! Taką sytuacją są oczywiście wszelakie święta i pojawiająca się kilka razy w roku promocja w Arosie (o którym zaraz). Sama sobie daję delikatną dyspensę kupując książki dla Róży. Ma ona wprawdzie więcej książek niż niejedna publiczna biblioteka, no ale czy mogę odmówić dziecku? Nie mogę!

Chciałabym Was także stanowczo zapewnić, że mojego dzisiejszego postu nie sponsoruje księgarnia Aros. Niestety. Post ten wypływa z czystej miłości i z potrzeby serca. Bo – jak pytała swego czasu świnka z reklamy proszku do prania – po co przepłacać?
Księgarnię internetową Aros.pl znam mniej więcej od dwóch lat. Nie pamiętam już jak dokładnie rozpoczęliśmy znajomość, ale dość szybko przerodziła się ona w trwały związek nietolerujący zdrady. Aros z biegiem czasu coraz bardziej doskonalił swoją ofertę cenową. Obecnie -30% na większość książek to norma. Czasami jednak (3-4 razy w roku) Aros organizuje wyprzedaże i wszystkie książki można kupić z rabatem -34%, co stanowi ofertę bezkonkurencyjną. Aros oferuje naprawdę ogromny wybór tytułów, zawsze znajduję to, czego szukam, nierzadko są to niedostępne już w innych sklepach pozycje. Matras z dostępnością zawodzi na całej linii, bo w ogóle nie ma w swojej ofercie wielu wydawnictw (na przykład moich ukochanych Zakamarków), a w Empiku często nie ma książek wydanych kilka lat temu. W Arosie naprawdę jest wszystko! Nie tylko książki, ale też gry planszowe! I promocja -34% obejmuje także większość wydawnictw związanych z grami. Gry z Egmontu, Granny i wielu innych można nabyć w naprawdę korzystnych cenach. Dodatkowo w Arosie lubię to, że obsługa sklepu stoi na najwyższym poziomie. Realizacja zamówienia jest błyskawiczna i przesyłka wychodzi najczęściej jeszcze tego samego dnia, wszystko jest świetnie zapakowane, zabezpieczone. Do tego tania dostawa; najtańsza opcja kosztuje 2,99 zł! 

Od bardzo dawna nie kupuję już książek w innych miejscach, bo to się nie opłaca. Aros rozpuścił mnie do tego stopnia, że nawet to „codzienne” -30% wydaje mi się zbyt małą promocją i z zakupami czekam na większą obniżkę. Tu pojawia się jedyna wada księgarni – kiepsko zbudowana strona; brak schowka, przechowali, fakt, że nie mogę się zalogować i obejrzeć historii swoich zamówień. Zdecydowanie do dopracowania!
Inne księgarnie bardzo mnie zawiodły. W szczególności internetowy Matras. O braku dziesiątek interesujących mnie tytułów już pisałam. Czarę goryczy przelał fatalny wygląd książek, które zawsze od nich otrzymuję. Nie wiem jak oni to robią, ale zawsze przyjdzie coś pogiętego, brudnego, ze zmiażdżonymi rogami. Zdarzyło mi się dostać książkę z okładką zgiętą na pół i taką, która wyglądała, jakby przeczytało ją wcześniej 10 osób. Brudne odciski palców to norma. No i pakowanie! Za każdym razem, kiedy zamawiałam książki z odbiorem w stacjonarnej księgarni, Matras skąpił mi bodaj kartonika. Bez względu na to, czy zamówiłam jedną książkę, czy dwadzieścia, zawsze dostawałam je ściśnięte folią, ułożone w kilka kolumn, zgniecione, zniszczone, nadające się do natychmiastowego zwrotu. Porażka na całej linii! Poza tym Matras jedyne, co mi może zaproponować to marne -25% od czasu do czasu. Phi!

Naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy wiedząc przecież o promocjach, kupują drożej. Szczytem burżujstwa jest dla mnie wejście do księgarni i kupienie książki po cenie okładkowej. A widuje sie przecież ludzi przy kasach z całymi stertami. Aż się serce z żalu ściska.

Przejdźmy jednak do stosu, bo znów nie o tym, o czym być miało.

 


Książki (od góry):

1. „Mam oko na miasteczko”. To w zasadzie nie książka, a sterta kart spakowana w pudełko. O „Miasteczku Mamoko” pisałam kilka dni temu TUTAJ. Recenzja kart w przyszłym tygodniu.
2. „Miasto niebiańskiego ognia”. Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia co to robi na moim stosie. Do tej pory udało mi się przeczytać tylko „Miasto kości”, które na dodatek... nie podobało mi się. Sumiennie jednak gromadzę całą serię mając zamiar ją przeczytać. Finału historii nie mogło oczywiście zabraknąć.
3. „Krew Olimpu”. Kolejny finał. Tej serii też jeszcze nie czytałam, z Riordanem jednak polubiliśmy się podczas czytania „Percy’ego”. Kolejna seria autora jest więc moim zakupowym must have. 
4. „Monument 14. Wściekły wiatr” i...
5. „Monument 14. Niebo w ogniu”. Po wspaniałym tomie pierwszym (którego jeszcze nie recenzowałam, ale nadrobię) nie mogło być mowy o tym, żeby pominąć dwa kolejne tomy. Zwłaszcza, że to trylogia, skończona, w całości wydana, nic się nie będzie ciągnęło w nieskończoność. To lubię!
6. „Wnuczka do orzechów” Musierowicz. Przeczytana, planuję dłuższy wpis o Musierowicz i jej najnowszej „twórczości”. Nie będzie niespodzianką, jeśli powiem, że „Wnuczka...” jest fatalna i że taka będzie, wiedziałam jeszcze zanim ją kupiłam. Kolejne tomy Jeżycjady też kupię, chociaż na pewno też będą popisem grafomaństwa. Bywa i tak.
7. „Tuczarnia motyli” Szczygielskiego. Czyli przechodzimy w kierunku książek dla dzieci. Szczygielskiego uważam za najlepszego współcześnie tworzącego pisarza literatury dziecięcej. Nigdy jeszcze o nim nie pisałam, ale może i to uda mi się nadrobić. „Tuczarnia...” obecnie w czytaniu. Przez najbliższy miesiąc wyłączność na sprzedaż książki ma Empik, dlatego też tam ja kupiłam swój egzemplarz. Ale było akurat -25% na wszystko, więc tragedii nie ma.
8. „Pomelo się zastanawia”. Z Zakamarków. Wydane już jakiś czas temu. Moje pierwsze spotkanie z Pomelo, bardzo udane.
9. „Cynamon i Trusia. Wierszyki od stóp do głów”. Dokładnie jak wyżej. :)
10. „Basia i narty”. Egmont. Najnowszy tom przygód Basi. Mam wszystkie części, uwielbiam Basię. O niej także kilka słów w przyszłości.
11. „Wróg”. Zakamarki. Niesamowita, poruszająca książka, która każe się zastanowić na sensem istnienia wojen. Recenzja będzie.
12. „Opowiem ci, mamo, co robią żaby”. Po niezbyt, według mnie, udanej „Opowiem ci, mamo, co robią mrówki” całkiem olałam kolejne części o pająkach i samochodach. „Żaby” mają jednak to, czego przy mrówkach mi brakowało – ciekawostki teoretyczne. Obie książki pokażę, kiedyś tam. ;)

Gry:
Rzadko kupuję gry przypadkowo. Zazwyczaj moje zakupy są wynikiem silnie mnie kształtującej opinii innych graczy, zwłaszcza jednego. Wookie z GryPlanszowe.net to mój ulubiony recenzent (kto nie zna, niech ogląda!) i przekonałam się już niejednokrotnie, że poleca naprawdę dobre gry, a jego zestawienia „Najlepsze gry” to po prostu mistrzostwo... i klęska dla portfeli. No bo jeśli coś jest najlepsze... Moje ostatnie zakupy to wynik dwóch fantastycznych videocastów: Najlepsze proste gry rodzinne KLIK oraz Najlepsze proste gry 2-osobowe KLIK.

1. „Przebiegłe wielbłądy”. Wielbłądy przyniósł mi Mikołaj, ale jeśli ktoś byłby zainteresowany, to zdradzę, że kupił je w możliwie najtańszej wersji TUTAJ. ;)  
2. „Schotten Totten”. Prosta, 2-osobowa gra karciana. Na dodatek jej autorem jest Reiner Knizia, który stworzył też moje ukochane „Pędzące żółwie”. Kupione na Rebel.pl. KLIK 
Na stronę Rebela wchodzę nawet kilka razy dziennie. To idealna baza wiedzy o grach. Można tam podejrzeć zawartość pudełka, są tam wszystkie najważniejsze informacje o grze i o dodatkach do niej, odnośniki do recenzji, a jeśli komuś nie chce się czytać – krótkie komentarze. Rzadko jednak kupuję tam gry. Chciałabym częściej, bo sklep jest rewelacyjny – ich spersonalizowany kontakt z klientem i dbałość o realizację zamówienia są dla mnie niezastąpione. Ich ceny jednak bywają zaporowe. Ta sama gra na Allegro, nawet z kosztami wysyłki kosztuje najczęściej dużo mniej niż tam. Szkoda, bo tak duży sklep mógłby sobie pozwolić na jakieś promocje. Tym razem jednak udało mi się załapać na dzień darmowej dostawy i oferta okazała się najlepsza.



A jak tam wasze stosiska? Rosną przed świętami? Gdzie kupujecie książki i gry? 

Miłego weekendu!

13 komentarzy :

  1. Bardzo rzadko kupuję książki, choć czasem tęskni mi się za wejściem do księgarni i kupieniem czegoś tak z potrzeby serca w danym momencie. Zwykle kupuję na Allegro. Albo ebooki, odkąd mam Kindelka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chcę wszystko! ;) Nawet pozycje dziecięce ;) Tyle pięknych perełek, że aż nie wiadomo na czym najpierw zawiesić oko ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gier nie kupuję, ale książki zazwyczaj na promocjach. Często jeżdżę do Wrocławia i tam jest taka genialna księgarenka z mega rabatami, aż nie mogę z niej wyjść :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Stos świetny, wszystko bym brała! A już najbardziej serie Munument, bo właśnie czytałam te wszystkie wspaniałe recenzje. Arosa dobrze znam i też często tam kupuję. Gier nie kupuję wcale, bo zatrzymalam się na poziomie Chińczyka. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze, co się rzuca w uczy to Twoja córeczka, śliczna dziewczynka. ;)
    Również jestem zwolenniczką kupowania na arosie, ale ostatnio polubiłam też swiatksiazki.pl, gdzie często mogę kupić równie tanio, ale z darmową dostawą. Niestety niejedynie nowości. Z książek w stosiku, "Miasto" i "Krew Olimpu" czytałam, obie serie mogę serdecznie polecić. Riordan piszę niesamowicie, a Clare lekko mnie rozczarowała w końcówce, ale również mi sie podobało. Mam w planach na najbliższy rok "Monument" :)

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  6. O, ja także uwielbiam Arosa! Jeśli chodzi o jakiekolwiek większe zakupy, zamawiam zawsze tam. Bądź co bądź jeszcze nie widziałam atrakcyjniejszych promocji nigdzie indziej. Ze stosiku czytałam jedynie książkę Clare, ale tutaj mam o niej inne zdanie niż ty, bo ja Dary Anioła bardzo lubię. Niekoniecznie przez wybitność serii, a prosty sentyment. Z Clare spędziłam już parę dobrych lat, więc... :))

    OdpowiedzUsuń
  7. pomelo uwielbiamy, ciekawa jestem ten mam oko na miasteczko:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej Silje ;) Cieszę się , że tego fanpejdża założyłaś, na pewno będę teraz czytać Twoje notki ;) Strasznie mi się podoba ten fragment o grach, kusi mnie żeby wgłębić się w temat, ale zakazuję sobie! :D Jak nie będę wiedzieć to nie będę chciała ;) A na takie wydatki to może za parę lat i w momencie gdy ktoś poza kuzynami zechce ze mną grać. Pisz czasem na forum, bo ja zawsze czytam! :D Pozdrowienia dla Rózi.
    Agnnes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnnes, bardzo się cieszę! :D Zaglądaj, zaglądaj! :)
      Wiesz, ja na forum wchodzę ciągle kilka razy dziennie, ale tam najczęściej nowych postów zero. :(
      O grach muszę w końcu zacząć pisać, to może znajdziesz coś, co Cię zainteresuje! Przecież Ty masz pełno rodzeństwa! Nie chcą z Tobą grać? :(

      Usuń
  9. Dwójka, i nawet by chcieli, ale w tych grach, które mam, to ja ich zaraz ogram, to co to za zabawa? :D
    Agnnes

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja sama kupuję w Aros lub w lubianej i naprawdę atrakcyjnej czytam.pl Polecam tą księgarnię. Ostatnio nawet przy promocji Aros tam można znaleźć te same pozycje po jeszcze niższych cenach. Kontakt super opcja ruchu też w ofercie. A te wielbłądy fajne????
    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  11. Jej, coraz bardziej wsiąkam w Twjego bloga, Zuzanno...
    Co do gier, to opinie na Rebelu są ok, ale wytrawnemu graczowi (czy czujesz, jak drażnię Twoje ego?;) ) poleciłabym recenzje i rankingi na Board Game Geek'u :)

    Pozdrawiam, Ania

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...