środa, 10 grudnia 2014

Miasteczko Mamoko

 
Uwielbiam książki obrazkowe! I choć Róża dopiero za kilka miesięcy uszczęśliwi swą matkę tym, że będzie z nich korzystać „jak należy”, to już lubi je oglądać. Ona więc ogląda po swojemu, a ja patrzę przy okazji, no bo przecież też mi się coś od życia należy.


Główny cykl o Mamoko to: „Miasteczko Mamoko”, „Dawno temu w Mamoko” i „Mamoko 3000”, z czego ja posiadam dwie pierwsze części tej artystycznej rozpusty i właśnie o nich będzie dziś mowa. Dociekliwy Czytelnik zapyta może skąd u mnie takie braki i gdzie podział się tom trzeci. Odpowiem więc, że brak ten dotkliwy nie ma żadnego drugiego dna. Choć od wielu lat staram się udowodnić, że powiedzenie „nie można mieć wszystkiego” jest głupie, to z przykrością stwierdzić muszę, że kiedyś, czegoś było za dużo i na biedne „Mamoko 3000” padł śmiertelny cień przycisku „usuń z koszyka”. Żałuję więc, ale nie mam. Z pominięciem tej więc części snuć będę niniejszą rozprawę.

Nawiasem jeszcze wspomnę, że w serii o Mamoko ukazały się też „Mam oko na liczby” oraz „Mam oko na litery” (prawdziwy geniusz!) oraz – wydane dosłownie na dniach – „Mam oko na miasteczko”. O każdej z tych cudnych rzeczy kilka słów pojawi się w najbliższym czasie.

 
Co to za fenomen te książki pełne obrazów? Ano taki, że w książce nie pojawia się ani jedno słowo pisane. Nie jest to wcale potrzebne! Bo tutaj całą treścią są ilustracje. To one tworzą fabułę (i to nie byle jaką, o nie!) oraz snują opowieść.

Mamoko to ulice, domy, sklepy. Życie codzienne miasteczka i jego mieszkańców. Nieskończenie wiele historii, relacji, wątków i zagadek do rozwiązania. (Nie wiem, czy uda się odkryć je wszystkie, dam Wam znać za kilka lat.) Szczypta humoru i szczypta dramatyzmu, no bo czym byłoby życie bez któregoś z nich?
 
 


„Dawno temu w Mamoko” to w zasadzie to samo, ale akcja przeniesiona zostaje do średniowiecza. Będzie więc gotyk, rycerze, zamki i smoki. Nowe ilustracje, nowi bohaterowie i nowe historie do odkrycia. 
 
 

„Miasteczko Mamoko” można „czytać” na różne sposoby. Moim ulubionym jest chyba śledzenie konkretnych postaci. Bo każda z książek to dziesiątki postaci, a każda postać to inna historia. Przechodząc od strony do strony możemy zobaczyć, co w ciągu dnia przydarzyło się naszemu bohaterowi; kogo spotkał, z jaką inną postacią skrzyżował swe losy. Zadanie, choć z pozoru niezbyt wyjątkowe, okazuje się być rozrywką mogącą wciągnąć obserwatora na naprawdę długie godziny. 
 

Oglądać można po cichu, można też nakazać rodzicowi, aby ten opowiadał historię po swojemu, a na starszych etapach absorpcji lektury – opowiadać samemu. I jak wspaniale ćwiczyć przy tym zdolności językowe, snucie narracji i budowanie zdań! No bajka po prostu! Książka należy do tych, które będą rosły wraz z dzieckiem i które z czasem będą dostarczały coraz to nowych aktywności i rozrywek. Oglądanie i opowiadanie to tylko jeden z pomysłów. Równie ciekawe okazać się może wyszukiwanie na obrazkach szczegółów, przedmiotów, które pojawiają się w najbardziej zaskakujących miejscach. Albo nazywanie przyczyn i skutków. Możliwości jest wiele.
Każda postać i każdy przedmiot mają swoją historię

„Czytanie” Mamoko okazać się może dla rodzica nie lada wyzwaniem. Mały, tłusty paluszek co rusz wskazywać będzie na stronie kolejne elementy, prosząc o ich nazwanie. To jednak nie takie łatwe. W innych książkach tego typu, na przykład w „Ulicy Czereśniowej” tego samego wydawnictwa, wszystko jest oczywiste: dom, chłopiec, pani z psem. Mizielińscy to jednak zupełnie inna bajka. Mamoko to nieposkromiona wyobraźnia i bardzo osobiste postrzeganie świata, do opisu którego nasz podstawowy zasób słownictwa może się okazać niewystarczający. 

No bo jak nazwać te stwory? No jak?
 

Wszystko to duże, solidne, kartonowe. Nie znudzi się, zapewni wiele godzin zabawy, nauczy cierpliwości, koncentracji, wzbogaci zasób słownictwa, dostarczy wrażeń estetycznych, rozwinie kreatywność. Dałabym 6, ale nie mogę, bo Mizielińscy strzelili sobie w stopę i wydali „Mam oko na litery”, które swoim geniuszem przyćmiło „zwyczajne” Mamoko. I to ono zasługuje na notę najwyższą z najwyższych. Ale o tym już wkrótce! Z rozpędu, że się tak wyrażę. 

 
 
 
 

Miasteczko Mamoko,
Dawno temu w Mamoko,
Aleksandra i Daniel Mizielińscy 
Stron: 14 (każda); (7 dużych rozkładówek)
Wiek: 3+ (wg wydawcy, co uważam za duże nieporozumienie); 1+ (wg mnie)

Recenzje innych książek w serii:

***
Pewnie część z Was myślała, że znów zniknęłam. Ale nie, nie! Nic z tych rzeczy! Ot, zapierdol miałam po pachy. Okazało się, że przy 7-miesięcznym dziecku raczkująco-do-kota-wstającym-bez-przerwy-i-spadającym-na-łeb czas się magicznie nie mnoży. Szkoda! Do tego 7 zaległych recenzji dla portalu, które wreszcie skończyłam i definitywnie zakończyłam znajomość z portalem tymże. (Tak jakby, bo tam znowu cisza, znowu nic się nie dzieje i pewnie się jeszcze będzie toczyć miesiącami.) Ciężko się pisze, jeśli otrzymane „z góry” wytyczne ograniczają mnie do 2000 znaków (akapit, który czytacie ma znaków 1206 !) i nakazują „styl przezroczysty” oraz niestosowanie zdań współrzędnie złożonych i metafor. Uwierzcie, że ciężko! Męczyłam się, odkładałam z dnia na dzień, nie mogłam sklecić nic, pod czym nie wstydziłabym się podpisać (a trochę jednak ciągle się wstydzę). Przechodziłam z tym wszystkim męki jak podczas pisania magisterki. Naprawdę! Ten sam typ czarnej rozpaczy. Skończone jednak i mogę się wreszcie zabrać za przyjemności.
Swoją drogą może warto stworzyć osobny tekst o tym, jak do czytelnictwa podchodzi portal, który czytelnictwo powinien promować. I to wśród najmłodszych! Ale o tym innym razem.

5 komentarzy :

  1. Ojej, świetne te obrazki, naprawdę miło się na nie patrzy. No i Twoja córcia najwyraźniej zachwycona, a to najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam Mamoko, moja córka bardzo lubiła tę książkę. Ale przyznam, że nigdy nie interesowałem się innymi częściami. Czekam na recenzję "Mam oko na litery" skoro takie dobre. Dla 4-latki będzie jeszcze dobre?
    A "śmiertelny cień przycisku usuń z koszyka” znam bardzo dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie! To z literami jest trudniejsze i nie nadaje się dla maluchów. Dla 4-latki będzie świetne! Recenzja będzie w przyszłym tygodniu. :)

      Usuń
  3. Świetny ten cykl, pobudza wyobraźnię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastyczne :) Uwielbiam tego rodzaju książki dla dzieci, ale niestety u nas ostatnio nawet książki kręcą się wokół tematu jedzenia, ze względu na moje dwa niejadki :P Na szczęście na rynku ich coraz więcej bo wydawnictwa się zorientowały, że jedzenie to jednak problem u dzieci. Już nawet wierszy się uczymy: Bardzo dobra jest pietruszka, zaproś ją do swojego brzuszka (to akurat z innej, podobnej książki jedzeniowej, Pampi na talerzu.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...