czwartek, 9 lipca 2015

Byczymy się!



Wakacje, ach wakacje!

W zasadzie od dłuższego już czasu moja sytuacja nie zmienia się i ktoś, kto nie ma dziecka mógłby pewnie nawet powiedzieć, że siedzę sobie już od roku z domu i wakacje mam nieustanne. Z jedynym się zgadzam – sytuacja nie zmienia się i mając pod swoją opieką 14-miesięcznego szkraba trudno mówić o prawdziwym wypoczynku. Wokół domu mam ogród, staw i las, ale wyjazd do innego lasu sprawia, że wakacje czuć jakby bardziej.

Pierwszy raz od wielu już lat czuję, że nadeszło lato. Przełom czerwca i lipca zawsze był dla mnie trudnym okresem; to czas zaliczeń i sesji. Jeszcze w zeszłym roku z dzieckiem przy piersi broniłam pracę magisterską. Tym razem nic mnie nie trzymało, zapakowałam walizkę, wzięłam Rózię pod pachę i życząc mężowi miłej pracy zarobkowej – pojechałyśmy do Tlenia.

Położony w sercu Borów Tucholskich Tleń to niezwykłe miejsce, do którego jeżdżę odkąd pamiętam (i które zasługuje chyba na oddzielny wpis, a co!). To tam babcia i dziadek (ci sami, o których TUTAJ – KLIK!) mają domek letniskowy i spędzają całe lato. Choć lata mijają, a towarzyszy podróży przybywa – zawsze odżywają tam stare wspomnienia. W tym roku pogoda nas rozpieszcza, korzystamy więc z uroków lata i wakacji i staramy się robić jak najmniej.

Słowem: byczymy się!

Od czasu do czasu decydujemy się na niewielkie aktywności i...


Jeździmy nad jezioro




Karmimy kaczki...



I łabędzie



Czasami uciekamy przed łabędziami!


Dobrze mieć chude dziecko... Sukienka, rozmiar 68, choć nieco przykusa, służy nam już drugi rok z rzędu. :) 

Jemy lody


Odciskamy nasze bose stopy na gorącym asfalcie



Bawimy się naprawdę przerażającymi lalkami z mojego dzieciństwa


Czytamy



Rozwiązujemy zagadki logiczne. Niektórzy logicznie...


Inni bardziej twórczo


Maltretujemy plac zabaw



Siedzimy pod lipą


Pomagamy w robotach kuchennych...


Haha! Tak naprawdę to ani trochę!

Jemy za to wszystkie nasze (moje) ulubione potrawy, które robi dla nas babcia




Boso i w piżamach biegamy po mokrej trawie


Gramy w misie-patysie


Siedzimy & myślimy


Kąpiemy się w dużej misce


Niektórzy starają się leżeć jak najwięcej


Rysujemy kredą


Choć na jeziorze się boimy, to chętnie przesiadujemy na betonie w pachnącym Chinami, dmuchanym słoniu


Spacerujemy po lesie...


A tam pragniemy nieco więcej swobody


Jemy jagody i poziomki prosto z krzaczka





Nasze palce i buzie są nieustannie fioletowe



Bacznie obserwujemy i dokonujemy masowej zagłady mrówek


Podglądamy też płazy...



I mięczaki



Bratamy się z rodziną



Strzeliłyśmy sobie nawet weekendowy wypad nad morze!


Dużo zjeżdżamy (dziadek kupił!)




Bawimy się w naprędce zaaranżowanej piaskownicy




W zasadzie nic ciekawego... ;)




9 komentarzy :

  1. Piękne wakacje! Eh, gdybyśmy mieli tylko w pobliżu jakąś rzeczkę, a na niej mostek, to byśmy pograły w Misie Patysie, a tak zostaje nam zabawa w wannie i basenie, ale coś pokombinujemy i wymyślimy jak się pobawić w ulubioną zabawę Kubusia Puchatka!
    Uwielbiam patrzeć jak dzieci asystują przy różnych pracach domowych typu gotowanie (swoją drogą pyszne jedzonko babcia przyszykowała! u nas dzisiaj placki ziemniaczane z gulaszem :3 ), sprzątanie, wieszanie prania. Dzieci są świetne w pomaganiu!
    Jak dziecko jest większe, to rzeczywiście jakoś bardziej czuć wakacje. Ja w sumie wakacji od studiów w ogóle nie czułam, ot kolejne miesiące w roku. Ale w tym jest zupełnie inaczej! Zabawy z maluchem przypominają dawne czasy, kiedy samemu było się dzieckiem. Trochę naszym córom zazdroszczę, że one dopiero wkraczają w ten świat cudownej swobody i zabaw. Chciałabym, żeby Tosia miała ten dar wolności jak najdłużej ^_^

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę! Zazdroszczę Tuli, bo ja to bym Ursusa nosiła, ale nie wiem co on na to, a próba nie jest tania. Zazdroszczę wakacji przy domu, bo mój Mąż-tyran czuje wakacje dopiero poza domem i mimo domu na wsi skazani jesteśmy na ciągły pobyt w lesie i to bez polegiwania. Nawet fotela w ogrodzie zazdroszczę, bo u nas tylko plastikowe krzesła i ławka z prostopadłym do siedzenia oparciem. Jagód i poziomek zazdroszczę tylko odrobinę, bo u nas też są, tylko mało. Zazdroszczę też mokrej trawy. Ostatnio pobiegłam boso po mokrej trawie i mnie ta trawa skaleczyła. Ale najbardziej to zazdroszczę tej babci i dziadka- nie tylko ich potraw (o jak tęsknię!), ale tego, że w ogóle są jeszcze tacy sprawni. I kuzynek też zazdroszczę. Jako dzieci jedynaków-od-pokoleń nie mamy kuzynek. I jeszcze zazdroszczę tego barwnego i lekkiego opisu. Moje lekkie pióro cięższe jest od mojego nielekkiego zadka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź nie wkurzaj no! Lekkiego pióra zazdrości, haha! :D Tylko na Tulę przymknę oko, bo jest to coś, czego na pewno można chcieć!
      Ale nie, nie, to nie tak! Właśnie to nie jest koło mojego domu! Tleń jest ode mnie oddalony o jakieś 80 km! U mnie żadnych tam foteli ani ładnej trawy. :D

      Usuń
    2. Ale chodzi o to, że jak się ma już dom w lesie, to by wystarczyło, a Mężowi nie wystarcza. Dla Męża dom w lesie, to dom i kiedy jedziemy na wieś, to musimy opuszczać obejście. A w obejściu jest przecież piaskownica i by się poleżało z książką, a trzeba iść i pchać te wózki.

      Usuń
  3. Faktycznie nuda...
    A do Tlenia też w tym roku na pewno zajrzymy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to, jak to?! Często jeździcie do Tlenia? Gdzie się zatrzymujecie? Czekam na szczegóły! Fantastycznie! :D

      Usuń
  4. W takim razie bawcie się dobrze :)). Sama z przyjemnością bym się z Wami zabrała :). Choć mam nadzieję na miły weekend teraz :). (Teściowie podrzucą mi kota na tydzień, więc będzie fajnie i miziato :D).

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak nic ciekawego?! U Was tyle się dzieje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale aktywny wypoczynek, tyle się działo, super :)) ile ptactwa do karmienia, hoho!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...