piątek, 24 lipca 2015

Julia Donaldson. Radość pisania



Najlepsza, niepowtarzalna i wyjątkowa pisarka, która swą radość tworzenia przelewa do książek obrazkowych – Julia Donaldson.

Zaniepokojonych uspokajam, że wpis ten nie będzie notką biograficzną. Nie, tak nisko jeszcze nie upadłam. Wpisem tym chciałabym zapoczątkować nowy cykl. „Cykl” to oczywiście określenie kompletnie na wyrost, bo o żadnej cykliczności ani regularności nie może być u mnie mowy. Od czasu do czasu wrzucać będę ogólną charakterystykę twórczości któregoś z autorów literatury dziecięcej, którego szczególnie cenię. Najczęściej będą to autorzy, którzy są nieznani w Polsce lub też nie aż tak znani, jak – moim zdaniem – na to zasługują. „Charakterystyka twórczości” to kolejne przerośnięte hasło w tym akapicie. Po prostu napiszę kto zacz i dlaczego kocham go miłością beznadziejną. 


Na przykład taka Julia Donaldson. Posiadam kilkadziesiąt książek jej autorstwa, napisała ich ze trzy razy więcej (ja oczywiście nie spoczywam na laurach i kolekcję nieustannie wzbogacam). Każdą z książek z powyższego zdjęcia uważam za absolutnie wyjątkową, jednak nie widzę większego sensu w pisaniu o każdej z nich osobno (choć niektóre, ulubione, na pewno zostaną wyróżnione). Mam kilka przemyśleń ogólnych, które nie odnoszą się do konkretnego tytułu, ale do twórczości Donaldson w ogóle. Zaraz o nich napiszę.

Julia Donaldson to brytyjska pisarka (ur. 1948). Książki dla dzieci zaczęła publikować późno, po dopiero w roku 1993, jednak od tego czasu tworzy nieustannie. W swoim kraju jest autorką bardzo znaną. Stworzyła kilka (uwaga, brzydkie słowo!) kultowych postaci, wśród których znajduje się najsłynniejsza – Gruffalo widoczny na górze.

Od pewnego czasu jest wydawana w Polsce. Nakładem wydawnictwa EneDueRabe ukazały się dotychczas dwie części „Gruffalo” oraz „Miejsce na miotle” – na pewno dobre i znane, ale, według mnie, nie najlepsze. Polskich tłumaczeń jednak nie znam, więc nie będę pisała nic na ich temat.

W rzeczywistości Julia Donaldson wygląda tak: 
źródło
Donaldson poznałam w oryginale, kilka lat temu i od razu się polubiłyśmy. Autorka jest ucieleśnieniem tego, co nazwać należy radością pisania. Jej teksty przepełnia szczęście, afirmacja życia, miłości do bliźnich (terminologia religijna czysto przypadkowa!). Jej rymy są niewymuszone, formy perfekcyjne, a teksty prezentują nienachalne mądrości i są przy tym nieziemsko zabawne. Autorka bawi się słowem, żongluje językiem, nie gardzi też absurdem. W swoim dorobku ma utwory dłuższe, krótsze, pisane prozą i wierszowane. Zwłaszcza te ostatnie to arcydzieła.

Julii Donaldson nie można rozpatrywać w pojedynkę. Lwią część zasług, które się jej przypisuje, zawdzięcza swoim ilustratorom. Każda jej książka do doskonały duet; tekst Donaldson w żadnym wypadku nie może istnieć bez obrazu. Autorka współpracuje z kilkoma rysownikami i, co ciekawe, z każdym z nich tworzy coś zupełnie innego. Znając nazwisko ilustratora, możemy w dość dużym przybliżeniu stwierdzić jaki charakter będzie miała książka, jak będzie wyglądała i do kogo będzie skierowana. Tak właśnie trzeba sklasyfikować twórczość Donaldson – według ilustratorów.

1. Julia Donaldson & Axel Scheffler
Zdecydowanie najbardziej znany, najczęściej ze sobą współpracujący duet. To właśnie Scheffler narysował najsłynniejszą postać, która stała się niejako wizytówka autorki – Gruffalo. Nie wiem, czy to przypadek, ale książki tej pary to zdecydowanie najlepsze ze wszystkich dzieł autorki. Tekst w nich są długie, historie pomysłowe i wciągające. Dwie moje ulubione: „Stick Man” i „Tabby McTat” to jedne z najpiękniejszych opowieści, jakie w życiu czytałam. 


2. Julia Donaldson & Nick Sharratt
Tworzą książki przeznaczone dla najmłodszych, z minimalną ilością tekstu. Nie będę wdawała się w szczegóły, ponieważ o ich książkach napiszę wkrótce osobnego posta. Wszystkie ich wspólne dzieła idealnie nadają się dla rocznego dziecka i są u nas w codziennym użyciu. Uwielbiam je!!!


3. Julia Donaldson & Lydia Monks
W naszej kolekcji mamy niestety tylko dwie książki tego duetu, ale zwłaszcza jedna (o biedronce) maltretowana jest z uwielbieniem niemal każdego dnia. W rzeczywistości współpraca obu pań obejmuje więcej tytułów. To, co charakteryzuje te książki to... brokat zapowiadany szumnie na każdej okładce. Nie wiem jak to jest z tym brokatem, ale małe dzieci go uwielbiają, a dodatkowe nierówności na stronie dostarczają wrażeń dotykowych. 


4. Julia Donaldson & David Roberts
Para reprezentowana w mojej kolekcji znowu jedynie przez dwa tytuły, w rzeczywistości dużo bardziej płodna. Historie, jak to u Donaldson, sympatyczne, ale z niewiadomych względów pozbawione pewnej magii. Nadal jednak dobre.


5. Inni
Na tym sprawa się nie kończy. Donaldson współpracuje także z innymi ilustratorami. Ich pełną listę wraz z wydanymi książkami znaleźć można na oficjalnej stronie autorki (KLIK!).

Znacie Donaldson? (Czy lubicie – nie pytam, bo jedno wiąże się z drugim). Jeśli nie – koniecznie poznajcie, niedługo na blogu kilka recenzji moich ulubionych książek. 



Koniecznie przeczytaj też:

7 komentarzy :

  1. Mamy angielskie Gruffalo z przyciskami dźwiękowymi i dźwięki są urocze. Mamy tez polskie Gruffalo i rymy są milutkie.Ale wizualnie to to jednak niezbyt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to niezbyt, jak to? Uważam, że jest super! Bardzo uproszczone i każda morda identyczna (zwłaszcza jak Scheffler rysuje ludzi to to widać), ale mi się bardzo podoba! To Sharratt też Ci się nie spodoba. :(

      Usuń
    2. Podoba mi się Sharratt bom właśnie widziała. I w ogóle to idę poczytać choremu obrażonemu starszakowi Ale w ogóle to dźwięki pierwszorzędne. Mąż mówi, że możemy dźwięki wysłać.

      Usuń
  2. Imponująca kolekcja książek Donaldson. Mam "A Squash and a Squeeze", znam "Room on the broom" z u-tube a gruffala mam po polsku. Gruffalo i po polsku ciekawy, ale czuć, że rymy w oryginale na pewno lepsze ;-). Super są te książki. Niebanalne historie, zabawne teksty no i rymy. Uwielbiam rymy, uważam, że ułatwiają zapamiętywanie, ale mam trudność z trafieniem książeczek po angielsku z rymami. Tylko Donaldson puki co to strzał w 10! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej, ale imponujący wpis. I za konsekwentną miłość do autora już Cię lubię. Właśnie szukam w Internecie oryginału Gruffalo, bo widzę fochy na Rusinka (przy kolejnym już jego przekładzie dziecięcej książki, ale nie wiem, czy usprawiedliwione, skoro nie ma z czym porównać, a przekład to jednak ryzykowne poruszanie się między wiernością oryginałowi a melodią języka)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam polskie tłumaczenia w księgarni, nie znam ich więc dobrze, zresztą i tak nie znam się na przekładzie, ale to, co mnie uderzyło u Rusinka to uczynienie historii Donaldson takimi infantylnymi, "dziecinnymi" rymowankami. Donaldson używa prostego słownictwa, ale każde jej zdanie to perełka. Jej teksty są "witty" - w swej prostocie niesamowicie zabawne i inteligentne, z głębią. A tego nie ma w polskiej wersji. W Polsce mamy fabularyzowane rymowanki i nic więcej.

      Usuń
    2. No kurcze. To jest cenna uwaga! Jak ja czytam zdania Rusinka, to widzę dowcip, ale taki bardziej erudycyjny, trochę łamańce językowe, trochę pompatyczny jest, ale niektóre "witze" zabawne. No to szalenie szkoda. Ale u nas mało się o przekładzie książek dziecięcych mówi i pisze, rola tłumacza jest wciąż marginalizowana, a przecież to dzięki niemu w ogóle poznajemy tekst! Jak tłumacz zechce coś wyciąć, zmienić, uprościć dla dobra dziecka, jeśli nie zrozumie - może położyć wartość oryginału.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...