poniedziałek, 28 września 2015

O zabawach umuzykalniających, wspólnej grze na instrumentach i aktywnym słuchaniu muzyki. Dziecko na warsztat!



Muzyka i dźwięk otaczają nas bez przerwy, a dzieci zazwyczaj poddają się im intuicyjnie. Tę naturalną ciekawość i wrodzone predyspozycje należy wspierać. To mój pierwszy post z cyklu Dziecko na Warsztat. Temat dowolny – u mnie obowiązkowo muzyka, o której chciałam napisać od dawna. Chciałabym Wam dziś pokazać kilka aktywności, które ćwiczymy regularnie, a także zaproponować zabawy, które wymyśliłam specjalnie na warsztat. Wszystkie pomogą najmłodszym dzieciom zrozumieć świat muzyki i zwrócić na nią baczniejszą uwagę.

W swoich zabawach i przede wszystkim w podejściu do muzyki staramy się kierować zasadami zaproponowanymi przez E. E. Gordona. Na temat samej teorii i jej założeń oraz praktycznych sposobów ich realizacji chciałabym napisać osobno, ponieważ siedzę w temacie od dawna i uważam go za fascynujący. Dziś jednak wspomnę jedynie, że to metoda umuzykalniania dziecka na bardzo wczesnym etapie jego życia. Skoro niemowlę może zupełnie bez problemu nauczyć się kilku języków obcych, to muzyka, poprzez codzienne z nią obcowanie, może stać się jednym z nich. Tym bardziej, że dzieci rodzą się ze słuchem niemal absolutnym i naturalną zdolnością do rozumienia muzyki. Odpowiednia stymulacja i zapewnienie bogatego z muzyczne bodźce środowiska pozwala na rozwój tych zasobów. Edukacja według teorii Gordona służy nie tylko kształceniu zdolności muzycznych, ale wpływa też na wszechstronny rozwój intelektualny
.

Wykształcenie muzyczne i umiejętność gry na instrumentach pozwoliły mi nieco urozmaicić nasz warsztat, jednak wystarczy nawet podstawowa wiedza w tym zakresie. Zawsze można też zmodyfikować moje pomysły i wykorzystać na swój, znany i lubiany sposób. Mam nadzieję, że zachęcę Was do eksperymentowania z dźwiękiem. Do dzieła!

1. Aktywne słuchanie muzyki


Każdy z nas codziennie słucha muzyki. Niektórzy wsłuchują się w ulubione teksty, niektórzy z zapałem wystukują rytm, inni włączają radio i pozwalają sunąć dźwiękom gdzieś w tle. W szkole muzycznej nauczyłam się aktywnie słuchać muzyki i jest to umiejętność, którą chciałabym także zaszczepić swoim dzieciom.

Mowa oczywiście o muzyce klasycznej. Nie chcę teraz zgrywać wielkiej damy, która słucha wyłącznie Mozarta, a raz w miesiącu, cała wystrojona udaje się do opery, żeby głośno i wyraźnie zachwycać się pierwszą skrzypaczką. Owszem, lubię muzykę klasyczną, mam swoich ulubionych kompozytorów, których słuchanie sprawia mi wiele radości. Lubię też jednak inne gatunki muzyczne. Uwielbiam punk rocka! Jako perkusistka zawsze aktywnie słucham swoich ulubionych zespołów starając się wyłapać brzmienie bębnów i być może je powtórzyć. To jednak muzyka klasyczna jest tym, od czego zaczynamy z Różą. To trochę tak jak z klasyką literatury (pisałam o tym TUTAJ); trzeba i wypada ją znać, trzeba orientować się kto, gdzie i kiedy, przynajmniej w pewnym zakresie.

Słuchamy więc muzyki klasycznej. Najczęściej leci ona po prostu w tle, od czasu do czasu staram się jednak wtrącić swoje trzy grosze. A więc:

- Mówię kogo słuchamy; nie: „słuchamy muzyki”, tylko np. „słuchamy Rachmaninowa”. Staram się też dookreślać z jakiej epoki pochodzi kompozytor i, o ile go znam, jaki tytuł ma dany utwór. Nie boję się włoskich określeń tempa podawanych często w tytułach, a jeśli słuchamy opery, to słyszymy sopran, a nie „wysoki, cieniutki głosik” i nie przejmuję się tym, że Róża nie wiem czym jest barok. Kiedyś się dowie, a wtedy pojęcia te będą dla niej brzmiały tak samo znajomo jak „pies” albo „okno”.

- Zwracam uwagę i nazywam instrumenty, które słychać w utworze. Wyłapuję instrument koncertujący i staram się powtarzać graną przez niego linię melodyczną. Zwracam szczególną uwagę zwłaszcza wtedy, gdy pojawia się nowy, charakterystyczny instrument. Po kilkukrotnym wysłuchaniu utworu Róża przy wejściu danego instrumentu wskazuje na odtwarzacz i charakterystycznie piszczy, zupełnie jakby mówiła „o, jest! słyszysz?”.

- Zwracam uwagę na tempo, dynamikę, nastrój utworu zwłaszcza wtedy, kiedy się on zmienia. Nazywam te zmiany, znowu nie bojąc się profesjonalnych nazw. Staramy się tańczyć i ruszać zgodnie z sugerowanym przez utwór nastrojem i tempem.

- Jeśli mamy do czynienia z muzyką programową i tytuł utworu nadaje mu jakiś sens (np. „Wiosna”) wznoszę się na szczyty swojej erudycji i snuję opowieść o budzącej się do życia przyrodzie, rosnących kwiatkach i ciepłym deszczu. Kolejne pomysły podsuwa mi sama muzyka. Mam nadzieję, że wykształcę tym w Róży wyobraźnię muzyczną. Starsze dzieci mogą rysować albo malować to, co podsuwa im wyobraźnia, pokazywać to w formie pantominy, napisać opowiadanie, wiersz.

2. Śpiew i taniec

Róża niemal od początku lubiła słuchać śpiewu rodziców. Do dziś jest to najlepszy sposób, żeby ją uspokoić. Kiedy w samochodzie podnosi lament – wystarczy zaśpiewać jedną z jej ulubionych piosenek (żadne tam radio!). W domu zwyczajem stało się śpiewanie podczas codziennych czynności. Kiedy więc przygotowuję jedzenie, a Młoda ma ochotę zawisnąć akurat na mojej nodze – śpiewam o tym jak to kroję pomidora i jakie pyszne kanapki zaraz zjemy. Zyskuję wówczas kilka minut. Melodia to najczęściej utwór, który akurat chodził mi po głowie, tekst jednak jest wymyślany zupełnie spontanicznie. Śpiewanie to nie tylko sposób na uspokojenie dziecka. To także wypełnienie codzienności żywą muzyką, która jest tak ważne według koncepcji Gordona. To śpiew rodzica (a nie wspólny śpiew) powinien być tym, co wypełnia ciszę. Śpiewajmy więc jak najwięcej, a nie tylko do snu.

Małe dzieci bardzo często same podrygują w rytm słyszanego utworu. Ważne jest jednak też, aby to rodzic był wzorem. Taniec pozwala na skoordynowanie swojego ciała z muzyką, a także na lepszy odbiór rytmu i melodii. Jest poza tym świetną zabawą! :)

3. Kontakt z instrumentem

Kontakt z „żywym” instrumentem to, obok śpiewu, podstawa w kształceniu muzycznym niemowląt i małych dzieci. Fakt ten nie powinien nikogo dziwić, przecież jedną z pierwszych zabawek każdego malucha jest grzechotka, którą dziecko najpierw chętnie ogląda w dłoni rodzica, a później samo cieszy się mogąc przy jej pomocy wydawać brzmienie.

Swobodny dostęp do instrumentu i możliwość zabawy dźwiękiem to nauka sama w sobie, która powinna być przez rodziców wspierana. Pamiętam, że kiedy sama byłam dzieckiem uwielbiałam bawić się starym keyboardem. Samodzielnie odkrywałam zależności między dźwiękami i uczyłam się grać (bez najmniejszej nawet znajomości nut) swoje ulubione melodie. Dzisiaj z radością podpatruję jak Róża odkrywa, że klawisze z lewej strony fortepianu grają dźwięki niskie, a z prawej – wysokie oraz testuje na bębnie różne rodzaje pałeczek i dziwi się, że wydają one tak odmienne dźwięki. Albo, że inne stuk-puk wydaje podłoga, inne kaloryfer, a jeszcze inne... kot. :) Wspólne muzykowanie to nie tylko nauka, ale przede wszystkim świetna zabawa i jedna z naszych ulubionych form spędzania wolnego czasu. Oto kilka instrumentów, z których korzystamy.

Pianino


Król instrumentów. Nie sposób przecenić jego roli w edukacji muzycznej. To na czarno-białej klawiaturze najłatwiej zrozumieć wiele z zasad rządzących muzyką, a naciskanie klawiszy to jedna z najprostszych czynności, z którą poradzą sobie już najmłodsze dzieci. Pianino to oczywiście spory wydatek i jeśli ma służyć jedynie jako zabawka – z pewnością się nie opłaci. Może jednak warto skusić się na niedrogi keyboard, który oprócz klawiszy będzie miał także bardzo atrakcyjny wachlarz trybów demo. Każdy maluch z radością będzie je naciskał i eksperymentował z dźwiękami. To znacznie ciekawszy i na pewno bardziej przyszłościowy i przynoszący więcej pożytku zakup niż świecący, elektroniczny, gadający w pięciu językach szczeniaczek-pluszaczek.

Zgodnie z teorią Gordona podchodzimy do muzykowania swobodnie. Róża przypadkowo naciska klawisze, czasami pojedynczo, innym razem większe ich grupy. Sprawdzamy też co się stanie po naciśnięciu poszczególnych pedałów. Bardzo często Róża sama podchodzi do instrumentu i każe się posadzić przy klawiaturze. Często gram dla niej proste utwory. Szczególnie cieszy się, kiedy rozpoznaje daną melodię. W czasach szkoły muzycznej, kiedy wisiała nade mną czarna wizja egzaminów, poszczycić się mogłam zróżnicowanym repertuarem i kilkoma popisowymi numerami. Po niemal siedmiu latach decyduję się raczej na proste utwory, których rozczytanie zajmie mi kilka sekund. Odkryłam w ten sposób świetny zestaw prostych nut wydawnictwa Crescendo, wśród których znajduje się mnóstwo znanych nam piosenek. Dzięki temu łączymy grę na pianinie ze śpiewem. 















Bęben


Swego czasu większą część mojego pokoju zajmował dumnie rozstawiony zestaw perkusyjny. Dziś, kiedy nie mam czasu na grę, bębny i talerze pochowane są po kątach i czekają na lepsze czasy. Dla Róży cała perkusja to za dużo, kiedy jednak skończyła rok (wspominałam o tym TUTAJ) wyciągnęłam dla niej jeden z bębnów, w który ta bije każdego dnia.

Tu też stawiam na pełną swobodę. Gram dla Róży czasami jakieś usystematyzowane rytmy, zwłaszcza że ona bardzo to lubi, ale przede wszystkim cieszy mnie jej entuzjazm, kiedy sama chwyta pałeczki i tworzy własne „kompozycje”. Gra na bębnie to nie tylko szlifowanie zdolności rytmicznych. To także znakomite ćwiczenie motoryki dużej. W ciągu ostatnich miesięcy widzę wyraźną poprawę w tym, jak Róża trzyma pałeczki, z jaką sprawnością się nimi posługuje, jak precyzyjne stały się jej ruchy w kontakcie z instrumentem, a wydawane dźwięki – coraz bardziej rytmiczne; potrafi już uderzać pałeczkami naprzemiennie, w stałych odstępach czasu.

Do tej pory grała jedynie drewnianymi pałeczkami, ale z okazji warsztatu wyciągnęłam dla niej inne rodzaje pałeczek, takie, którymi w szkole grałam na ksylofonie czy kotłach. Co to była za radość! Oczywiście trzeba było sprawdzić wszystkie. 






Dla starszych dzieci bardzo interesującą zabawą może okazać się powtarzanie rytmu, czy to wystukiwanego na bębenku, czy też klaskanego dłońmi.

Inne


Są i inne instrumenty, cała ich masa. Nie da się mieć zbyt dużo instrumentów, to tak jak z książkami. :)

Są więc najróżniejsze instrumenty do potrząsania: tamburyn, janczary, marakasy. Są też instrumenty dęte: harmonijka ustna, drewniany flet i piszczałka. Te ciągle nieco zbyt zaawansowane swym mechanizmem dla Róży; bardzo niechętnie i jeszcze niewprawnie w nie dmucha. Są kastaniety – trudne do opanowania, ale sprawiające wiele radości. No i dopełnienie perkusyjnych – trójkąt (który Róża lubi przede wszystkim wieszać w różnych miejscach w domu) oraz jej ukochane cymbałki, które na pewien czas zdetronizowały nawet bęben. Tak, wiem, że to błędna nazwa, ale te dzwonki nie mogą mi przejść przez gardło.

Do małych instrumentów Róża ma nieograniczony dostęp. Często wykorzystujemy je do zabaw, jednak najczęściej Róża tworzy bardzo swobodny jazz. :) 










4. Nieco teorii

Punkt, nad którym zastanawiałam się najdłużej. Czy jest sens wprowadzać jakąkolwiek teorię tak małemu dziecku? Sam Gordon twierdzi, że na tym etapie najważniejsza jest nieformalna i nieustrukturyzowana edukacja muzyczna. Oczywiście założenia te realizujemy, postanowiłam jednak zaryzykować i pójść nieco dalej.

Zaczęłam od instrumentów. Taka teoria wydała mi się bardzo przyjazna dziecku, zwłaszcza że jest to coś, co Róża zna i lubi. Po pierwsze więc wydrukowałam obrazki przedstawiające instrumenty. Pobrałam je bezczelnie z Google, za nic mając czyjeś prawa autorskie. Nie chciałam przesadzić z ilością, dlatego wybrałam tylko najbardziej charakterystyczne instrumenty albo takie, które Róża zna ze swojego otoczenia (i tak wyszło za dużo). Warto pamiętać, że jeśli zdecydujemy się na skrzypce, to lepiej odpuścić już sobie altówkę, która na obrazku będzie wyglądać identycznie i małe dziecko może nie zauważyć między nimi różnicy. Obrazki oglądałyśmy zupełnie niezobowiązująco, Róży bardzo się one podobały, o każdym starałam się powiedzieć kilka dodatkowych słów, ale nie wiem czy zostały one zapamiętane. ;) Niektóre instrumenty, na przykład waltornia, zostały dotkliwie pogryzione. Do tego zrobiłam podpisy, nieco mniejsze niż zazwyczaj wykorzystuję w prezentacjach, i przez kilka kolejnych dni pokazywałam je metodą Domana. Pełen sukces! 




Ostatnim elementem stała się zabawa, w której należało dopasować obrazek do podpisu. Tego typu dopasowywanie jest jeszcze dla Róży nieco za trudne, dlatego ona przede wszystkim wskazywała obrazki i podpisy. Zaczęłyśmy od dwóch par instrumentów, ilość tę coraz bardziej zwiększając. 


















Potem zgromadziłyśmy wszystkie dające się przenieść instrumenty w jednym miejscu i dopasowywałyśmy do nich obrazki i podpisy. Pokazywałam Róży jedno albo drugie, a jej zadaniem było wskazanie tego właśnie przedmiotu leżącego przed nią. Mam w planach na stałe przymocować podpisy do niektórych instrumentów, aby wiedza się sama utrwalała. 














Marzy mi się też obejrzenie na żywo instrumentów, których nie mamy w domu; dotknięcie ich i sprawdzenie, jaki wydają dźwięk. Albo pójście na koncert – to by było wydarzenie!

Wymyślając zabawy dla Róży przyszło mi do głowy kilka pomysłów, które będziemy mogły zrealizować za jakiś czas. Jednym z ciekawszych jest poproszenie dziecka o stworzenie zbiorów instrumentów, na przykład osobno instrumenty dęte, perkusyjne, strunowe. Można pójść jeszcze nieco dalej i tworzyć podzbiory dzieląc powyższe na smyczkowe, szarpane i młoteczkowe.

Kolejna zabawa wykorzystuje znajomość instrumentów i łączy się z aktywnym słuchaniem muzyki, o którym pisałam wcześniej. Z Chomika pobrałam empetrójki z krótkimi utworami granymi przez konkretne instrumenty. Nie pamiętam teraz dokładnie skąd, ale wystarczy w wyszukiwarkę wpisać „dźwięki instrumentów” – jest tego pełno. Słuchałyśmy więc kolejnych utworów, a w międzyczasie pokazywałam Róży na obrazku jaki instrument ten dźwięk wydaje. To przede wszystkim było zadanie dla mnie, ale myślę, że w przyszłym roku Róża sama będzie umiała już wskazać instrument, który usłyszy.

Potem poszłam w teorię jeszcze nieco głębiej i postanowiłam zaznajomić Różę z nutami. Nuty widuje regularnie, nie jest to dla niej żadna nowość, chciałam jej jednak pokazać, że te dziwne kropki znaczą coś konkretnego. Wydrukowałam kawałek pięciolinii z kluczem wiolinowym w ośmiu egzemplarzach i narysowałam na nich najbardziej swojską gamę C-dur. Zdecydowałam się na ćwierćnuty, które dzięki wypełnieniu są po prostu lepiej widoczne niż na przykład półnuty. Pałeczki natomiast wszystkie skierowałam ku górze, ponieważ nie chciałam na początku komplikować sprawy jeszcze tym. Wyszło nieźle. Tylko co dalej? 


Wpadłam na pomysł, żeby zrobić z tego pokaz w stylu Glena Domana. Ponieważ nut w gamie jest 8, zrobiłam z nich wszystkich jedną sesję. Każdą z kart pokazywałam Róży po kilka sekund nazywając jednocześnie dźwięk, który reprezentuje nuta na karcie. Karty za każdym razem mieszałam, żeby kolejność nie była istotna w zapamiętywaniu (dokładnie tak samo robi się w sesjach słownych i matematycznych). Czasami pokazywałam je kolejno, śpiewając poszczególne dźwięki. Sesje robiłyśmy 2-3 razy dziennie przez 3 dni. Na koniec rozłożyłam karty przed Różą i pytałam o konkretne dźwięki. Eksperyment okazał się sukcesem! Róża bez problemu wskazywała poszczególne nuty. Największe problemy były z dźwiękiem C, który w gamie C-dur powtarza się dwukrotnie i Róża czasami pokazywała C jednokreślne, a czasami C dwukreślne. Wszystko jednak w swoim czasie. Ja natomiast utwierdziłam się w przekonaniu, że po pierwsze – Doman to geniusz (choć tak naprawdę to o nutach chyba nigdy nie pisał), a po drugie – dziecko to niezwykle mądre i chłonące wiedzę stworzenie, które można nauczyć wszystkiego! 








Kolejnym etapem było zastosowanie wiedzy o nutach w praktyce. Z naszymi kartami udałyśmy się do pianina i tam przypisałyśmy poszczególnym, abstrakcyjnym literom konkretne brzmienia. Wybierałam nutę, a następnie grałam ją i jednocześnie śpiewałam. Róża nie chciała sama naciskać klawiszy w ten sposób, ale bardzo chętnie wskazywała mi nuty, które miałam dla niej zaśpiewać. Przy tej zabawie poszłam jeszcze nieco dalej i czasami łączyłam dwie nuty najpierw je grając i śpiewając, a następnie nazywając interwał, który stworzyły. Później odrzuciłyśmy nuty, zostawiając sobie jedynie instrument. Ja grałam jeden dźwięk, a Róża drugi i o ile nie dzieliła ich zbyt duża przestrzeń – też nazywałam powstały w ten sposób interwał. 










Tu też przyszło mi do głowy kilka zabaw dla starszych dzieci, zwłaszcza takich, które już nieco lepiej opanowały teorię. Można poprosić dziecko, aby ułożyło karty z nutami w gamę, tonacje mogą być różne! Można też poprosić dziecko o zbudowanie z dwóch dowolnych nut jakiegoś interwału, na przykład tercji, kwinty itd. To samo, czyli o interwał, można poprosić od konkretnego dźwięku, np. „zbuduj sekundę od dźwięku D”. Możliwości jest naprawdę dużo .

5. Książki 


Choć post ten staje się nieznośnie długi – nie może na moim blogu zabraknąć książek, które mniej lub bardziej związane są z muzyką. Przekopując swój księgozbiór znalazłam cztery.

Jest więc „Animal Music” Julii Donaldson i Nicka Sharratta, o której pisałam już TUTAJ. To była nasza szansa na poruszenie terminologii muzycznej w języku angielskim. Jak zapewne zauważyliście cały warsztat został poprowadzony w języku polskim, po angielsku mówiłam tylko, jak zwykle, podczas zabaw. Przy książkach wreszcie mogłyśmy rozwinąć skrzydła, poznać anglojęzyczne nazwy instrumentów i niektórych pojęć z dziedziny muzyki.

Są  i „Instrumenty” z serii „Obrazki dla maluchów”, o której wspominałam z kolei TUTAJ. Nie znoszę tej serii, ale podczas ostatnich tygodni, w których to, ze względu na warsztat, dość intensywnie zajmowałyśmy się muzyką, wspierałam się książką, jako dodatkowym autorytetem, że te instrumenty, o których nawijam istnieją naprawdę, a nie że sama je sobie wymyśliłam. ;) Podczas któregoś czytania Róża sama kazała sobie podać kartoniki z instrumentami i dopasowywałyśmy je do tych, które znajdują się w książce.

„Little Children’s Music Book” z wydawnictwa Usborne to nasza ulubiona książka dźwiękowa, zupełnie inna niż wszystkie. Historia w książce opowiada o grupie zwierząt, które organizują koncert. Każdy ze zwierzaków gra na innym instrumencie (możemy ich posłuchać po naciśnięciu odpowiednich przycisków).

Książka jest dobra z kilku względów. Po pierwsze, jakość dźwięku jest świetna i z tego mikro-głośniczka wydobywają się czyste brzmienia instrumentów, o których mowa, a nie jakieś syntetyczne dudnienie. Po drugie, zastosowano tu profesjonalne podejście do zagadnienia współbrzmienia. Choć słuchając orkiestry często wydaje nam się, że wszyscy grają to samo, to w rzeczywistości linia melodyczna drugich skrzypiec może być tak bardzo różna od docelowej melodii, że nie sposób jej rozpoznać. To właśnie udało się uchwycić w tych kilku guzikach i melodyjkach. Super! Do tego mnóstwo angielskiej terminologii muzycznej. Tu też dopasowywałyśmy nasze własne obrazki do tych z książki. 








Usborne Introduction to Music, czyli znowu po angielsku i znowu Usborne, a do tego zupełnie nie w naszej kategorii wiekowej. To typowa ilustrowana encyklopedia, której tematem jest muzyka. Jest tu wszystko; historia muzyki w pigułce (od antyku po współczesność), opis najważniejszych form muzycznych, życiorysy słynnych muzyków i kompozytorów, instrumenty, słowniczek i przegląd podstawowych zasad muzycznych. Dla mnie to przede wszystkim niezastąpione źródło angielskiej terminologii muzycznej (jest tu naprawdę wszystko!). Róża lubi tego typu książki, jeżeli ogląda je ze mną, a ja opowiadam jej co znajduje się na ilustracjach. Zawsze staram się też wpleść jakieś ważne informacje, które szybko wyłowię jednym okiem z tekstu obok. Oglądamy więc od czasu do czasu. 








Jest też bardzo ciekawa, muzyczna strona w „Prawie wszystko” Joëlle Jolivet. O książce pisałam TUTAJ.


***********

Tak jak wspomniałam, post ukazał się w cyklu Dziecko na Warsztat. Raz w miesiącu pokazywać Wam będę kolejny warsztat, za każdym razem na inny z zadanych tematów. W październiku – astronomia. Nie mam jeszcze pojęcia co zrobię, ale już serdecznie zapraszam!

Cyk Dziecko na warsztat ma też swoją stronę na Facebooku (KLIK!), a wszystkie blogi biorące udział w projekcie możecie znaleźć na mapie poniżej. :) 

Dziecko na warsztat

Koniecznie przeczytaj też:

30 komentarzy :

  1. świetny warsztat! Chyba macie w domu głośno? Ale mała jaka zadowolona... świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super sprawa! No i doskonale się wstrzeliłaś w czasie bo właśnie wczoraj trafiłam a zajęcia muzyczne dla maluchów od 0-3 lat u mnie w okolicy i zastanawiałam się czy nie zapisać juniora. Chyba zapiszę. :) Ja z muzyką byłam trochę na bakier zawsze. U nas w domu rzadko kiedy gra muzyka ale za to sami lubimy eksperymentować z instrumentami. Tylko my mamy takie, na których i bez szkoły muzycznej da się grać: gitara, drumla, okaryny, harmonijka ustna, kouxian (tego syn szczególnie lubi) i jakiś bębenek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są pewnie takie zajęcia właśnie według teorii Gordona. Byłam z Różą u mnie w mieście kilka razy, ale ze względu na małą liczbę uczestników zamknęli grupę. Świetna sprawa i jeśli macie możliwość - idźcie! Na gitarze bez żadnych nauk? Ja bym nie umiała! :) A drumla, kouxian - można to połączyć z lekcją geografii. :)

      Usuń
  3. Świetny i konkretny warsztat!!! Dźwiękowe eksperymenty - córcia z pewnością umuzykalniona ;) Brawo!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudny warsztat! Macie cudne instrumenty. Zazdroszcze!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, wow, wow zazdroszczę Róży. A te zdjęcia bębnem przesłodkie, no i kotek do pomocy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. czekałam na ten wpis!
    od urodzenia J. (a nawet wcześniej, kiedy prosiłam o wybór ciekawych kawałków klasyki na płytę "relaksacyjną" dla dwupaku, którą w końcu sama złożyłam) próbuję przekonać jego ojca, że braku poczucia rytmu się nie dziedziczy (niby po mnie?!) i powinien się swoim doświadczeniem (talentem?) z dzieckiem dzielić, a nie tylko utyskiwać, że kolejna osoba w otoczeniu będzie fałszować...
    w zasadzie wszystkie punkty w jakiś sposób próbowałam realizować na miarę swoich możliwości, ale w wersji profesjonalnej wygląda to naprawdę wspaniale
    niech tata J. czyta i się uczy! chociaż już chyba raczej na przyszłość...
    jak myślisz - warto jeszcze sięgać do Gordona w przypadku 4-5-latka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że nigdy nie jest na nic za późno. Nie wiem czy da się zastosować Gordona bezpośrednio, bo on podaje takie metody, które świetnie sprawdzają się przy niemowlęciu i których raczej nie da się już zrobić ze starszakiem, ale wspólne muzykowanie, otaczanie się muzyką... to można robić zawsze! :) Tato Janka, apeluję do Ciebie - bierz się do roboty! :D

      Usuń
  7. Little Children's Music Book mam na liście do kupienia już od dawna, ale jakoś dotąd się nie złożyło - teraz mnie przekonałaś, jest śliczna!

    OdpowiedzUsuń
  8. Matulu jaki fantastyczny muzyczny warsztat!! wielkie brawa i ukłony!!
    Niestety do nut mam dwie lewe ręce... eee umysł ... a zamierzam się nauczyć grac na gitarze :-))

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejciu, mój Tymko jakby zobaczył tyle sprzętów muzycznych, nie wyszedłby od Was z domu :) rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mistrzostwo :) Można przepaść... :) oczywiście pozytywnie

    OdpowiedzUsuń
  11. Cóż ! mogę rzec ? jestem zachwycona postem, a raczej Twoimi fotografiami i tym co chciałaś przekazać. Uważam, że zarażanie dziecka inteligentną pasją jest czymś wspaniałym, a muzyka to odzwierciedlenie emocji, fajnie, że uczysz córkę nut i wszystkiego co związane z pięknym dźwiękiem muzyki. Ja od zawsze pasjonowałam się graniem na fortepianie, gitarze, skrzypcach, ale na prawdę jestem totalnym laikiem, a co gorsze nawet nut nie potrafiłam pojąć... zostało to do dziś, chociaż z nadzieją dzisiaj żyję, że mój syn będzie bardziej uzdolniony niż jego matka. Miałam wiele zachcianek na naukę, ale kończyło się to bardzo szybko i bardzo słabym efektem.
    Bardzo mi się podoba Twoje podejście, wielki plus dla Ciebie matko myśląca ! Kocham takie osoby, które przekazują swoim dzieciom coś wartościowego, a nie sadzają przed telewizorem i koniec.
    Pozdrawiam ciepło.
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń
  12. Ile macie w domu instrumentów ! Jestem pod mega wrażeniem całego warsztatu ile się działo, jak mała wciągnięta w zabawę no i zdjęcia mega mega fajne

    OdpowiedzUsuń
  13. Nawet nie wiesz jak Ci dziękuję za ten wspaniały warsztat o muzyce. Ja to bardziej plastyczna jestem, ale potrzebuję takich informacji i inspiracji na temat muzyki, bo mój młodszy synek uwielbia wszystko, co związane z muzyką. A starszy Jaś słucha ze mną w samochodzie RMF Classic i coraz więcej utworów z muzyki klasycznej mu się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  14. Szczerze? Szczęka mi opadła! Niesamowite, jak przekazujecie tę muzyczną wiedzę Róży! My jesteśmy kompletnie niemuzykalni... Muszę kupić choćby cymbałki, bo aż wstyd, że w domu nie ma żadnych instrumentów!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale ta Twoja córa cudna! :) Ja na razie przybieram się do puszczania muzyki i przykładania dużych słuchawek do brzucha - niech i Jaś ma coś z życia. :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Czarnego kocurka zapraszamy do naszego konkursu "Mam kota na punkcie kota!"

    http://www.panorama24.co.uk/best-photo/6/

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten wpis stał się bezpośrednią przyczyna mojej depresji, do której miałam skłonność w chwili czytania. Przeczytałam chociaż nie mój temat, bo byłam taka głodna Twojego wpisu i poczułam się najgorszą matką świata, a przecież niesłusznie, bo też śpiewam wymyślone piosenki do znanych melodii. I chyba nic ponad to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, Cytrynno, musisz przyjąć inne kryteria! Mnie postawić musisz w pozycji pierdolniętej, nadambitnej matki i dopiero wtedy wpasować siebie gdzieś w tę skalę. ;) Chociaż jakiś bębenek albo cymbałki by nie zaszkodziły. :D

      Usuń
    2. No właśnie ustawianie Ciebie ponad ludzką skalą nie jest rozwiązaniem, gdyż ja jestem kiepawa obiektywnie. A wpis tylko pomógł to poczuć. Skądinąd Ursus jest bardzo muzykalny. jak słyszy muzykę to nawet podskakuje w nosidle, a gdy stoi na nogach to się buja. A cymbałki jakieś są.

      Usuń
  18. no i co mam napisać? słoń na ucho mi nadepnął, ale warsztat czyta sie jednym tchem!

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo obszerny i ciekawy warsztat :) Świetne jest to, że starasz się zarazić małą swoją pasją, jeśli złapie bakcyla, w przyszłości wspólne słuchanie muzyki, chodzenie na koncerty czy granie na instrumentach w rodzinnym zespole, będzie pięknym spędzaniem razem czasu!
    U nas muzyka istnieje jak dotąd głównie w formie radia i płyt, sama kiedyś grałam na pianinie i keyboardzie, ale pierwszego nigdy w domu nie miałam, a drugie oddałam siostrze i jej dzieciom, nie dostałam z powrotem :/ Jako, że mieszkamy u moich rodziców, nie mamy za dużo możliwości, dostaliśmy kategoryczny zakaz kupowania czegokolwiek, co robi wielki hałas... W związku z tym, jak dotąd Tosia dostała flet, w który zapamiętale dmucha i gramy drewnianą łyżka na miskach ^_^ Chciałabym jej sprezentować prosty zestaw instrumentów na gwiazdkę albo urodziny, bo w przyszłym roku już ruszamy na swoje i będzie można pokombinować. Doradziłabyś coś? Lepiej kupić gotowy zestaw instrumentów dla dzieci, czy raczej samemu skompletować?
    W każdym razie Róża jest bardzo zaangażowana w muzykę i myślę, że niedługo będziecie grać i śpiewać razem, pełną piersią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toczka, śpiewaj! To znacznie lepsze niż radio. Nie musi być pięknie i bez fałszu. ;)
      Chyba nie kupiłabym żadnego gotowego zestawu. W ogóle raczej unikam tego, co przeznaczone jest "dla dzieci" - jest pięknie pomalowane, ale zazwyczaj jakość tego jako instrumentu jest marna, a cena zawyżona. Lepiej chyba kupować bezpośrednio w sklepie muzycznym (przez internet jest taniej), ale coś, co faktycznie ma status instrumentu, a nie zabawki. :)

      Usuń
  20. Świetnie. U nas też muzyka gości codziennie. Bardzo zwracamy uwagę na to czego słuchają dzieciaki i staramy się im pokazać muzykę naszymi uszami.
    Córka 6 latka gra od 3 lat na elektrycznym pianinie a my sami dbamy o bogactwo instrumentów. Edukacja muzyczna jest bardzo ważna dla dzieciaków.
    Bardzo nam się podobał was warsztat
    www.mamuska24.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo ciekawy warsztat, bede do niego wracac i wracac! U nas edukacja muzyczna niestety kuleje, nad czym mocno ubolewam. Zwykle sluchamy 'muzyki', czasem Chopina, ale nazw utworow nigdy dzieciom nie mowilam. Dzieki za podzielenie sie tematem i Twoja w nim wiedza!

    OdpowiedzUsuń
  22. wspaniała inspiracja, tyle wiadomości, przemyśleń, potencjału w dziedzinie, która jest dla mnie - najogólniej mówiąc - czarną magią i tajemnicą :) to zdecydowanie jeden z najbardziej interesujących dla mnie warsztatów, wskazówka co i jak można robić. bardzo Ci dziękuję za taką otwartość i dokładność w dzieleniu się Waszymi odkryciami w codzienności. będę wracać i czerpać. teraz druga - maleńka - córka w domu, to może skorzystam i wniosę trochę więcej edukacji muzycznej do naszego domu :) pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetny tekst ! Dziękuję.
    My jak na razie raczkujemy w temacie. Zaczęliśmy od wykonania domowych instrumentów.
    Było mnóstwo śmiechu , na pewno będziemy drążyć jeszcze ten temat.

    http://www.figlujemy.blogspot.ch/2015/10/10-instrumentow-domowej-roboty.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...