piątek, 5 lutego 2016

Zagrajmy! Tęcza, czyli utrwalamy kolory



Od pewnego czasu kolory nie są dla nas tajemnicą. O tym, że ich nauka przyszła Róży całkiem znienacka pisałam TUTAJ. Postanowiłam jednak nie pozostawiać tej ważnej umiejętności samej sobie i dostarczyć córce kolorystycznej pożywki także przy pomocy innych gier. Na pierwszy ogień poszła prawdziwa klasyka gatunku – „Tęcza” z wydawnictwa Granna, którą doskonale pamiętam także z własnego dzieciństwa. Teraz korzysta z niej kolejne pokolenie!


Gra nie jest skomplikowana i choć wydawca oznaczył jej przeznaczenie dla dzieci 3+ to jest to jak zwykle spore nadużycie. „Tęcza” znakomicie sprawdzi się właśnie u maluchów, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kolorami. W najprostszym wariancie będzie ona bowiem zwykłą układanką i ćwiczeniem segregującym. Rozkładamy planszę, na której znajdziemy aż sześć obszarów kolorystycznych. Do tego 36 żetonów z przedmiotami w tych samych barwach. Należy je dopasować do kolorowych obszarów, wystarczy intuicyjna segregacja. To znakomite ćwiczenie, które można potraktować jako utrwalające już pewne kompetencje lub za jego pomocą zacząć dopiero wprowadzać dziecko w świat barw. Gra posłuży nam także w przyszłości, ponieważ starszym dzieciom instrukcja oferuje bardzo ciekawe, pamięciowe warianty gry.

„Tęcza” to dla nas jednak nie tylko ćwiczenie kolorów, ale także pewnych mechanizmów, które rządzą grami planszowymi. Do zestawu dołączona jest bowiem kostka! Po krótkiej nauce zasad, zgodnie z którymi dopasowywać będziemy obrazki do planszy, nadszedł czas właśnie na nią. Sama nauka rzutu kostką jest nieustannie szlifowana i wciąż jest przede wszystkim rzutem, a nie turlaniem. Na każdej ze ścian kostki przedstawiony jest jeden kolor z planszy. Ten, który wypadnie, należy znaleźć wśród rozsypanych żetonów i położyć na odpowiednim obszarze. Zadanie jest proste, ale dla dziecka stanowi doskonałą zachętę do tego, aby bardziej zaangażować się w grę.




To jednak nie wszystko! To właśnie podczas gry w „Tęczę” nauczyłyśmy się czym jest runda oraz że zawsze poczekać należy na swoją kolej. Na początku Róża chciała wszystkie żetony układać sama, pokazałam jej jednak, że kostką należy rzucać na zmianę. Teraz prowadzimy ze sobą regularną rozgrywkę; cierpliwie czekamy na swoją kolejkę i nie wyrywamy obrazków, które wybrał przeciwnik. Granie w parze (a czasami nawet we trójkę!) wykorzystuję jako świetne narzędzie do kontroli błędów. Czasami nieprawidłowo łączę kolory, a Róża wówczas mnie poprawia. To dla niej doskonałe ćwiczenie koncentracji; cały czas skupiać musi się na tym, co dzieje się na planszy, nawet jeśli ruch nie należy chwilowo do niej.

Zaproponować też muszę nasz autorki wariant rozgrywki. Obrazki przed pierwszą grą wypchnąć należało z ramki. Zyskałyśmy dzięki temu prostą układankę, ponieważ chyba każde małe dziecko będzie chciało wepchnąć te kółka z powrotem. Aby uczynić ćwiczenie jeszcze bardziej pożytecznym rzucamy kostką i wkładamy do wypraski obrazek z przedmiotem w takim kolorze, jaki wskazała nam kostka. Zabawa równie przednia co przy zasadach tradycyjnych! :)


„Tęcza” bardzo utrwaliła Róży znajomość barw, szczególnie koloru filetowego i pomarańczowego, które do tej pory były często mylone. Także urocza, dziecięca logika znalazła tu swoje ujście. Sporo problemów sprawia Róży na przykład śliwka, która ma... zielone listki. Nie może ona (Róża, nie śliwka) zaakceptować faktu, że kładziemy ją na fioletowym polu. Dla mnie, jako dla gracza (niedzielnego, ale jednak), to kolejny krok ku bardziej zaawansowanym tytułom, które są już tak blisko, coraz bliżej. :)










Koniecznie przeczytaj też: 

8 komentarzy :

  1. Nigdy się nie zastanawiałam, jak się nazywa "to coś", z czego wypycha się żetony do gry, a tu proszę - praska! Dzięki:)

    To świetna gra dla początkujących graczy, myślę, że na identycznym poziomie jest nowość Egmontu "Uratuj króliczki!", tyle że tak dodatkową atrakcją jest dwadzieścia drewnianych (z filcowymi uszami) króliczków, które śmiało mogą opuścić pudełko i żyć własnym życiem w dziecięcym pokoju. No i są świetnymi liczmanami:)

    Pozdrawiam i nieodmiennie podziwiam dwudywan. Mam w planach dokupienie drugiego do pokoju córek, bo dużo przyjemniej bawić się na podłodze, kiedy żadna część ciała nie wystaje z mięciutkiego dywanu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha! my własnie na planszy od "Tęczy" graliśmy niedawno we własną wersję Króliczków :) (której to gry nie kupię, mimo że "liczmany" z mięciutkimi filcowymi uszkami wyglądają słodko i kusząco... J. już zdecydowanie na nie za stary)

      Usuń
    2. Wypraska. Z tym, że napisałam to tak mechanicznie, bez głębszej refleksji, a przecież to bzdury, bo wypraska to taka plastikowa, wyprofilowana wkładka w pudełku z grą, w której trzyma się karty, żetony i inne elementy. Nie wiem jak nazywa się to od żetonów. :( Zaraz zamienię to na jakieś bardziej odpowiednie słowo.

      Króliczki stały się moją obsesją! Pamiętam o nich nieustannie. :D

      Usuń
  2. Świetna gra :). Mamy ją już od czasu jak synek skończył dwa latka. Za każdym razem bawi się wyśmienicie :).

    OdpowiedzUsuń
  3. u nas wszystko podobnie - też zaczynaliśmy wcześniej, od wariantów alternatywnych i nie obyło się bez dobrze rokujących na przyszłość uwag krytycznych małego gracza (tylko protest był przy pomarańczu, a nie listkach śliwki)
    nie linkuję, ale jakby ktoś był ciekawy, to post typu 'dwa słowa na temat' dotyczący "Tęczy" wisi sobie u nas z datą maj2013 ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znałam tej gry, ale już widzę oczyma wyobraźni, jak wykorzystać ją na lekcjach angielskiego z maluchami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że zarówno "Tęcza" jak i "Uratuj króliczki" mają ogromny potencjał językowy! Sprawdzam od jakiegoś czasu na córkach :)

      Usuń
  5. My mamy Ratuj Króliczki, producent na opakowaniu oznaczył przeznaczenie dla dzieci 3+, a ponieważ mój trzylatek doskonale zna kolory i liczy do 20, więc szybko przeszliśmy na wersję angielską, przy okazji opanował słowo "rabbit" ;). Uważam, że jeśli chodzi o naukę kolorów i liczenie to można wprowadzić tę grę znacznie wcześniej, zależy od dziecka, trzeba tylko zwrócić uwagę aby dziecko nie brało do ust kostki i królików

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...