czwartek, 5 stycznia 2017

Zagrajmy! Ciasteczkowe potworki



Wiadomo, że do oznaczeń wiekowych nie należy przykładać zbyt dużej wagi. „Ciasteczkowe potworki” mają „5+” na pudełku. Szkoda by jednak było nie wykorzystać tak fantastycznej gry nieco szybciej, tym bardziej że można i że odnajdywanie ciasteczek to rozwijająca koncentrację i inteligencję zabawa. 

Zawartość pudełka

Zacznijmy od samej gry i tego jak działa. W pudełku znajdziemy sześć dużych, drewnianych elementów przedstawiających ciastka (i naklejki, które na drewienka sami naklejamy), kostkę oraz 34 duże karty z labiryntami na dwóch poziomach trudności. „Ciasteczkowe potworki” to oryginalna gra na spostrzegawczość. Odkrywamy trzy karty i rzucamy kostką. Ciastko, które zostało wylosowane odnajdujemy na pierwszej karcie i jak najszybciej sprawdzamy z którym smakołykiem jest połączone. To które znajduje się na końcu czerwonego sznureczka odnajdujemy teraz na drugiej karcie i znów sprawdzamy, co znajduje się po drugiej stronie labiryntu. Przy trzeciej karcie robimy to samo. Ten, kto jako pierwszy dostrzeże ciastko, które znajdziemy na końcu ostatniego sznurka powinien chwycić drewniany element go przedstawiający. Jeśli mu się udało zabiera kartę, których największa ilość gwarantuje na końcu zwycięstwo. Zasady, choć brzmią skomplikowanie, są niezwykle proste, świetnie wyjaśnia je krótki film na stronie wydawcy – KLIK! 

Labirynty łatwiejsze i trudniejsze (z gwiazdką na rewersie), można je dowolnie mieszać i samodzielnie regulować poziom trudności

Duże, drewniane elementy

Przygotowanie do gry, poziom starter

Przygotowanie do gry, poziom master. Co trzeba złapać? :) 

Główną wadą „Ciasteczkowych potworków” jest fakt, że dzieci i rodzice, a nawet dzieci w różnym wieku nie będą mieli równych szans. Starszy zawsze wygra tu z młodszym, a jeśli w gronie rówieśników trafi się jakiś maniak labiryntów to zdominuje rozgrywkę tak bardzo, że inni mogą się czuć zniechęceni. Rodzice muszą się więc przygotować na to, że nie staną do równej walki, ale będą się podkładać i udawać głupków. Zazwyczaj mnie to drażni, jest przecież wiele gier, przy których doskonale bawi się cała rodzina. Nie mam jednak problemu z dawaniem dziecku forów, o ile gra ćwiczy jakieś ważne umiejętności.

A „Ciasteczkowe potworki” to niebywałe ćwiczenie skupiania uwagi i koncentracji, a także... gałek ocznych. Być może o tym nie wiecie, ale na kursach szybkiego czytania i zapamiętywania jednym z ważniejszych ćwiczeń jest właśnie wzrokowe pokonywanie labiryntów. :)

Inne zalety też są. Po pierwsze: „Ciasteczkowe potworki” to świetna i niebanalna zabawa. Pospieszne poszukiwanie połączeń pomiędzy smakołykami jest emocjonujące i zabawne. Gra świetnie sprawdzi się jako imprezówka wśród dorosłych, choć pewnie co większych ponuraków odstraszą typowo dziecięce grafiki. Niesłusznie! Zadanie, na poziomie zaawansowanym, wcale nie jest proste.

Poza tym: to tytuł niezwykle regrywalny. Możemy w niego grać setki razy, a za każdym razem będzie to wyglądało inaczej. Karty oczywiście będą się powtarzać, ale nie da się zapamiętać rozmieszczeń i połączeń pomiędzy ciasteczkami.

I wreszcie najważniejsze: trudność można w niej dowolnie stopniować. Nie dość, że mamy dwa zestawy kart (labirynty łatwiejsze i trudniejsze), to jeszcze wyłożyć możemy dowolną ich ilość. Standardowe zasady mówią o trzech kartach. Jeśli chcemy utrudnić sobie zadanie możemy wyłożyć cztery, pięć albo jeszcze więcej. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby wyłożyć ich mniej. Spróbowałam zagrać z Różą nie spodziewając się jakichś większych rewelacji, bo ta nie potrafiła jeszcze rozwiązywać zadań z labiryntami. Tymczasem gra zainteresowała ją tak mocno, że... labirynty zrozumiała.

A działa to tak:


Grając z Różą dbam o to, żeby zachować oryginalne założenia mechaniki, upraszczam jedynie zadanie do minimum i zamiast trzech kart odsłaniam jedną. Jej zadaniem jest, tak jak w zasadach opisanych w instrukcji, rzucenie kostką, odnalezienie wylosowanego ciasteczka na karcie, a następnie odnalezienie i złapanie tego, z którym jest powiązane. Zazwyczaj pomaga sobie palcem rysując nim po czerwonej kresce, coraz częściej jednak, w łatwiejszych przypadkach, nie musi tego robić. Z pomocą palca radzi sobie także z trudniejszymi wersjami labiryntów. Stanowczo odmawia na razie dodania większej ilości kart, więc spokojnie czekam, aż sama to zaproponuje.



Pewnie można by to pewnie robić inaczej, bez tej kostki i drewnianych ciasteczek, ale wiem, że u nas by nie przeszło. Proponowałam już labirynty z ulubionymi bohaterami z bajek, próbowałam przedstawić je w atrakcyjny sposób, ale Róża niechętnie podchodzi do takich zadań. Kiedy jednak wyciągnie grę, najlepiej z mojego regału, jej zainteresowanie wzrasta o 1000%. Nie sądziłam, że zadanie pochłonie ją tak bardzo, ale okazało się, że spośród wszystkich gier i układanek, które mamy, to właśnie „Ciasteczkowe potworki” lądują na stole najczęściej.

Polecam Wam serdecznie zabawy z labiryntami, zwłaszcza takie, w których ścieżki pokonywać trzeba jak najszybciej. I polecam „Ciasteczkowe potworki” jako grę uniwersalną, dosłownie dla każdego. 



Ciasteczkowe potworki
Autor: Roberto Fraga 
Ilustrator: Ian Fortin

Koniecznie przeczytaj też:


14 komentarzy :

  1. Jeśli chodzi o labirynty to polecam:
    http://sklep.bazgroszyt.pl/product-pol-910-Kolorowanka-Bazgroszyt-Labirynt-Zakrecone-zwierzaki.html
    My zaczynaliśmy od "Labirynty zwierzaki", ale kilka z labiryntów powtarza się w obu wersjach. Obecnie dostępna jest chyba tylko wersja do druku (na dole strony można zobaczyć wszystkie dostępne labirynty). My mieliśmy książkę na spirali z kartkami z grubego papieru i właśnie od tych książeczek zaczeła się miłość mojego synka do labiryntów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam Bazgroszyty. Takie zadania się jednak u nas na razie nie sprawdzają. Róża w ogóle nie lubi rysować, kolorować i jakiekolwiek zadania na kartkach, przy których musi wziąć do ręki kredkę albo ołówek ma w głębokim poważaniu. ;)

      Usuń
    2. a kredki kamyczki?
      http://www.ceneo.pl/;szukaj-crayon+rocks

      Usuń
    3. Nie, nie, to nie chodzi o formę kredki, że niewygodnie. Po prostu nie interesuje jej rysowanie, zostawianie śladów na papierze. Czasem zażyczy sobie farby, ale nie częściej niż raz w miesiącu i tylko po to, żeby pomazać sobie dłonie. :)

      Usuń
  2. Jej, jaka fajna! Miałam już nic nie kupować, ale to jest przecież MUST HAVE!
    P.S. Dobrze, że znowu więcej piszesz. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przesłodki pomysł, jestem oczarowana! Na pewno spodobałaby się kiedyś mojej Zośce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja z całkiem innej beczki. możesz polecić książki o czarownicach dla niespełna 2,5 dziewczynki? pozdrawiam Anna D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, przepraszam, zapomniałam odpisać! Mam nadzieję, że jeszcze zajrzysz tu w poszukiwaniu odpowiedzi. Na dniach mam zamiar założyć Disqusa, więc kontakt będzie łatwiejszy. Czarownice to u nas absolutny hit, tuż obok smoków. Ukochaną książką Róży jest "Room on the broom" J. Donaldson w Polsce wydane jako "Miejsce na miotle". Poza tym uwielbia serię o Czarownicy Winnie. My czytamy po angielsku, bo tekst jest super prosty i go niewiele, ale Publicat wydał po polsku. Bardzo, bardzo polecam! :) Jest jeszcze "Czarownica" z wydawnictwa Tako. Nie jest zła, ale nam nie podeszła. Z motywem czarownicy uwielbiamy jeszcze "Księżniczka i zaginione szczęście" (do kupienia tylko w Ikei). :) Mamy jeszcze coś takiego jak "Czarownica Tekla i jej przyjaciele", to książka z mojego dzieciństwa, obecnie nie do dostania, ale może się w jakiejś bibliotece trafi. Jeśli tak, to polecam. :) Pewnie o czymś zapomniałam, jak sobie przypomnę to dopiszę. :)

      Usuń
  5. Rzeczywiście gra jest fajna, ja owszem mam jeszcze trochę czasu to realizowania gier jakichkolwiek, ale uwielbiam się rozglądać, czytać i analizować, potem wybierać dla dziecka to co najfajniejsze i pomoże mu w rozwoju. Gra fajna, zresztą mi większość gier się podoba. Co do dawania forów, to już tak jest, że trzeba się przygotować, że młodszemu zawsze będzie ciut ciężej przechytrzyć strasznego, ale to właśnie o to chodzi, by dziecko się wysilało:)
    Pozdrawiam
    matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Super gra !Zakupię jak mój siostrzeniec przyjedzie do Polski :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy30 maja, 2017

    to znów ja Anna D. Winnie to czad☺ mozesz polecić coś o: kosmosie, dinozaurach, Indianach i kowbojach?

    OdpowiedzUsuń
  8. Zauważyłem właśnie, że często tak jest - że te wiekowe oznaczenia nijak mają się do rzeczywistości. Mój Adaś ma 4 lata, a układa puzzle niby dostępne od 7, nie mówiąc już o bardziej skomplikowanych zabawach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uważam podobnie jak Pan Maciej - kategorie wiekowe są przyznawane w niezrozumiały sposób. Można zrobić dziecku wielką krzywdę, kupując mu gry i zabawki dostępne od 3 lat, w przypadku, gdy powinien pracować nad tymi dla 7-8 latków. Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...